Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Publiczne podglądanie na spacerze cz. I, Publiczne podglądanie na spacerze cz. II, Publiczne podglądanie na spacerze cz. III.
Teraz to ja prowadziłem, choć w zasadzie nie miałem konkretnego celu. Chciałem jedynie znaleźć ustronne miejsce, takie, gdzie będziemy chociaż częściowo osłonięci przed wzrokiem postronnych osób. Mijaliśmy stare kamienice, ciekawe balkoniki i zaułki, a miasto, które powinno mnie zachwycać, tylko frustrowało swoim niedostosowaniem do moich potrzeb. Kiedy tylko znaleźliśmy się za zakrętem lub w zaułku, w którym wydawało się, że będziemy sami, wkrótce płoszył nas jakiś głos. To niesamowite, że prawie tysiącletnie miasto nie oferowało nawet odrobiny przestrzeni dla spragnionych kochanków. Czy przed wiekami ludzie tego nie robili? Czy architekci byli tylko starymi zrzędami, którzy chcieli zostawić potomnym piękne rozwiązania geometryczne, za to zabierając im miejsce do intymnych schadzek? Mimo kiełkującego zdenerwowania moje podniecenie nie mijało. Przeciwnie, wydawało mi się, że te poszukiwania jeszcze je potęgują.
– Zobacz jak tu pięknie – odezwała się nagle Gośka i pociągnęła mnie za rękę.
Zatrzymałem się i odwróciłem w miejsce, które wskazywała palcem. Znajdowała się tam konstrukcja drewnianego stelaża, po której pięły się róże. Tworzyły formę tunelu, który wręcz zachęcał, żeby do niego wejść. Bez słowa pociągnąłem ją za sobą w kierunku pergolowego przejścia i weszliśmy do środka. Otoczyły nas pnącza i bujne kwiaty, których barwy w mroku były trudne do rozróżnienia, ale oszałamiał ich intensywny zapach. Po kilkunastu krokach znaleźliśmy się na niewielkim zacisznym placyku z kamiennymi ławami i małą fontanną z rzeźbą trzech żurawi w centralnej części. Obszar wielkości dużego salonu, otoczony wielowiekowymi murami starych kamienic, oświetlało kilka lampek, które potęgowały intymny klimat. Miałem wrażenie, jakbyśmy w jednej chwili przenieśli się pięćset lat wstecz do średniowiecza.
Placyk miał jeszcze jedną zaletę, którą uznałem teraz za najbardziej istotną – nie było w nim nikogo. Miałem świadomość, że nie będzie to trwało wiecznie, a takie miejsce z pewnością przyciąga uwagę miejscowych i bardziej doświadczonych turystów. Nie tylko musiałem się spieszyć, ale też nie byłem w stanie dłużej się powstrzymywać. Odwróciłem się w stronę Gośki, wsunąłem jej dłoń pod włosy i położyłem na karku, a potem przysunąłem usta do jej warg. Nie przestając się całować, zbliżyliśmy się do ściany. Gośka oparła plecy o mur, a ja zadbałem, żeby zamortyzować ten kontakt. Jedną dłoń nadal trzymałem na jej karku, a drugą spuściłem na smukłe udo i stopniowo ciągnąłem w górę, ciesząc się gładką skórą. Udo rozszerzało się, a na końcu zwęziło tylko po to, żeby za moment zwieńczyły je niewielkie, choć też bardzo zgrabne pośladki.
Dziewczyna też nie próżnowała. W czasie, kiedy ja ściskałem miękkie pośladki i błądziłem palcami wokół materiału jej majtek, ona kilkoma sprawnymi ruchami rozpięła mi pasek i suwak rozporka, a potem sięgnęła po członka.
– O ja pierdolę! – powiedziała, kiedy chwyciła go w dłoń, a ja miałem nadzieję, że reaguje tak na jego rozmiar i sztywność.
Nie potrzebowaliśmy dodatkowej gry wstępnej, bo przecież Gośka budowała napięcie już od dobrej godziny. Nie mieliśmy też czasu na pieszczoty, a liczyło się tylko zaspokojenie własnych potrzeb, tak palących, że aż bolesnych. Dziewczyna podniosła w górę jedną nogę i oplotła mi ją za plecami. Ja tylko przesunąłem na bok materiał wąskich stringów i nie czekając ani chwili wszedłem w nią. Stęknęła przeciągle i wtuliła się we mnie mocniej. Poruszałem się w niej szybko i mocno, jakbym chciał zdążyć osiągnąć spełnienie, zanim ktoś niespodziewanie nam przerwie. Gośka rytmicznie nabijała się na mnie biodrami, cały czas opierając się tylko na jednej nodze, a plecami dotykając zimnego muru. Oparłem ręce na ścianie po obu stronach jej głowy. Porowata powierzchnia ciosanego kamienia dawała stabilne podparcie, a także poczucie realności tej chwili.
Ręce dziewczyny wsunęły się nagle pod materiał polówki i metodycznie gładziły moją skórę kawałek po kawałku. Zaczęły od brzucha i lędźwi, by potem przenieść się wyżej w stronę pleców, barków i ramion. Szybko jednak jej ruchy stały się chaotyczne, jakby zupełnie przestała je kontrolować. Teraz były wszędzie i nigdzie jednocześnie. Jedno ramiączko sukienki zsunęło się w dół, odsłaniając niewielką kształtną pierś. Złapałem ją jedną ręką i palcami delikatnie, jak dalece byłem w stanie kontrolować swoje odruchy, przyszczypnąłem sutek. Syknęła.
Nasze oddechy i westchnienia mieszały się ze sobą. Nie kontrolowaliśmy ich w pełni, a jednak byliśmy na tyle cicho, że zdołałem usłyszeć za plecami szelest liści. To był dokładnie taki sam dźwięk, jaki my wywołaliśmy, przechodząc przez tunel porośnięty różami. Spojrzałem na Gośkę, ale w jej półprzymkniętych oczach dostrzegłem tylko czyste pożądanie. Przerywać w takim momencie byłoby ogromną zbrodnią, dlatego nawet nie zwolniłem. Miałem w nosie to, czy ktoś próbuje dostać się do naszego uroczyska. Przepraszam was nieznajomi, ale musicie poczekać na swoją kolej. Teraz my tu dochodzimy.
I rzeczywiście dochodziliśmy – solidarnie, mocno i niemal jednocześnie. Nasze płyny wymieszały się i pociekły po udach, zostawiając przezroczyste ścieżki na skórze. Nie było czasu na czułości i wyrównanie oddechu. Ubraliśmy się w pośpiechu, podobnie jak wcześniej się rozbieraliśmy. Wyszliśmy z placyku przez różany tunel i na wylocie rozejrzeliśmy się na boki. W oddali spacerowali ludzie, ale nie byłem pewien czy to oni byli mimowolnymi świadkami naszego uniesienia. Złapaliśmy się za ręce i jakby nigdy nic się nie wydarzyło, poszliśmy w stronę portu.
– Najbardziej bałam się, że ci się to nie spodoba – powiedziała Gośka.
Ona i jej pomysły chyba nigdy mi się nie znudzą.

