kobieta w delegacji
0
(0)

Nie czytałeś poprzednich części? Sprawdź: Delegacja cz. I, Delegacja cz. II

Następny dzień miał być naszym ostatnim w tym zakładzie. Podłączaliśmy ostatnie urządzenia, a wstępne uruchomienie miało nastąpić dopiero za tydzień w towarzystwie innej ekipy. Rano spotkałam się sam na sam z Kamilem.

– Jak wam się udał wieczór z Olą? – zapytałam nie bez złośliwości. 

 – Nie udał się – odparł. – Zaraz po tym, jak sobie poszłaś, Ola też uznała, że jest zmęczona i poszła do swojego pokoju. W sumie dobrze się stało, bo ja też nie widziałem sensu w dalszym siedzeniu tam bez ciebie. 

 – Beze mnie? – zapytałam.

Kamil uśmiechnął się, a potem położył mi dłoń na ramieniu i patrząc mi w oczy, powiedział. 

 – Jesteś fascynującą kobietą. Nie tylko ja tak uważam. 

Szybko się odwrócił, jakby to wyznanie skrępowało nie tylko mnie, ale także jego. Już do wieczora, do chwili, kiedy skończyliśmy pracę i wyszliśmy z zakładu, staraliśmy się oboje na siebie nie trafić. Nie licząc przejazdu samochodem, spotkaliśmy się dopiero w hotelowej restauracji. Tym razem siedzieliśmy już bez laptopów, bez dokumentów i nie poruszając tematów służbowych. Mogliśmy wreszcie odpocząć i na kilka dni zapomnieć o tym projekcie. Było ciszej niż zwykle, ale ta cisza nie była pusta. Czułam obecność moich towarzyszy trochę inaczej niż na początku wyjazdu. Byliśmy za sobą bliżej, bardziej świadomie i bez niepotrzebnych barier, które na początku nas od siebie odpychały. 

– Dziwne, jak szybko można się przyzwyczaić do ludzi – powiedziała Ola. – Wystarczyło kilka dni. 

Spojrzałam na nią, potem na Kamila. Miała rację i całkowicie zgadzało się to z moimi odczuciami. 

– Można też przyzwyczaić się do tego, że nie wszystko musi być uporządkowane – dodał Kamil, wysyłając wyraźną sugestię w moim kierunku. 

Przez chwilę milczałam. To zdanie trafiło dokładnie tam, gdzie zwykle stawiałam granice i powinnam była zaprotestować. Tym razem jednak tego nie zrobiłam. 

– Może rzeczywiście nie wszystko musi być uporządkowane, a i tak wychodzi doskonale – odpowiedziałam spokojnie.

Po raz pierwszy nie próbowałam tego analizować i szukać podtekstów w wypowiedzi Kamila. Po prostu cieszyłam się z chwil spędzonych w ich towarzystwie. Zamówiliśmy dobre wino, przekąski i bawiliśmy się wzajemnie swoim towarzystwem. Ola siedziała bokiem, jedną nogę podwinęła pod siebie, trzymała szklankę w dłoni i patrzyła raz na mnie, raz na Kamila. Miała w sobie ten swobodny luz, który zaczynałam coraz lepiej rozumieć i który mi się bardzo w niej podobał. 

 – Zauważyliście, że ludzie w pracy lubią udawać? – rzuciła nagle.

Kamil uniósł brew.

 – W jakim sensie? – zapytał.

 – No w takim, że każdy gra jakąś rolę – tłumaczyła, choć język trochę się jej plątał. – Każdy jest profesjonalny, poukładany, poważny, a potem wychodzisz z nimi na jedno winko i nagle okazuje się, że to zupełnie inni ludzie.

Milczałam chwilę, słuchając jej uważnie i starając się zrozumieć, do czego zmierza. 

 – To chyba kwestia granic – powiedziałam w końcu. – Nie każdy chce je przekraczać.

Ola spojrzała na mnie dłużej.

– A Ty?

To pytanie było bardzo bezpośrednie i chyba zbyt bezpośrednie jak na mnie. Ta cecha po kilku dniach znajomości wydawała mi się jednak bardzo charakterystyczna dla tej dziewczyny. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Kamil wtrącił spokojnie:

– Każdy ma swoje tempo i granice ulokowane w odpowiedniej odległości

Ola pokiwała głową, jakby to przyjęła, ale nie do końca. Przez chwilę bawiła się brzegiem szklanki, jakby zastanawiała się, czy powiedzieć coś więcej.

– Ja ogólnie rzecz biorąc, nie lubię się zamykać w takich schematach – powiedziała cicho. 

Kamil oparł się wygodniej, ale jego spojrzenie było skupione na postaci Oli. 

– To znaczy?

Ola wzruszyła lekko ramionami, ale w jej głosie nie było już żartu. 

– To znaczy, że nie bardzo wierzę w takie sztywne podziały. W relacjach też.

Zatrzymała na mnie wzrok.

– Jestem biseksualna. Potrafię stworzyć związek z facetami i dziewczynami. 

Powiedziała to spokojnie, bez napięcia, jakby to była jedna z wielu informacji o niej. Przez chwilę nikt się nie odezwał, ale nie dlatego, że to było szokujące. Raczej dlatego, że sposób, w jaki to powiedziała, zmienił ton całej rozmowy. 

Spojrzałam na nią uważniej. W jej twarzy nie było prowokacji, tylko szczerość. Pewne jej zachowania i sytuacje nagle zaczęły mi się układać w całość. Zdałam sobie sprawę, że przez ten cały czas ona pokazywała swoje zainteresowanie moją osobą. To ja wpadłam jej w oko, a nie Kamil i te jej uwagi, przyglądanie się dłużej, niż to było konieczne, a nawet wypracowany schemat pracy były tylko po to, żebym zwróciła na nią uwagę. 

 – Mówisz o tym tak po prostu. Nie boisz się reakcji? – zapytałam w końcu.

– Kiedyś się bałam. Teraz bardziej mnie interesuje, kto zostaje przy stole, kiedy jestem szczera.

Zawahałam się przez moment, próbując pozbierać myśli. Ola uśmiechnęła się, ale tym razem nie było w tym lekkości, do której byłam przyzwyczajona. Spojrzałam na nią jeszcze raz, ale już nie jak na współpracownicę, nawet nie jak na kogoś, kto mnie intryguje, tylko jak na osobę, która właśnie odsłoniła coś prawdziwego. Po raz pierwszy pomyślałam, że może ja też mam w sobie więcej pytań, niż byłam gotowa przyznać. Nagle otworzyłam w głowie jakieś drzwi, które zawsze wydawały się zamknięte ze strachu. I choć przekroczenie ich mogło mnie zmienić już na zawsze, ta podróż wcale nie musiała być przerażająca. 

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 0 / 5. Vote count: 0

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze