Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Czynsz w naturze cz. II
Złapał mnie za rękę i pociągnął ją w swoją stronę. Nie zrobił tego mocno i brutalnie, ale zdecydowanie. Nadal siedziałam w tym samym miejscu i patrzyłam przed siebie, a on wsunął członka w moją dłoń i zacisnął palce na swoim przyrodzeniu. Następnie delikatnymi posuwistymi ruchami przesuwał ją w górę i dół, bardzo powoli, niespiesznie, jakby delektując się samą moją obecnością. Kiedy ustalił już przyjemny dla siebie rytm, puścił moją dłoń i nakazał mi utrzymać ruchy. Nie był to pierwszy raz, kiedy obciągałam facetowi, ale tym razem wcieliłam się w rolę niewinnej nastolatki i nie zamierzałam zbyt szybko z niej wypadać.
Marcin przez kilka minut zadowalał się tym, że to ja zadowalałam go ręką. Czułam na sobie jego spojrzenie, sunące się po piersiach osłoniętych jedynie satynową koszulką i długich nogach, wyćwiczonych podczas regularnych treningów biegowych. Nie dotykał mnie jednak, nie licząc oczywiście tego, że pożerał moje ciało wzrokiem. Wreszcie się znudził i zapragnął czegoś więcej.
– Masz piękne usta – powiedział. – Chodź, sprawdzimy, czy będą pasowały do mojego najlepszego przyjaciela.
Położył mi dłoń na karku i niezbyt mocno pociągnął do siebie. Początkowo opierałam się i przeciwstawiałam mu, ale po chwili odpuściłam i pochyliłam głowę nad jego kroczem. Przyłożyłam usta do członka i posmakowałam go czubkiem języka, ale Marcinowi to nie wystarczało. Wypchnął biodra w górę i członek naparł na moje usta. Otwarłam je i wpuściłam go do środka.
Sama regulowałam tempo i głębokość, na jaką wsuwał się we mnie. Marcin nie przyspieszał, ciesząc się zapewne ciepłem i wilgocią. Objął mnie ręką w pasie i wsunął dłoń pod materiał koszulki. Szorstka skóra przesunęła się szlakiem od pośladków, poprzez biodra i brzuch, aż do małych piersi, na których na dłużej się zatrzymała. Obejmował piersi dłonią, szczypał sutki i naciągał je, zapoznając mnie z uczuciem z pogranicza bólu i przyjemności. Normalnie wyrwałabym mu się i nie pozwoliła na to, ale musiałam być uległa. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, zaczęłam odczuwać przyjemność bycia zdominowaną i całkowicie podporządkowaną Marcinowi.
W którymś momencie mężczyzna złapał mnie za włosy spięte w koński ogon i zaczął dyktować tempo. Nabijał moją głowę na swojego drąga w rytmie, który najbardziej mu odpowiadał. Nie zwracał uwagi na to, że zaczynam mieć problem z wyciekającą śliną i chwilami krztuszę się jego fiutem, a kiedy wsuwa się naprawdę głęboko, dławię się i mam odruch wymiotny. Liczyła się tylko jego przyjemność, a ja miałam mu ją dać. Cóż, taka jest cena luksusu samodzielnego życia w wielkim mieście.
Kiedy miałam już nadzieję, że Marcin wreszcie się spuści i będę miała go z głowy, niespodziewanie puścił moje włosy i pozwolił się wyprostować. Dłoń, która od dłuższego czasu drażniła mi sutki, teraz zsunęła się niżej, ominęła materiał majtek i bezpardonowo wsunęła się do cipki. Syknęłam i spięłam mięśnie w oczekiwaniu bólu, ale był to tylko odruch. Wilgoć wewnątrz oznajmiała facetowi, że ta gra mi też sprawia przyjemność.
– Choć na górę, moja mała panienko – powiedział.
– A gumka?
– Nie martw się, nie skończę w środku – zapewnił.
Zdjął całkiem spodnie i kazał mi go dosiąść. Odwróciłam się tyłem do niego, a twarzą w stronę pokoju w pozycji odwróconego jeźdźca. On nakierował członka na moją dziurkę i przesunął pasek kremowych majtek, a ja obniżyłam się na nogach i nadziałam na niego. Był gruby i płaski, dlatego przy pierwszych ruchach poczułam ból, który już po chwili przerodził się w przyjemność. Oparta z tyłu na ramionach, pracowałam udami i biodrami, starając się utrzymać odpowiednie tempo. W duchu cieszyłam się, że treningi biegania nie poszły na marne, a dzięki silnym udom mogę zarobić na swoje utrzymanie. Marcin obejmował mnie w pasie, dotykał skaczących piersi, albo masował pośladki. Wszystko to robił naprzemiennie, chcąc nacieszyć się moim młodym zgrabnym ciałem.
Nie miałam dużego doświadczenia jako kochanka i moje body count ograniczało się do dwóch, a trzeci był w trakcie, ale to wystarczyło, żebym wiedziała, że Marcin zbliża się do końca. Czekał na mnie z wypchniętymi biodrami i wymuszał szybsze tempo. Stękał przy tym i sapał jak lokomotywa. Wreszcie złapał mnie za biodra i zatrzymał, co musiało mu przyjść z niemałym wysiłkiem. Gestem nakazał mi zejść z sofy, uklęknąć i rozchylić usta. Wiedziałam, co teraz nastąpi. Chwycił swojego szerokiego członka w dłoń i kilkoma szybkimi ruchami doprowadził się do orgazmu. Strumień ciepłej spermy wystrzelił na moją twarz. Część wpadło do ust, ale większość rozlała się po czole, nosie i policzkach tylko po to, żeby po chwili zacząć zlewać się w dół.
Marcin otwarł oczy i przyjrzał się swojemu dziełu z satysfakcją. Uśmiechnął się, jakby właśnie oceniał dobrze wykonaną robotę. Popchnął brudnego i lepkiego od spermy fiuta w moją stronę i próbował wepchnąć mi go do ust. Niechętnie przyjęłam go w środku. Jego sperma smakowała źle, ale nie ohydnie i dało się to przełknąć. W przenośni i dosłownie.
– Marzyłem o tym od chwili, kiedy zobaczyłem cię pierwszy raz – powiedział. – Mam wrażenie, że będziesz jedną z moich lepszych inwestycji w ostatnich latach.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, czy odebrać jego słowa jako komplement, czy przestrogę. Z biegiem czasu przekonałam się, że sprawianie przyjemności Marcinowi się opłaca, a przy okazji odkryłam w sobie potrzebę bycia zdominowaną i podporządkowaną. W tej roli doznawałam zdecydowanie najwięcej satysfakcji.


