Gra w pomidora - opowiadanie erotyczne
0
(0)

Robert łaził za mną, odkąd przeniósł się do mojego działu, czyli od prawie dwóch miesięcy. Zagadywał, rzucał głupie uwagi i robił wszystko, żebym się nim zainteresowała. Był w tym tak nachalny i prostacki, że aż miałam ochotę go uderzyć. Serio. Może w tym momencie warto dodać, że jako prawie trzydziestoletnia singielka lubię seks i to taki ostrzejszy, w którym nie ma rozkoszy bez bólu. Dominacja, wiązanie i klapsy to w mojej sypialni chleb powszedni, o ile znajdzie się jakiś facet, który wytrzyma to dłużej. No właśnie, faceci. Z nimi jest taki problem, że chociaż lubią wiązanie i klapsy, to raczej tylko na pomarańczowej platformie. Kiedy przychodzi co do czego, wycofują się, albo skupiają na roli dominatora, zupełnie nie rozumiejąc, że działa to w dwie strony. Próbowałam tego z dwoma moimi stałymi partnerami, korzystałam z aplikacji randkowych, także tematycznych, gdzie pojawiali się miłośnicy BDSM, ale za każdym razem efekt był podobny – facet chciał dominować, a jak nie, to się wycofywał. 

W Robercie widziałam pewien potencjał, a jakieś cechy jego charakteru podpowiadały mojej podświadomości, że właśnie on może dać sobie radę w mojej grze. Był przystojny, zadbany i męski w ten pierwotnie samczy sposób, który charakteryzował ludzi lubiących dominację w życiu, czego często przeciwieństwem było łóżko. Któregoś popołudnia w biurze, kiedy kolejny raz w głupkowaty sposób rzucił coś o tym, że w taki upał może pomóc tylko kawa z lodem, odparłam, że chętnie się z nim na taką umówię. Wyglądał na zaskoczonego, ale poszedł za ciosem i w piątkowy wieczór umówiliśmy się w jednej z lokalnych kawiarni na mrożoną kawę. 

 – Może pójdziemy do ciebie – zaproponował, kiedy wypiliśmy napój i zjedliśmy po kawałku ciasta z galaretką.

Podniosłam brwi z zaciekawieniem.

 – Jesteś bardzo odważny, ale nie jestem pewna czy wiesz, na co się piszesz. 

 – Mam nadzieję, że oboje myślimy o tym samym – jego twarz wykrzywił grymas, który pewnie miał być uśmiechem. 

Podniosłam tylko kąciki ust, pochyliłam w jego stronę, a potem chwyciłam delikatnie męską dłoń i spojrzałam mu w oczy. 

 – Tak na dobrą sprawę nie znasz mnie zbyt dobrze – powiedziałam. – Wiesz tylko, że mam fajny tyłek i jestem ostra, ale nie masz pojęcia, co lubię i jak traktuję mężczyzn. 

 – Pozwolę ci traktować mnie tak, jak lubisz – powiedział z tym samym grymasem na twarzy. 

 – Jesteś pewien? – zapytałam, przekrzywiając głowę na bok jak ciekawska kotka. – Lubię, jak jest ostro. 

 – Tak, jestem pewien – odpowiedział z pełnym przekonaniem.

Przyjrzałam się mu jeszcze raz. Nie ukrywam, że chciałam ocenić, czy ten facet nadaje się do tego, żeby zabrać go ze sobą i się z nim zabawić. Zastanawiałam się, czy wytrzyma moje pieszczoty, no i przede wszystkim czy ja będę miała z niego wystarczająco dużo frajdy. 

 – To chodź – powiedziałam i zaczęłam zbierać się do wyjścia. 

Robert otwarł szeroko oczy, nie kryjąc zdziwienia. 

 – Zdziwiony? – zapytałam. – Nie zastanawiaj się, tylko chodź, zanim się rozmyślę. 

Wstaliśmy od stolika, Robert rzucił na blat banknot pokrywający koszt naszej kolacji ze znaczną nawiązką, a potem wyszliśmy na zewnątrz, żeby poszukać taksówki. 

 – Jest jeszcze jedna sprawa – powiedziałam, kiedy czekaliśmy na transport. – Zapamiętaj sobie słowo POMIDOR. Może być ci potrzebne, kiedy poczujesz się nieswojo. To będzie dzisiaj twoje hasło bezpieczeństwa.

Przez całą drogę w taksówce Robert spoglądał na mnie z pewnym zaciekawieniem i odrobiną niepewności. Nie dobierał się do mnie, na co właściwie mógłby sobie pozwolić, biorąc pod uwagę moją zgodę na przeniesienie się do mnie. Myślę, że to hasło, które podałam mu na końcu naszej randki w restauracji, trochę go zaniepokoiło. Jego niepewność i brak inicjatywy zniknęły gdzieś, kiedy dojechaliśmy na miejsce i weszliśmy do mojego mieszkania. Jak tylko zamknęły się za nami drzwi, wziął mnie w objęcia i przyglądał się mojej twarzy z bliska z ogromną satysfakcją, jakbym była jego zdobyczą.

 – Hola, hola, kolego – zaprotestowałam i wyrwałam się z jego uścisku. – Umówmy się, że to ja decyduję co i jak będzie się działo w moim mieszkaniu. Musisz to zaakceptować albo szybciutko się rozstajemy. Ja nie znoszę niesubordynacji, a za każdą taką sytuację czeka cię kara.

Robert wykrzywił się z satysfakcją, starając się dać do zrozumienia, że taka gra nie jest dla niego nowością. 

 – To możesz mnie ukarać – powiedział zaczepnie.

No dobra, sam tego chciał. Podeszłam i złapałam go dłonią za krocze na tyle lekko, żeby nie zrobić mu większej krzywdy, a jednocześnie dać do zrozumienia, że jeśli będzie się wyrywał, to jego klejnoty zostaną w moim posiadaniu. Wykonałam ruch dłonią tak szybko, że kompletnie go zaskoczyłam, a to uczucie wyraźnie malowało się na jego twarzy. 

 – Potraktuj to jako ostrzeżenie, taką żółtą kartkę – powiedziałam, a potem puściłam uchwyt i dodałam już łagodniejszym głosem. – Chcesz się czegoś napić albo coś zjeść? Kiedy zaczniemy zabawę może już nie być na to okazji. 

Robert otrzepał się z niewidzialnych zabrudzeń i przecząco pokiwał głową. Wydawało mi się, że nie ma pretensji o ten uścisk, a wręcz podoba mu się taka dominacja. To było dobrym prognostykiem przed kolejnymi etapami naszej zabawy.

 – A teraz idę do sypialni po kilka gadżetów – oświadczyłam. – Ty się rozbierz, uklęknij na podłodze i czekaj na mnie. Bądź posłuszny, bo znów będę musiała cię ukarać. 

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 0 / 5. Vote count: 0

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze