Rozwiązanie jednego problemu jest tylko początkiem następnych. Tą starą jak świat prawdę poznałam dosyć szybko, niemal na samym początku mojego dorosłego życia. Spełnieniem marzeń były studia na prestiżowej uczelni we Wrocławiu, jednak natychmiast pojawiły się nowe kłopoty, przede wszystkim z finansami. Pochodziłam z małej miejscowości na Dolnym Śląsku ponad 100 kilometrów od Wrocławia. Chcąc studiować dziennie, musiałam zdobyć miejsce w akademiku lub wynająć jakieś mieszkanie, a do tego mieć pieniądze na życie, choćby bardzo skromne. Moim rodzicom się nie przerwało i nie mogłam liczyć na wielkie wsparcie z ich strony. Nie zamierzałam jednak się poddawać i pełna nadziei zameldowałam się końcem września we Wrocławiu.
Szybko okazało się, że moje nadzieje były płonne. Nie miałam szans na miejsce w akademiku, bo zbyt późno zabrałam się za formalności. Miałam co prawda załatwiony pokój w mieszkaniu wynajmowanym przez znajomych mojej starszej koleżanki z ogólniaka, ale warunki w nim pozostawiały wiele do życzenia. Kiedy już przyzwyczaiłam się do ciasnej klitki i wiecznie zajętej łazienki, rozpoczął się rok akademicki, a wraz z nim imprezy w mieszkaniu. Nie byłam w stanie normalnie spać w nocy, a na pierwszych zajęciach, które mogły mieć duży wpływ na całe moje studiowanie, byłam wiecznie zaspana i nieobecna.
Mój strategiczny plan zakładał także znalezienie pracy, choćby dorywczej, żeby mieć pieniądze na jedzenie i własne potrzeby. Okazało się, że tak duże miasto jak Wrocław nie ma zbyt wiele do zaoferowania studentom chcącym dorobić. Większość moich nowych kolegów znalazła pracę przez znajomości albo miała na tyle zamożnych rodziców, że przesyłali sumy wystarczające na spokojne przeżycie w mieście. Z braku lepszych okazji złapałam kilka nocek w marketach przy wykładaniu towaru i dorywczą pracę w knajpie w weekendy, ale żadne z tych zajęć nie było na stałe. Nie miałam nawet namiastki stabilizacji finansowej i bytowej, a w takich warunkach trudno było myśleć o studiowaniu. Kiedy mój plan zaczął się sypać, a oczami wyobraźni już widziałam piękną katastrofę i powrót na tarczy do rodzinnej miejscowości, trafiłam na Ulkę. Była stałą bywalczynią knajpy, w której pracowałam. Zawsze elegancko ubrana, z mocnym makijażem i drogimi dodatkami. Tamtego wieczoru usiadła przy barze i długo mi się przyglądała, aż wreszcie zagadnęła:
– Masz ładną twarz i bardzo zgrabną figurę – odezwała się, próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
– Dziękuję – odpowiedziałam zaskoczona jej bezpośredniością.
– Studiujesz?
– Tak.
– I jeszcze musisz tutaj pracować?
– Nie mam wyjścia, muszę coś jeść i zapłacić czynsz za pokój – wyjaśniłam szczerze.
Dziewczyna zamyśliła się i zaczęła przeglądać coś w telefonie. Odeszłam od niej i obsługiwałam innych klientów, jednak kątem oka zauważyłem, że robi mi zdjęcia. Kiedy po kilkunastu minutach wróciłam do niej i grzecznie zapytałam, czy mogę uzupełnić jej napój, pokręciła przecząco głową.
– Może będę miała dla ciebie pracę – powiedziała. – Tylko to nie jest łatwa robota i to, czy ją dostaniesz, będzie zależało od tego, jak bardzo jesteś zdeterminowana, żeby rozwiązać swoje problemy.
– Jestem bardzo zdeterminowana – odparłam.
Ulka wzruszyła ramionami, jakby chciała powiedzieć: „to się okaże”. Położyła na blacie baru kartkę z zanotowanym numerem telefonu i poprosiła, żebym zadzwoniła do niej następnego dnia koło południa. Zadzwoniłam.
– Chciałabyś zarabiać tyle, żeby móc wynajmować samodzielnie mieszkanie i mieć na drobne wydatki? – zapytała, kiedy spotkałyśmy się w parku w pobliżu knajpy, w której pracowałam.
– Głupie pytanie. Oczywiście!
– A gdyby to wymagało od ciebie, powiedzmy, dwóch godzin pracy dziennie, czasem nawet tylko dwa razy w tygodniu?
– To chyba niemożliwe? – oceniłam. – Nie ma takiej pracy.
Ulka pogłaskała mnie po ramieniu z pobłażliwością jak młodszą i niedoświadczoną koleżankę.
– Jest taka praca, ale tylko dla ładnych, zgrabnych i odważnych dziewczyn – powiedziała. – Ty jesteś wystarczająco ładna i zgrabna. Pytanie brzmi: czy jesteś też odpowiednio odważna?
Uważałam siebie za osobę odważną. Jak mogło być inaczej, skoro zdecydowałam się sama pojechać do obcego miasta i spróbować w nim żyć oraz studiować. Miałam jednak wrażenie, że odwaga, o której mówiła Ulka, była czymś innym.
– Mam na myśli sponsoring – wyjawiła.
– Nie jestem dziwką – odparłam i wstałam z ławki.
Ulka chwyciła mnie za rękę.
– To nie chodzi o prostytucję – powiedziała. – Będziesz dostawała pieniądze i mieszkanie za to, że raz na jakiś czas prześpisz się z przystojnym i zadbanym dojrzałym mężczyzną. Będzie tylko jeden facet, a pieniędzy nigdy ci nie zabraknie, ręczę za to.
Zawahałam się, bo te warunki nieco zmieniły zasady gry. Po chwili znów usiadłam na ławce obok Ulki. Ta wyjęła z torebki telefon i odnalazła na nim zdjęcia mężczyzny. Rzeczywiście, był przystojny, zadbany i dojrzały, ale nie przesadnie. Pewnie był w wieku mojego ojca, ale wyglądał zupełnie inaczej, jak jakiś polityk albo lekarz.
– To jest Marcin – powiedziała Ulka. – Wysłałam mu wczoraj twoje zdjęcia i wyraził zainteresowanie. Chce się spotkać z tobą w mieszkaniu, w którym będziesz mieszkała, i ustalić warunki współpracy. Muszę dzisiaj dać mu odpowiedź. Decydujesz się na to, żeby cię sponsorował?


