Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Siostra mojego faceta cz. I
– Musimy coś zrobić z twoimi włosami, bo wyglądasz zbyt grzecznie – powiedziała Milena.
Ulżyło mi, bo chwilę wcześniej długo stała w milczeniu i miętosiła w palcach kłębek moich włosów, co zaczynało napawać mnie niepokojem, bo trwało nienaturalnie długo. Kiedy okazało się, że chodzi tylko o fryzurę, natychmiast się rozluźniłam. Pozwoliłam jej zrobić z moimi włosami to, na co ma ochotę, oczywiście wszystko w ramach rozsądku. Lokówka, grzebień i lakier wirowały w jej dłoniach niczym u wytrawnej fryzjerki, a efekt tego był rzeczywiście imponujący. Moje proste włosy w mysim kolorze teraz układały się falami, a pojedyncze jaśniejsze kosmyki stały się nagle znacznie lepiej widoczne.
Milena pomogła mi też dobrać sukienkę. Kazała mi się przebierać chyba z pięć razy i w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że bardziej od planowania kreacji, bawi ją oglądanie mnie w bieliźnie, kiedy siłuję się z kolejnymi ciuchami. Wreszcie wybrałyśmy czarną mini z cekinami, do której Milena dorzuciła kilka dodatków ze swojej walizki. Spojrzałam na siebie w lustrze i pokiwałam głową w uznaniu. Nie był to mój styl, ale prezentowałam się znakomicie. W sam raz na wypad do klubów w mieście, w którym nikt mnie nie znał.
W piątkową letnią noc Kraków wyglądał jak stolica świata. Mrok rozjaśniały miejskie latarnie, kolorowe neony i księżyc w pełni. Wielobarwny tłum przetaczał się wąskimi uliczkami wśród starych kamienic, porozumiewając się w najróżniejszych językach. Młodzi ludzie różnych ras i karnacji, mieszali się z tymi nieco starszymi i równie różnorodnymi, a wszyscy przechadzali się z wymalowanymi uśmiechami na twarzach. Wokół wirowały niespodziewane zapachy i dźwięki, a niemal na każdym rogu na turystów czekała jakaś atrakcja.
Poszłyśmy do pierwszego lepszego klubu na drinka. Przywitał nas głośną rytmiczną muzyką i kalejdoskopem świateł. Znalazłyśmy wolną lożę, wypiłyśmy po mocnym drinku i nogi same zaniosły nas na parkiet. Początkowo Milena siedziała sama w loży, tłumacząc, że nie lubi tańczyć. Założyła nogę na nogę i sącząc drinka, spoglądała na nas jakimś trudnym do zdefiniowania spojrzeniem. Przeszło mi przez myśl, że postanowiła zabawić się w psa pilnującego i zamierzała nie dopuścić do tego, żebym tańczyła z jakimś obcym mężczyzną. Jednak po wypiciu kolejnego drinka na podwójnej malinówce, wyszła z nami na parkiet i zapomniałam o wszystkich głupich wątpliwościach. Cztery laski, obce w tym wielkim multikulturowym mieście, tańczyły na środku sali, a wszyscy pozostali goście robili nam miejsce.
W którymś momencie zostałam sama z Mileną. Niespodziewanie dla mnie, wirowałam z nią w tańcu. Trzymałyśmy się za ręce, a nawet obejmowałyśmy tylko po to, by po sekundzie rozdzielić się płynnie, w rytm muzyki. Poruszała się świetnie, rytmicznie poruszając szerokimi biodrami i falując dużym biustem. Czułam dotyk jej dłoni na ramieniu, muśnięcie palców o policzek, a nawet potarcie kciukiem o wierzch dłoni, kiedy trzymałyśmy się za ręce. Wiele było tych drobnych gestów, które w tamtej chwili traktowałam bardzo niewinnie i naturalnie.
Noc była długa, jednak czas mijał bardzo szybko. Odwiedziłyśmy jeszcze kilka klubów i w każdym wypiłyśmy przynajmniej po jednym drinku. Kiedy wychodziłyśmy z ostatniego, niebo szarzało już świtem. Zdążyłyśmy jeszcze zabrać po butelce wina musującego na wynos i chwiejnym krokiem ze śpiewem na ustach ruszyłyśmy w stronę hotelu. Z każdym krokiem i przebytą uliczką opadałam z sił, a standardowy chodnik robił się dla mnie za wąski. Na szczęście Milena przez cały czas dbała o to, żebym się nie przewróciła. Podtrzymywała mnie przy każdym mocniejszym zawrocie głowy, a już w hotelu pomogła mi wejść po schodach na nasze piętro i znaleźć właściwy pokój.
Kiedy znalazłam się w pokoju hotelowym, mój stan trochę się poprawił. Zrzuciłam z siebie sukienkę i wyjęłam z lodówki butelkę wody mineralnej. Wypiłam całą duszkiem i odrobinę otrzeźwiałam.
– Dziękuję ci Milena, że tak o mnie dzisiaj dbałaś – powiedziałam wyraźnie, nie bełkotem, a przynajmniej tak mi się wydawało. – Wypiłam trochę za dużo, ale tak poza tym to byłam grzeczna. Nie podrywałam facetów, tylko tańczyłam.
Milena uśmiechnęła się.
– Ja też się świetnie bawiłam – powiedziała. – Dziękuję, że zabrałaś mnie ze sobą.
W przypływie emocji podeszłam do dziewczyny i przytuliłam ją do siebie. Stałyśmy tak jakiś czas i żadna nie chciała puścić tej drugiej. Wreszcie rozdzieliłyśmy się.
– Muszę się wykąpać i potem natychmiast kładę się spać – powiedziałam. – Jutro też jest dzień.
Łazienka okazała się bardzo przestronna, a najwięcej miejsca zajmowała duża wanna. Odkręciłam ciepła wodę i pozwoliłam, żeby wypełniła żeliwną wannę, a w tym czasie rozczesałam włosy, zmyłam makijaż i umyłam zęby. Kiedy woda sięgała już do połowy wanny, nalałam pieniącego płynu, rozebrałam się i weszłam do środka. Otuliło mnie ciepło, aromat lawendy i poczucie błogiej lekkości. Oparłam się wygodnie i na chwilę zamknęłam oczy.
W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi.
– Otwarte – zawołałam.
Milena nieśmiało weszła do środka. Miała na sobie tylko czarną koronkową bieliznę, dopasowany gorset w tym samym kolorze i kabaretki samonośne sięgające połowy uda. Zamknęła drzwi za sobą, a potem podeszła do wanny, uklęknęła na dywaniku tuż przy niej i oparła przedramiona na krawędzi żeliwnej ścianki. Nie patrzyła na pianę zasłaniającą moje ciało, tylko spojrzał mi prosto w oczy i zapytała:
– Zastanawiałam się, czy przy kąpieli też będę w stanie ci jakoś pomóc.

