Kilka chwil nad Bałtykiem
5
(1)

Pracowaliśmy chwilę w milczeniu, a w kuchni słychać było tylko wodę lecącą z kranu i odległy szum lasu za uchylonym oknem. Co jakiś czas łapałem się na tym, że zerkam na Anetę trochę za długo. Bez fartucha wyglądała inaczej niż na zmianie. Była mniej spięta i delikatniejsza. Miała zaróżowione policzki od gorąca kuchni i lekko rozchylone usta, kiedy skupiała się na pracy. Przez firmową koszulkę przebijały się drobne kuleczki sutków i z satysfakcją zauważyłem, że nie ma na sobie stanika. 

 – Możesz podać mi ręcznik? – zapytała nagle, wyrywając mnie z zamyślenia i kończąc obserwację. 

Dopiero wtedy zorientowałem się, że od kilku sekund po prostu się na nią gapiłem, a ona to zauważyła. Spaliłem się rumieńcem, ale miałem nadzieję, że nie będzie miała mi tego za złe. 

 – Jasne.

Sięgnęliśmy po ręcznik w tym samym momencie. Jej palce musnęły moje dosłownie na sekundę, ale i tak poczułem dziwne napięcie w brzuchu. Ona chyba też, bo od razu cofnęła rękę, jakby dotknęła ogniska. 

 – Przepraszam.

 – Nie no… ja…

Urwałem, bo nagle zabrzmiałem jak idiota. Odwróciła wzrok i schowała mokre dłonie w ręcznik.

 – Ty zawsze jesteś taki wygadany? – zapytała cicho.

 – Tylko przy ładnych dziewczynach – powiedziałem trochę dla żartu, ale kiedy spojrzała na mnie zaskoczona, sam poczułem, jak robi mi się gorąco. 

Skończyliśmy pracę chwilę po drugiej w nocy. Promenada, która jeszcze kilka godzin wcześniej była pełna ludzi, teraz prawie całkowicie opustoszała. Jedynie gdzieś w oddali ktoś się śmiał, a wiatr niósł od morza zapach soli i mokrego piasku. Wyszedłem z lokalu, zamknąłem drzwi i wbiłem kod, a potem zaproponowałem, że odprowadzę ją do pensjonatu. Okazało się, że muszę nadrobić tylko jakieś 500 metrów, dlatego zaprowadziłem ją pod same drzwi do budynku. 

 – To był w sumie bardzo miły wieczór – powiedziałem na pożegnanie. – Nie ważne co robisz, za to ważne z kim.

Aneta spuściła wzrok i znów zobaczyłem, jak jej usta układają się w piękny pozytywny grymas. 

 – Do jutra – odpowiedziała, a potem odwróciła się na pięcie i zniknęła wewnątrz budynku. 

Kolejna zmiana w kuchni okazała się bardzo trudna, a złożyło się na to kilka przyczyn. Przede wszystkim za krótko spałem i nie zdążyłem się zregenerować, dlatego już od pierwszych godzin marzyłem tylko o tym, żeby położyć się spać. Miałem też niezbyt przyjemną sytuację z Anetą, a w zasadzie to z jedną z jej koleżanek, czyli Marceliną. Dotychczas ta dziewczyna traktowała mnie jak powietrze, a nagle tego jednego dnia stałem się obiektem jej zainteresowania. Od rana zaczepiała mnie, rzucała w moim kierunku niedwuznaczne komentarze i szukała kontaktu, choć starała się, żeby każdy gest wyglądał na przypadkowy. Podjąłem tę grę i też odpowiadałem jej w podobny sposób. Nie widziałem w tym nic złego, a taka niezobowiązująca relacja mogła uprzyjemnić monotonię pracy. Na dodatek byłem tak zmęczony, że mój instynkt samozachowawczy zupełnie przestał funkcjonować. 

O tym, że jednak nie wszystko było takie niezobowiązujące i żartobliwe, przekonałem się, kiedy Aneta trzasnęła drzwiami, wychodząc na przerwę. Tej nieśmiałej dziewczynie nigdy wcześniej nie zdarzył się taki wybuch. Postanowiłem zrobić sobie przerwę nieco wcześniej i wyszedłem za nią na zewnątrz. Znów spotkałem ją na tyłach siedzącą na starej pracowniczej ławce tuż przy ustawionych w wieżę skrzynkach po napojach. Ruszyłem w jej kierunku, ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ona wyprowadziła atak wyprzedzający: 

 – Podoba ci się Marcelina? – zapytała, nie kryjąc gniewu. – Może dzisiaj to ją odprowadzisz do domu, co?

 – Daj spokój, przecież to tylko takie żarty – wyjaśniłem.

 – W porządku, wszystko rozumiem. Nie ważne co robisz, tylko ważne z kim. Jakoś tak to mówiłeś, prawda?

 – Chyba nie jesteś zazdrosna? – zapytałem.

Oczy dziewczyny zwęziły się jak u agresywnego zwierzęcia tuż przed atakiem, ale tym razem nie wyprowadziła ciosu. Zamiast tego jej postawa zmieniła się, mięśnie rozluźniły i mowa ciała zaczęła wskazywać na coś zgoła innego, niż agresja. 

 – A nawet jeśli tak, to co? – zapytała bardzo cicho. 

Zamurowało mnie, a serce przyspieszyło. Takie wyznanie, które jednocześnie wcale nie było wyznaniem, w jej ustach brzmiało bardzo poważnie. 

 – Zgoda, w takim razie więcej nie będę się w ten sposób zachowywał – obiecałem.

 – Dlaczego? – zapytała, a ja miałem wrażenie, że wciąga mnie w jakąś swoją gierkę.  – Dlaczego chcesz mi to obiecać?

 – Ponieważ zależy mi na tym, żebyśmy mieli ze sobą dobre relacje. Bardzo cię lubię i mam nadzieję, że możemy przenieść naszą znajomość na jakiś wyższy poziom, niż tylko wspólne krojenie cebuli – paplałem zestresowany. 

Aneta jednak nie zdobyła się na szyderstwo i musiała potraktować moje słowa bardzo poważnie. Wstała z ławki, podeszła w moją stronę i zatrzymała się dopiero o krok. Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami, w których znów zaczęły skakać te fascynujące radosne iskierki, a potem powiedziała:

 – Nie potrzebuję twoich obietnic. Zależy mi bardziej na czynach. 

Była tak poważna, że aż przeszedł mnie dreszcz niepokoju pomieszanego z ekscytacją. 

 – Co mam zrobić?

 – Przyjmuję twoją propozycję – powiedziała. – Nadrobiliśmy dwie godziny poprzedniej nocy. Wybieramy je razem w sobotę i zaprosisz mnie gdzieś. 

 – Na randkę? – zapytałem.

 – Niech to będzie coś więcej niż tylko randka – odparła. – Powiedzmy, że spróbujemy przejść na wyższy poziom. 

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 5 / 5. Vote count: 1

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze