Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Pytanie czy wyzwanie cz. II
Kiedy się odsunęliśmy, nadal trzymałam materiał jego koszulki.
– No dobrze – odezwała się Sara. – Tego się nie spodziewałam.
– Kłamiesz – powiedziała Weronika. – Dokładnie tego chciałaś.
Otrząsnęłam się i sięgnęłam po swoją szklankę, żeby pociągnąć kilka szybkich łyków wina, mając nadzieję, że wypłukam tę burzę niespodziewanych emocji, jakie wywołało to zadanie.
– No i mamy to już za sobą. Odhaczone – powiedziałam, próbując zdobyć się na luźny ton.
Tomek uśmiechnął się, lecz był to inny uśmiech niż wszystkie, które znałam. Była w nim jakaś ostrożność, jakby on także zobaczył we mnie mną kogoś nowego i nie wiedział jeszcze, czy wolno mu się z tego cieszyć.
Gra trwała dalej, ale zmieniły się nasze nastroje i zasady gry. Nikt nie wiedział już, jak przebiegała kolejka, dlatego Tomek pociągnął kartę ze stosu dla Lukasa, który wybrał zadanie.
– Musisz zdjąć skarpetki osoby po twojej prawej stronie – powiedział Tomek, nawet nie siląc się na udawanie, że czyta z kartki.
Brodacz spojrzał na Sarę, a ta natychmiast wystawiła nogi w jego kierunku. Lukas chwycił szczupłą łydkę prawej nogi, złapał palcami materiał w okolicach pięty i pociągnął tkaninę w górę. Niska skarpetka zsunęła się sprawnie ze stopy, ukazując paznokcie pomalowane czerwonym lakierem. Lukas odrzucił skarpetkę na bok i pogładził dłonią podbicie stopy oraz najbardziej wrażliwe miejsce pod palcami. Sara zachichotała i pomachała palcami, a potem cofnęła nogę tylko po to, żeby w kierunku mężczyzny wysunąć drugą. Lukas równie sprawnie zdjął skarpetkę, jednak tym razem zbliżył usta i pocałował bosą stopę, cały czas patrząc badawczo na Sarę.
– Ale jaja, nie? – powiedziałam i odwróciłam się do Tomka, chcąc podzielić się z nim swoimi emocjami.
Zamarłam, bo mojego przyjaciela zupełnie nie interesowała scenka rozgrywająca się na środku pokoju. On cały czas patrzył się na mnie wzrokiem, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam.
– Wszystko w porządku?
– W najlepszym – odparł i musnął mnie nosem w okolicach ucha.
Ten niewinny gest, oznajmiający bliskość, jaki wykonywał względem mnie pewnie już dziesiątki razy, teraz niósł ze sobą kolejny ładunek emocji. Ze zdziwieniem zauważyłam, że przechodzą mnie fale przyjemności, a gdzieś w okolicach podbrzusza stado motyli zaczyna machać skrzydełkami.
Zabawa stopami Sary trwała zdecydowanie zbyt długo jak na standardy gry, ale tego wieczoru nie stanowiła już niczego nadzwyczajnego. Następnie Weronika dostała zadanie, by usiąść na kolanach wybranej osoby. Wybrała Lukasa. Mężczyzna oparł dłoń na jej biodrze, początkowo tak ostrożnie, jakby bał się wykonać najmniejszy ruch.
– Tylko tyle? – zapytała.
Dopiero wtedy jego palce zacisnęły się odrobinę mocniej, a dłoń przesunęła wyżej, na zaokrągloną talię i brzuch.
Sara usiadła obok nich i położyła głowę na ramieniu Weroniki.
– Czuję się pominięta.
– Ty nigdy nie pozwalasz się pominąć – zauważył Lukas.
– Masz rację – powiedziała i wskoczyła na jego drugie kolano.
Mały puf, na którym siedzieli teraz we trójkę, zaskrzypiał złowrogo. Lukas w kontrolowany sposób przechylił się w tył i trzymając w objęciach obie przyjaciółki, zsunął się na dywan. Przez chwilę cała trójka trwała w dziwnym, bliskim splocie, sprawdzając własne reakcje na niespodziewaną bliskość. Sara przesunęła palcami po jego brodzie, Weronika zaś położyła dłoń na udzie przyjaciółki. Przyglądałam się temu splotowi z zainteresowaniem, a ich niepewne dotyki, pierwsze muśnięcia skóry i niezdarne pieszczoty wywoływały we mnie podniecenie.
Po chwili trójka przyjaciół pozbierała się z podłogi i spróbowali wrócić do poprzedniego stanu, jednak napięcie między nimi było już nie do wygaszenia. Gra miała toczyć się dalej, ale nie było już oczywiste, kto kogo wybierał.
– Ostatnia runda, bo wino się kończy, a rano trzeba wstać – zarządziła Sara. Jej głos stał się jednak niższy i odrobinę drżał. – Zostawiamy karty w spokoju, bo i tak wszyscy ściemnialiśmy. Teraz każdy mówi, czego w tej chwili chce i bez żartów. Potem druga osoba decyduje, czy też tego chce.
Odwróciłam się do Tomka. Siedział tak blisko, że nasze czoła niemal się zetknęły, a jego oddech pieścił mi skórę ciepłym powietrzem.
– Chcę pocałować cię jeszcze raz – powiedział. – Tym razem nie dlatego, że ktoś nam kazał.
Serce uderzyło mi mocniej. Co się ze mną działo, do cholery? Przecież to był mój przyjaciel, mój brat! Nie tak dawno bawił się resorakami, a ja obgadywałam go z przyjaciółkami, że jest dziecinny. Potem obserwowałam, jak dorastał i mężniał, ale wciąż widziałam w nim tego chłopaka, który prowadził małe autka po wertepach placu budowy za szkołą. Gdzieś przegapiłam moment, w którym stał się mężczyzną, facetem z zasadami, który zawsze miał dla mnie czas, we wszystkim mi pomagał i nigdy nie oczekiwał niczego w zamian. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę wszystkich tych cech szukałam w innych mężczyznach, ale nigdy nie znajdowałam, bo żaden z nich nie był Tomkiem.
– To całuj. Na co czekasz?
Już nie czekał, tylko przyciągnął mnie do siebie, a ja usiadłam okrakiem na jego udach. Mocne dłonie zatrzymały się na moich biodrach, dając mi chwilę na wycofanie się, ale zamiast tego objęłam go za szyję i ponownie odnalazłam ciepłe usta. Pocałunek był głębszy, pozbawiony wcześniejszego wahania. Palce Tomka wsunęły się pod brzeg mojej bluzki, lecz zatrzymały na nagiej skórze talii.
– Mogę? – zapytał, muskając ustami mój policzek.
Odpowiedziałam gestem, przesuwając jego dłoń wyżej.


