kobieta w delegacji
5
(1)

Nie lubiłam wyjazdów w delegację, ale moja praca w dużej mierze na nich polegała. Zawodowo zajmowałam się wdrażaniem rozwiązań technologicznych w zakładach produkcyjnych i byłam odpowiedzialna za projektowanie oraz realizację systemów automatyki. Brzmi to może ciekawie, jednak sama praca jest nudna, jak tabelki w arkuszu kalkulacyjnym. Musiałam skopiować standardowy projekt, przeanalizować go i przeprojektować pod kątem nowego miejsca. Doskonale odnajdowałam się w tabelach, wykresach i skomplikowanych projektach, za to nieco mniej wychodziły mi relacje międzyludzkie. Od kilku miesięcy po raz kolejny byłam singielką, co przy prawie trzydziestu latach na karku dawało obraz kobiety nieżyciowej i samotnej. 

Nie lubiłam wyjazdów z wielu powodów. Przede wszystkim jechałam w nowe miejsce i poznawałam nowych ludzi. Zazwyczaj zmieniała się też ekipa, którą jechaliśmy. Poza mną z reguły tworzyła ją osoba odpowiedzialna za cały projekt, której zadaniem było zarządzanie i kontakty z klientem, a także jedna lub dwie osoby techniczne, zazwyczaj elektrycy i mechanicy. Zaletą wyjazdów było to, że trwały dosyć krótko i nie powtarzały się częściej niż raz na kwartał. 

Tym razem pojechaliśmy we trójkę: ja, kierownik projektu Kamil i Ola – techniczka. Z Kamilem znałam się od jakiegoś czasu i współpracowałam na co dzień, ale był to nasz pierwszy wspólny wyjazd. Był eleganckim facetem po trzydziestce, zadbanym i zawsze grzecznym. Miał talent do rozwiązywania sporów w załodze i lubił otaczać się specjalistami. Nigdy nie uznawał się za lepszego fachowca, niż jego podwładni i może to było kluczem do jego sukcesu.

Oli nie znałam zupełnie. Miała niewiele ponad 20 lat, zdrową sylwetkę, błąd włosy i okrągłą buzię. Zastanawiałam się, czy Kamil nie zabrał jej ze sobą właśnie z uwagi na jej ładną twarz i młode ciało, bo trudno było mi sobie wyobrazić, że taka smarkula ma jakieś pojęcie o mechanice i elektryce. Postanowiłam jednak nie zrazić się do niej już na początku i zachowałam swoje spostrzeżenia tylko dla siebie. 

Na miejsce dotarliśmy oddzielnie, bo Kamil z Olą pojechali dzień wcześniej, żeby rozeznać się w zakładzie, a ja dojechałam pociągiem następnego dnia. To Kamil odebrał mnie z dworca samochodem, zawiózł do hotelu, gdzie się przebrałam i razem z nim pojechaliśmy do zakładu. 

 – Jak tam nasza blondyneczka? – zapytałam jeszcze, starając się ukryć duży dystans, jaki miałam do tej dziewczyny.

 – Pracuje już – powiedział Kamil z uznaniem. – Mam wrażenie, że się dogadacie.

Widząc pobłażliwy uśmiech na mojej twarzy, dodał:

 – Znajdziecie nić porozumienia mocniejszą, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Jestem tego pewien. 

Nie skomentowałam jego słów, zamiast tego skupiając się na zadaniu, jakie mnie czekało. Hala była chłodna i głośna w ten charakterystyczny sposób, zarezerwowany tylko dla dużych obiektów przemysłowych. Dominował jednostajny szum urządzeń i stukot maszyn, które z czasem przestaje się zauważać. Stałam przy szafie sterowniczej, analizując błędy w programie. Lubiłam ten stan skupienia, kiedy wszystko poza ekranem przestawało mieć znaczenie. Nie przeszkadzał nawet szum, a praca elektronarzędzi i krzyki robotników dobiegły jakby z oddali. 

Poczułam czyjąś obecność obok, zanim jeszcze ją zobaczyłam. Podniosłam wzrok tylko na sekundę. Ola. Nowa dziewczyna w zespole, z którą zdarzyłam się tylko przywitać i wymienić standardowe uprzejmości. Jej usta ułożyły się w lekkim uśmiechu, który trudno było zignorować.

– Cały czas masz taką minę, jakbyś rozwiązywała coś bardzo ważnego? – powiedziała.

– Bo rozwiązuję – syknęłam bardziej niemiło, niż planowałam. 

Wróciłam do ekranu z zamiarem zanurzenia się w wykresach i rysunkach, ale kątem oka widziałam, że dziewczyna nie odeszła od razu. Stała chwilę o dwa kroki ode mnie, jakby obserwowała nie tylko moją pracę. To było nietypowe. Ludzie zwykle albo pytali mnie o coś konkretnie, albo dawali mi spokój. Ona robiła coś pomiędzy, jakby jeszcze nie mogła się zdecydować. Starałam się nie zwracać na nią uwagi, ale chwila napięcia się przeciągała. Postanowiłam jakoś zareagować, ale kiedy tylko podniosłam głowę, ona natychmiast odwróciła wzrok i poszła do swoich zadań. 

Po przerwie obiadowej pracowałyśmy razem przy czujnikach, co samo w sobie było już zmianą. Zazwyczaj działałam samodzielnie, a kontakt z technikami ograniczałam jedynie do przekazania poleceń. Tym razem Ola montowała czujniki w szafie, przy której ja zrobiłam sobie małe centrum dowodzenia. Nie zapisywała odczytów z urządzeń na kartce, którą później przekazała mi, jak to czynili inni technicy. Ona dokonywała pomiarów i natychmiast podawała mi wartości, a ja je zapisałam. W ten sposób wszelkie błędy i niejasności analizowałyśmy na bieżąco, nie pozostawiając piętrzących się problemów na później. 

– Musisz podać napięcie jeszcze raz – powiedziałam, patrząc na parametry. 

– Mogę… ale możesz też spojrzeć na mnie, a nie tylko na ekran – odpowiedziała Ola.

Zatrzymałam się. To zdanie było zbyt bezpośrednie jak na standardy tej pracy. Podniosłam wzrok i spojrzałam na nią dłużej niż wcześniej. Nie wyglądała na kogoś, kto żartuje bez powodu. Mało tego, nie wyglądała, jakby w ogóle żartowała. W jej oczach było coś nieodgadnionego, czego nie potrafiłam przypisać do żadnej emocji. 

– Skupiam się na pracy – odpowiedziałam sucho.

– Ja też, ale to nie oznacza, że olewam relacje międzyludzkie. 

Milczałam przez chwilę, bo kompletnie zaskoczyła mnie tym wyznaniem. Wreszcie zaczęłam tłumaczyć jej, dlaczego potrzebuję konkretnego pomiaru w danej chwili i jak jego niedokładność psuje mi projekt. Zaproponowała, żebyśmy dopracowali tę formę zapisu danych, proponując konkretne rozwiązanie, które okazało się całkiem rozsądne. I wtedy coś się zmieniło. Rozmowa między nami przestała być tylko wymianą poleceń. Złapałam się na tym, że słucham jej uważniej, niż planowałam.

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 5 / 5. Vote count: 1

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze