kobieta leżąca na kanapie
0
(0)

Nie czytałeś poprzednich części? Sprawdź: Niespodzianka na zgodę cz. I i Niespodzianka na zgodę cz. II

Michał od początku narzucił bardzo mocne i szybkie tempo, jakby obawiał się, że za chwilę cały czar pryśnie. Sypialnię wypełniły miarowe dźwięki naszych westchnień, posapywań i jęków. Wtórowało mu skrzypienie łóżka, które teraz dostawało większy wycisk, niż modele prototypowe na testach wytrzymałości (o ile takie testy w ogóle robiono na łóżkach). Powietrze stało się gęste od emocji, naszych zapachów i wilgoci emitowanej przez ciała. Połączyliśmy się w jedno i pracowaliśmy jak dobrze naoliwiona maszyna. 

Okazało się, że nawet narząd wzroku nie jest tu potrzebny i świetnie sobie radzę z zamkniętymi oczami. Oczekiwanie na jego dotyk, mając jedynie domysły co do miejsca, w jakim on nastąpi, okazało się niezwykle podniecające. Tymczasem Michał jakby się tym bawił. Nie przestając mnie ruchać, cały czas podróżował dłońmi po mapie mego ciała i docierał do różnych, czasem nieoczywistych, lokalizacji. W jednym monecie dotykał mojego brzucha i przesuwał dłonie na biodra, by po chwili złapać nimi za stopy i delikatnie pieścić poduszeczkę pod palcami. W kolejnym odruchu uszczypał mnie w sutek wyciągnięty spod materiału stanika, by w ramach wynagrodzenia nawilżonym kciukiem muskać wierzchnią część łechtaczki tuż nad wejściem rozpieranym przez wielkiego członka. Nie dawał mi odpłynąć, jednocześnie ani na moment nie wypuszczał mnie ze świata przyjemności i rozkoszy. 

Zwolnił, a jego dłonie powędrowały w stronę zgięcia kolan. Zupełnie zapomniałam o pasku szlafroka, którym się związałam. Dopiero kiedy sprawne palce Michała zaczęły manipulować przy węźle i zwolniły go, poczułam ulgę z ustępującego dyskomfortu. Wyprostowałam nogi, przez kilka chwil ciesząc się z nowej, znacznie wygodniejszej pozycji. Michał jednak nie zamierzał dawać mi zbyt wiele czasu na odpoczynek. Pewnym ruchem obrócił mnie na brzuch, nakazując ułożyć się w pozycji pieska. Wypięłam zalotnie tyłek w jego stronę. Od dawna oczekiwałam tego, co miało się teraz stać. Dotyk palców w okolicach tyłka, a potem zassanie powietrza, krótki ból, kiedy korek największą średnicą przeszedł przez zwieracze, i kolejne uczucie ulgi. Wiedziałam, że nie potrwa ono zbyt długo, jednak już nie mogłam się doczekać tej cudownej mieszaniny ucisku, bólu i niepojętej przyjemności. 

Przez chwilę nic się nie działo i nie wyłapywałam też zbyt wielu dźwięków, poza szelestem pościeli. Nagle coś chłodnego i oleistego pokryło skórę w okolicach brązowego oczka. To lubrykant, który miał przygotować mnie na kolejny etap naszej zabawy, wąską strużką oblał wylot i dostał się do wewnątrz rozszerzonej dziurki. Michał rozsmarował jeszcze palcami lubrykant, a na koniec wsunął mi do środka najpierw jeden palec, a potem dwa.

 – Jest dobrze – powiedział tonem fachowca, a ja zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy, odkąd wrócił do domu, słyszę jego głos. 

Po chwili pełnej oczekiwania zbliżył się do mnie. Ciepło jego członka kontrastowało z orzeźwiającym chłodem, jaki dawał lubrykant. Przyłożył czubek do dziurki i naparł powoli biodrami. Nie był natarczywy i nie starał się zrobić tego na siłę, a jedynie stanowczo. Rozluźniłam się, chcąc możliwie najłagodniej przyjąć go w sobie. Wreszcie przedarł się przez blokadę mięśni i wsunął do środka całą główkę penisa. 

 – O kurwa! – krzyknęłam głośno. 

Nie zareagował, a jedynie po jego ciężkim oddechu i miarowym mruczeniu rozpoznawałam, że jest mu dobrze. Wypięłam się jeszcze mocniej w jego stronę, teraz pozycją przypominając żółwia. On pochylił się nade mną, objął ręką i przekładając ją nad moim biodrem, wsunął pod brzuch i dotarł palcami do cipki. Pocierał płatki mojego kwiatu, regularnie posuwając mnie w tyłek. Jego ruchy były płynne, równomierne, a z każdym wchodził odrobiną głębiej. Wypełniał mnie jak dobrze dopasowany korek szyjkę od butelki. Jego gruby członek nie pozostawiał wolnej przestrzeni, pocierając wszystkie nerwy wewnątrz tyłka i zalewając mój mózg falą niejednoznacznych sygnałów. Łączyłam je jednak w jeden rozkoszny. 

Michał przez długi czas starał się kontrolować ruchy, żeby sprawiać mi jak najwięcej przyjemności i możliwie najmniej dyskomfortu. Kiedy jednak przyspieszył i już za każdym razem wchodził na maksymalną głębokość, wiedziałam, że jest u kresu. 

 – Chcę cię widzieć – powiedziałam, na moment odrywając głowę od poduszki. – Chcę widzieć twoje spełnienie. 

Posłuchał mnie, chociaż wiem, że nie było mu łatwo przerwać. Wyszedł na moment, pozwalając mi obrócić się na plecy i zsunąć z oczu opaskę. Był taki przystojny. Jego muskularne ciało, pokryte cienką warstwą wilgoci, połyskiwało w świetle lamp. Na twarzy dostrzegłam różowe rumieńce i zlepione potem włoski. Najpiękniejszy był jednak jego wzrok, w którym widać było jednocześnie pożądanie, nienasycenie i miłość. Do mnie, oczywiście.

Rozchyliłam nogi, zapraszając go do siebie. Nie zastanawiał się, tylko natychmiast wszedł we mnie. Mój obolały tyłek musiał dawać mu sporo przyjemności, która teraz nerwowymi grymasami i niekontrolowanymi spazmami malowała się na jego twarzy. Nie potrzebował już wiele. Zupełnie pozbawiony samokontroli, wyglądał pięknie. Szybko wypełnił moje wnętrze kaskadą spełnienia, a następnie opadł na mnie i wtulił się, jakby był brakującym elementem układanki. 

 – Przepraszam – wyszeptałam mu do ucha.

 – Już nie pamiętam, że się kłóciliśmy – odparł. 

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 0 / 5. Vote count: 0

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze