Pytanie, czy wyzwanie?
0
(0)

 – Mam ochotę dzisiaj dobrze się pobawić! – oznajmiła Sara, wchodząc do kawalerki z całą siatką butelek z winem. 

 – Dzień dobry, miło cię widzieć, jasne, możesz wejść – powiedziałam, otwierając drzwi na oścież i witając się z niezapowiedzianym gościem. 

O, przepraszam, nie tylko z jednym. Za Sarą weszła do mieszkania jej przyjaciółka Weronika i Lukas, który ciągle za nimi chodził. Czasem się zastanawiałam, czy ma ochotę przelecieć Sarę, która rozjaśnionymi włosami i chudą sylwetką przypominała Christinę Aguilerę z wczesnych lat twórczości, a może Weronikę, czyli brunetkę o pełnych kształtach z kolczykiem w nosie typu septum. Facet był dosyć przystojny, z zadbaną gęstą czarną brodą i trochę zadziornymi oczami o brązowych tęczówkach, ale zupełnie nie w moim stylu. 

 – Gdzie się podział mój najprzystojniejszy kolega z roku? – zapytała Sara, mając na myśli mojego współlokatora, Tomka. 

 – Do tej pory próbował się uczyć, ale myślę, że już może o tym zapomnieć. 

 – Właśnie tak! – wykrzyknęła Sonia i klasnęła w dłonie, nie przejmując się niesioną reklamówką. 

 – Przynieśliśmy ze sobą niespodziankę – odezwał się Lukas.

Pomachał do mnie dłonią, w której trzymał niewielkie kartonowe pudełeczko. 

 – Co to jest? – zapytałam.

 – Gra – oznajmiła milcząca do tej pory Weronika. – Pytanie, czy wyzwanie!

Sara weszła do pokoju, który określaliśmy jako gościnny, bo był trochę większy od tego drugiego. Postawiła butelki na stole z takim rozmachem, jakby właśnie zaopatrzyła nas w zapasy na jakąś pandemię. 

– Pięć win? – zapytałam. – Przyszliście na wieczór czy zamierzacie tu zamieszkać?

– Jedno jest dla ciebie, żebyś już przestała być taką przemądrzałą małpą – odparła.

Weronika zsunęła buty i bez pytania usiadła na dywanie. Lukas zajął miejsce obok niej na niskim pufie, ale zostawił między nimi wyraźny odstęp. Sara natychmiast wcisnęła się w tę lukę, krzyżując nogi i opierając łokcie na kolanach. Nie pozostało mi nic innego, poza przyniesieniem szkła i jakichś przekąsek. Wszystko wskazywało na to, że tej nocy nie położymy się spać zbyt wcześnie. 

Tomek wyszedł z pokoju w dopasowanej koszulce i spojrzał na towarzystwo oczami zmęczonymi od długich godzin spędzonych przy komputerze. 

 – Nie wiedziałem, że robimy imprezę – mruknął.

 – Ty wielu rzeczy jeszcze nie wiesz – powiedziała Sara. – Na przykład tego, jak dobrze wyglądasz w tej koszulce.

Tomek spojrzał na mnie, unosząc brwi. Znałam ten gest od podstawówki. Oznaczał: „Czy ona zawsze taka jest?”. Odpowiedziałam wzruszeniem ramion. Tak. Sara zawsze taka była. 

Usiedliśmy na podłodze wokół niskiego stolika. Ja, jak zawsze, rozłożyłam się obok Tomka. Robiliśmy to niemal odruchowo, a na pewno podświadomie. W autobusach, w kinie i podczas imprez, jeśli gdzieś znajdowały się dwa wolne miejsca, zajmowaliśmy je razem, jakby obowiązywała nas niewidzialna rezerwacja. Wynikało to z faktu, że dobrze czuliśmy się we własnym towarzystwie. Znaliśmy się od podstawówki, potem chodziliśmy do jednej klasy w ogólniaku, a teraz studiowaliśmy razem w Krakowie, choć na innych kierunkach. Kawalerkę wynajmowaliśmy wspólnie, co dla nas było oczywiste. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, choć lubiłam myśleć o Tomku jak o bracie. 

Sara nie zamierzała marnować czasu. Wobec braku korkociągu wbiła korek do wnętrza butelki i natychmiast napełniła kieliszki.

– Zagramy w pytanie, czy wyzwanie – zwróciła się do Tomka, którego nie było w czasie prezentacji nowej gry. 

– Ile my mamy lat? – zapytał Tomek.

– Wystarczająco dużo, żeby zadania były ciekawsze niż w liceum.

– A jeśli ktoś nie chce czegoś zrobić? – odezwała się Weronika.

– Mówi PAS i pije wino. Bez namawiania i bez pytań – zdecydowała Sara. – Pasuje?

Zgodziliśmy się wszyscy. Lukas wyjął karty z pudełeczka i położył je na stoliku rewersem do góry. Kolejno ciągnęliśmy karty i odczytywaliśmy z nich pytania lub proponowaliśmy wyzwania. Początkowo zabawa przypominała to, co robiliśmy w podstawówce. Pytania dotyczyły ulubionych kolorów i potraw, a wyzwania ograniczały się do skoków na jednej nodze. Przy drugiej butelce wina karty zaczęły się zmieniać, a pierwszą nietypową wyciągnęła Sara.

 – Pytanie, czy wyzwanie? – zapytała, zwracając się do Weroniki.

 – Niech będzie pytanie.

 – Z którym z uczestników umówiłabyś się na randkę?

Weronika poprawiła kolczyk w nosie, przeciągając spojrzeniem po całym kręgu.

 – Z kimś, kto nie zadaje takich pytań po kilku lampkach wina.

 – To nie jest odpowiedź.

 – Lukas – powiedziała w końcu.

Wszyscy roześmiali się, choć Lukas odetchnął z wyraźną ulgą, a czubki jego uszu zrobiły się czerwone. Ewidentnie był zadowolony z tej odpowiedzi. Weronika także to zauważyła, bo jej uśmiech stał się jakby odrobinę łagodniejszy. 

Następne pytanie trafiło do mnie.

 – Kiedy ostatnio się całowałaś? – zapytał Lukas.

 – Nie wiem, chyba z miesiąc temu. 

 – Z kim? – zainteresowała się Sara.

 – To już drugie pytanie.

– Regulaminowa odpowiedź – pochwalił mnie Tomek. – Nie z Agą takie numery. 

Szturchnęłam go ramieniem, jak robiłam to setki razy. Tym razem jednak złapałam spojrzenie Sary, która obserwowała nas z dziwnym uśmiechem.

Kolejne rundy były równie niewinne. Lukas musiał powiedzieć każdej dziewczynie komplement, który nie dotyczył wyglądu. Sara zdradziła, że kiedyś całowała się z przyjaciółką, ale odmówiła podania jej imienia. Tomek przez minutę naśladował jednego z naszych nauczycieli z ogólniaka, doprowadzając mnie do łez ze śmiechu. Wreszcie ja wyciągnęłam kartę i skierowałam się do Sary. 

 – Wyzwanie – wybrała. 

 – Pozwól osobie po swojej prawej ręce dotykać przez trzydzieści sekund twoich włosów. 

 – Tylko włosów? – udała rozczarowanie, spoglądając na Weronikę siedzącą po prawej. 

Weronika przysunęła się na kolanach i zatrzymała przed twarzą przyjaciółki. Najpierw ujęła między palce jeden rozjaśniony kosmyk, a po chwili wsunęła obie dłonie w jej włosy. Zebrała je z tyłu głowy i powoli przeciągnęła palcami aż po końcówki. Sara, zwykle gotowa skomentować wszystko, niespodziewanie umilkła. Patrzyła tylko na przyjaciółkę w pełnej napięcia ciszy. Wszyscy milczeliśmy, obserwując tę niepozorną, choć bardzo erotyczną scenę. Doskonale widziałam, jak siedzący obok Lukas przygląda się dłoniom Weroniki, jakby obserwował, jak funkcjonuje to narzędzie do dawania przyjemności. 

– Czas – powiedział Tomek, chociaż nikt go nie mierzył.

Weronika cofnęła ręce i wszyscy wypuściliśmy powietrze wstrzymywane w płucach przez ostatnie kilkadziesiąt sekund. Sara przez moment wyglądała, jakby chciała zaprotestować, lecz tylko poprawiła włosy i pokręciła głową, próbując otrząsnąć się z emocji. 

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 0 / 5. Vote count: 0

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze