Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Pytanie czy wyzwanie cz. I
– Teraz ja – oznajmiła Sara. – Tomek, pytanie, czy wyzwanie?
– Wyzwanie.
Dziewczyna znów miała na twarzy ten dziwny uśmiech, kiedy spoglądała to na Tomka, to na mnie.
– Usiądź za osobą po twojej prawej stronie i przez jedną rundę obejmuj ją w pasie.
Zaśmiałam się, bo dziwnym trafem padło właśnie na mnie.
– To ma być odważne zadanie? Co to za gra? Przecież my znamy się jak łyse konie.
– Tym bardziej nie powinno wam przeszkadzać – odpowiedziała Sara.
Tomek wzruszył ramionami i przesunął się za mnie. Usiadłam między jego nogami, opierając plecy o jego klatkę piersiową. Robiliśmy nie raz podobne rzeczy podczas oglądania filmów, gdy brakowało miejsca na kanapie, ale od ostatniego razu minęło chyba kilka lat. Objął mnie luźno, a jego przedramię spoczęło na moim brzuchu.
– Wygodnie? – zapytał z troską.
– Mogło być gorzej.
Znałam jego głos równie dobrze, jak własny, a jednak wypowiedziane tuż przy moim uchu słowa zabrzmiały inaczej. Poczułam ciepło jego oddechu na szyi i w jednej chwili stałam się boleśnie świadoma każdego miejsca, w którym nasze ciała się stykały. Nie wiem, skąd wzięło się to napięcie.
W następnej kolejce ja wyciągnęłam kartę dla Lukasa.
– Wyzwanie – zdecydował.
Weronika zastanowiła się chwilę.
– Wybierz jedną osobę z grupy i powiedz jej do ucha, co jako pierwsze zwróciło w niej twoją uwagę.
Lukas przysunął się do Weroniki, położył dłoń na dywanie tuż obok jej uda i nachylił się tak blisko, że ciemny zarost na brodzie musnął jej włosy. Nie usłyszeliśmy, co powiedział, tylko zobaczyliśmy, jak Weronika odwraca twarz i spotyka się z nim spojrzeniem. Przez kilka sekund żadne się nie poruszyło, wpatrując się w siebie. Byłam przekonana, że za moment się pocałują.
– Co powiedział? – spytała Sara, przerywając tę chwilę napięcia.
– Miało być do ucha – odparła Weronika. – Nie do publicznej wiadomości.
Lukas wrócił na swoje miejsce, lecz tym razem przesunął puf i usiadł bliżej Weroniki. Sara patrzyła na nich z zainteresowaniem, którego nie umiałam odczytać. Nie wyglądała na zazdrosną, a raczej na zaciekawioną tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby poczekała jeszcze trochę. W kolejnej rundzie to ona dostała zadanie.
– Pocałuj wybraną osobę w miejsce, które nie jest ustami – powiedział Tomek.
– Zaczyna robić się ciekawie.
Sara rozejrzała się po kręgu. Spodziewałam się, że wybierze Lukasa albo Tomka, ale zamiast tego podpełzła do Weroniki i uklękła przed nią.
– Mogę? – zapytała.
Weronika skinęła głową, na co Sara bardzo powoli odsunęła jej włosy i pocałowała ją tuż pod uchem. Miało to trwać sekundę, lecz jej usta zatrzymały się przy skórze nieco dłużej. Weronika zacisnęła palce na swoim kolanie, a Lukas przyglądał się im bez uśmiechu z pełnym napięciem. Nie było w tym spojrzeniu złości. Było pragnienie, którego nawet nie próbował ukrywać. Powietrze w pokoju nagle zrobiło się zbyt ciepłe i tak ciężkie, że można było kroić je nożem.
Sara odsunęła usta od Weroniki, przez chwilę zatrzymała na niej spojrzenie, a potem wróciła na miejsce. Teraz to ona pociągnęła kartę.
– Aga – powiedziała, patrząc prosto na mnie. – Pytanie czy wyzwanie?
Wiedziałam, co powinnam wybrać.
– Wyzwanie.
– Pocałuj Tomka. Nie w policzek. Nie na sekundę. Tak, żebyśmy uwierzyli, że naprawdę tego chcesz.
– Przecież to tak, jakbym całowała brata! – zaprotestowałam.
– Gdzie to jest napisane, pokaż tę kartę? – zapytał Tomek, który nadal mnie przytulał, chociaż przeszła już cała runda i dawno powinien usiąść obok.
– Pokazać to mogę najwyżej pupę, jeśli ładnie mnie poprosisz. A zasady gry ustalam ja i właśnie się zmieniły.
W jednej chwili w małym pokoju zapanował gwar, bo każdy chciał zabrać głos, protestując lub akceptując nowe warunki, w zależności od aktualnej pozycji. Lukas próbował wyrwać Sarze kartę, ale ta schowała ją pod bluzką, co wcale go nie zniechęciło.
– Dobra, cicho! – Weronika spróbowała uspokoić towarzystwo. – Mieliśmy zasadę, że można powiedzieć PAS i przerwać zadanie. Mamy się bawić, a nie zmuszać do czegokolwiek. Zatem pytanie do Agi: realizujesz wyzwanie, czy rezygnujesz?
Zapadła cisza. Tomek cofnął rękę z mojego brzucha. Przez moment pomyślałam, że zamierza się odsunąć, ale on tylko dał mi więcej przestrzeni.
– Możemy odmówić – powiedział.
Mówił do mnie, nie żartował i nie próbował udowodnić niczego pozostałym. Nagle zobaczyłam w nim nie chłopaka, który jako dziecko nosił za mną tornister, lecz mężczyznę czekającego na moją decyzję. Odwróciłam się w jego stronę, a odległość między naszymi twarzami zmalała do kilkunastu centymetrów.
– Chcesz odmówić?
– Nie – odpowiedział po chwili. – A ty?
Powinnam była powiedzieć PAS, wypić łyk wina i obrócić wszystko w żart. Zamiast tego patrzyłam na jego usta, po raz pierwszy naprawdę zastanawiając się, jak całuje.
– Nie – szepnęłam. – Zróbmy to.
Pochyliłam się pierwsza, jeszcze skracając dystans między nami. Dotknęłam jego ust. Pocałunek zaczął się niepewnie i znajomo, choć nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Jego dłoń spoczęła na moim policzku, a kciuk przesunął się tuż pod uchem. Przez chwilę słyszałam stłumiony śmiech Sary i czyjś oddech, ale dobiegały jakby z innego świata. Tomek odpowiedział mocniej, wyciągnął język i nienachalnie wsunął mi go do ust. Wpuściłam go do środka i wtedy wszystko poza nim zniknęło. Złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam bliżej, zanim zdążyłam się zastanowić, co ja właściwie robię. Jego druga ręka objęła mnie w talii. Znałam te dłonie. Widziałam je tysiące razy, kiedy robiły kanapki, pisały wiadomości albo podawały mi kubek herbaty. Dotychczas jednak nie wiedziałam, że ich dotyk może wywołać we mnie dreszcz.


