Nie czytałeś poprzednich części? Sprawdź: Kilka chwil nad Bałtykiem cz. I, Kilka chwil nad Bałtykiem cz. II.
Sobotni dzień w pracy był bardzo nerwowy nie tylko z powodu ogromnego ruchu, ale przede wszystkim ze względu na czekające mnie spotkanie. Miałem wrażenie, że przez cały dzień Aneta mnie unika, jakby była zawstydzona tym, że umówiła się ze mną na spotkanie. Tłumaczyłem sobie, że może nie chce chwalić się tym przed ludźmi z pracy, dlatego tak się zachowuje. Co jakiś czas rzucała mi tylko ukradkowe spojrzenia i śmiała się tajemniczo. Postanowiłem nie zawracać sobie tym głowy. Przecież nic złego nie mogło mnie spotkać. Nawet jeśli Aneta zrobi mi jakiegoś psikusa, to przecież ryzykowałem tylko odrobinę dumy, która jako jedyna mogła ucierpieć w takiej sytuacji. Nie znaliśmy się bliżej, nie mieliśmy wspólnych znajomych, dlatego po powrocie do swoich rodzinnych miast praktycznie nie musieliśmy się już nigdy ze sobą spotkać.
Mimo tych racjonalnych argumentów, w miarę, jak zbliżał się koniec zmiany, zaczynałem się denerwować. Serce biło mi szybciej z podniecenia i oczekiwania na coś przyjemnego, co miało nastąpić za kilka chwil. Wreszcie kilkanaście minut przed dziesiątą, kiedy już zaczynałem sprzątać stanowisko i planować wyjście, Aneta podeszła do mnie i powiedziała:
– Ja już idę się przebierać. Za dwadzieścia minut będę czekała na zewnątrz.
Dokończyłem sprzątanie stanowiska, ale okazało się, że jednak nie potrafię utrzymać emocji na wodzy. Wszystko leciało mi z rąk i przebywanie w moim towarzystwie stało się na tyle niebezpieczne, że współpracownicy wygonili mnie z kuchni i kazali wyjść wcześniej, bo stanowiłem dla nich zagrożenie. Poszedłem do szatni, umyłem się i przebrałem w luźne szorty i najbardziej elegancką polówkę, jaką miałem, a potem wyszedłem przed lokal. Aneta stała przy barierce obok wejścia. Miała na sobie jasną sukienkę w czerwone maki, która idealnie podkreślała jej drobną sylwetkę. W jednej ręce trzymała maleńką torebeczkę z drobiazgami, a drugą poprawiała rozpuszczone ciemne włosy. Wyglądała zjawiskowo!
– Idziemy coś zjeść? – zaproponowałem.
– Zmieniłam zdanie. Nie jestem głodna – odpowiedziała. – W zamian za to możemy się przejść.
– Dokąd?
– Przed siebie – wskazała ręką kierunek, który aktualnie miała przed sobą, poczekała, aż się z nią zrównam, a potem ruszyła. Szliśmy powoli promenadą, łapiąc podmuchy ciepłego powietrza, a ona co chwilę odgarniała włosy z twarzy, które rzucał tam wiatr. Była dziwnie spokojna i zupełnie inna niż na kuchni. Nie mogłem oderwać wzroku od symetrycznego profilu jej twarzy i ciemnych włosów zdrowo połyskujących w świetle księżyca.
– Zawsze tyle milczysz? – zapytałem.
Spojrzała na mnie kątem oka.
– Nie jestem przesadnie wygadana.
– Spoko, w sumie milczenie też jest fajne.
Uśmiechnęła się pod nosem, a ja znowu poczułem to samo co wcześniej, że dla tego uśmiechu mógłbym specjalnie brać więcej zmian nocnych tylko po to, żeby urwać się z nią na sobotni spacer. Niespodziewanie dla mnie zeszliśmy z promenady na plażę, bo wybrana przez Anetę droga wcale nie prowadziła przed siebie, tylko w jakimś wcześniej ustalonym przez nią kierunku. Zdjęła buty i bosymi stopami weszła na piasek, którego noc nie zdążyła jeszcze ostudzić z ciepła skumulowanego w ciągu słonecznego dnia. Drobne stopy praktycznie bezszelestnie dotykały piasku, a ja odnosiłem wrażenie, że unosi się w powietrzu i wcale nie musi dotykać podłoża, żeby chodzić.
– Tej nocy chciałabym poczuć się całkowicie wolna, chociaż przez chwilę.
Patrzyłem z uwagą, jak idzie kilka kroków przede mną boso wzdłuż linii wyznaczanej przez fale. Wiatr poruszał jej lekką sukienką, a fale co chwilę podchodziły pod nogi. Zdjąłem buty i ruszyłem za nią, podziwiając płynne ruchy bioder dziewczyny. Nagle woda podebrała piasek spod jej stóp i Aneta zachwiała się lekko. Odruchowo złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Nie puściłem jej, choć już po sekundzie była bezpieczna, ale ona też nie cofnęła dłoni. Spojrzała na mnie trochę zaskoczona, a trochę speszona.
– Dzięki.
– Nie chciałbym, żebyś utonęła przed kolejną zmianą – powiedziałem.
Nie odpowiedziała, a ja dalej trzymałem jej rękę i chyba oboje udawaliśmy, że żadne z nas tego nie zauważa. Dłoń była delikatna, ciepła i jednocześnie wilgotna, a jednak trzymała mnie mocno. Obiecałem sobie, że jej nie puszczę, dopóki sama nie zechce się wyswobodzić, ale niczego takiego nie zauważyłem. Emocje paraliżowały mnie i musiałem skupiać się na każdym kroku. Wreszcie, po jakichś dziesięciu minutach marszu, kiedy światła pomostów i promenady zostawiliśmy już daleko z tyłu, Aneta puściła mnie.
– Zawsze chciałam sprawdzić, jak to jest kąpać się nocą w morzu – powiedziała. – Robiłeś to kiedyś?
Pokiwałem przecząco głową, ale ona chyba wcale nie oczekiwała żadnej odpowiedzi. Rzuciła buty na piasek, a po chwili obok wylądowała jasna sukienka w czerwone maki. Widząc jej nagie plecy i pośladki osłonięte jedynie wąskim paseczkiem fig, zatrzymałem się nieruchomo gdzieś pomiędzy plażą i morzem niczym słupek od falochronu. Tymczasem Aneta przesłoniła jedną ręką piersi i pobiegła w głąb morza, rozchlapując wodę na boki. Nie mogłem oderwać wzroku od regularnych konturów ciała i jasnej skóry, która w nikłym świetle gwiazd była biała jak papirus. Kiedy woda sięgała jej do połowy uda i dziewczyna nie była w stanie dalej biec, odwróciła się w moją stronę i zawołała.
– Na co czekasz? Wyskakuj z ciuchów i wchodź do wody. Jest świetnie!

