Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Publiczne podglądanie na spacerze cz. I, Publiczne podglądanie na spacerze cz. II.
Niespodziewanie weszliśmy na plac, który otwierał się nagle między wąskimi uliczkami, jakby ktoś specjalnie zostawił w środku starego miasta trochę przestrzeni na oddech. Kilkanaście stolików stało pod rozwieszonymi lampkami, a w powietrzu mieszał się zapach owoców morza, cytrusów i mocnych przypraw. Przy fontannie siedział starszy mężczyzna z gitarą i grał jakąś leniwą rzewną melodię. Zwolniliśmy niemal jednocześnie.
– Tu jest bardzo ładnie – powiedziała cicho. – Usiądziemy na chwilę?
Nie od razu odpowiedziałam, bo byłem zajęty podziwianiem pięknego obrazu, który stanął mi przed oczami. Patrzyłem, jak światło lamp przesuwa się po jej skórze, dokładnie w chwili, kiedy odgarnęła włosy za ucho. Sukienka wyglądała inaczej niż wcześniej, jakby żółtawy połysk światełek wydobywał z niej nowy kolor. Usiedliśmy przy wolnym stoliku blisko fontanny i zamówiliśmy po lampce białego wina.
Przez chwilę milczeliśmy. Słuchaliśmy muzyki i gwaru rozmów dookoła. W pewnym momencie Gośka oparła łokcie o stolik i pochyliła się lekko do przodu. Dekolt sukienki poruszył się razem z nią, opadając nieco niżej, niż powinien. Mimowolnie skierowałem wzrok w tamtą stronę. Żółtawy blask lamp prześlizgiwał się między jej piersiami, rozlewał na wypukłościach piersi i dotykał niemal samego sterczącego zakończenia. Niemal, bo tak naprawdę tkanina sukienki zawiesiła się właśnie na sterczących sutkach i stanowiła zaporę dla światła oraz przed wzrokiem obcych spojrzeń. Wreszcie dziewczyna chwyciła materiał i podciągnęła go nieco wyżej, ale miałem wrażenie, że robi wszystko odrobinę wolniej niż zwykle, jakby dawała mi czas, żebym zauważył każdy szczegół.
– Nadal jesteś spięty – powiedziała w końcu.
– Nie jestem.
Uniosła brew z zainteresowaniem, a może niedowierzaniem.
– Jasne. A o czym myślisz? – zapytała.
Spojrzałem na nią i przez moment naprawdę rozważałem, czy powiedzieć prawdę, że od kilku ulic nie mogę przestać obserwować jej ruchów i że każdy kolejny gest sprawia, iż robi mi się coraz bardziej gorąco mimo wieczornego wiatru od morza. No i oczywiście, że gdyby to tylko ode mnie zależało, to zaciągnąłbym ją w jakiś ślepy zaułek i przeleciał, nawet nie zdejmując tej wspaniałej sukienki. Zamiast tego napiłem się wina i mruknąłem:
– O niczym ważnym.
Uśmiechnęła się powoli, jakby dokładnie wiedziała, że kłamię. Odchyliła głowę i zamknęła oczy na sekundę, pozwalając, by wiatr przesunął włosy z jej ramion. Materiał sukienki znowu poruszył się lekko, a symetryczne piersi zafalowały pod nim. Poczułem nagły skurcz napięcia w brzuchu.
– Ty to robisz specjalnie? – zapytałem ciszej, niż planowałem.
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie z autentycznym zdziwieniem.
– Co dokładnie?
– To wszystko.
Przez chwilę milczała. Potem przesunęła palcem po brzegu kieliszka.
– Po prostu dobrze się bawię. Przeszkadza ci to?
– Nie, po prostu… Nie znałem cię od tej strony.
– To możesz sobie wyobrazić, że jestem zupełnie obcą turystką, której wpadłeś w oko i która chwyta się wszelkich możliwych sposobów, żeby przykuć twoją uwagę. A może ona chce od ciebie czegoś więcej? Tego jeszcze nie ustaliłam.
Nie potrafiłem już odróżnić, co było niewinne, a co świadome, w którym momencie żartowała, a kiedy mówiła prawdę. I chyba właśnie to działało na mnie najmocniej. Kiedy wstaliśmy od stolika, plac był jeszcze bardziej zatłoczony niż wcześniej. Minęła nas grupa turystów, ktoś prawie na nią wpadł, więc instynktownie położyłem dłoń na jej plecach, żeby przyciągnąć ją bliżej siebie, a wtedy znów poczułem pod palcami ciepłą skórę. Spojrzała na mnie przez ramię, a potem przysunęła się bliżej i pozwoliła się przytulić.
Wyszliśmy z placu i poszliśmy kolejnymi wąskimi uliczkami, które pachniały nagrzanym kamieniem i kilkusetletnią historią. Tutaj było ciszej, ale niektóre małe sklepiki z rękodziełem i pamiątkami nadal były otwarte. Gośka zatrzymała się przy jednej z witryn.
– Popatrz – powiedziała, wskazując jakiś magnes na lodówkę z wizerunkiem miasta.
Stanąłem obok niej, ale ona zrobiła krok bliżej wystawy i pochyliła się lekko, opierając dłoń o kamienny mur. Materiał sukienki napiął się miękko na pośladkach, jak już kilka razy tej nocy, ale ja nadal patrzyłem na ten kształt z fascynacją. Tymczasem Gośka była spokojna i skupiona, udając kompletnie nieświadomą tego, jak wygląda w świetle lamp wiszących nad uliczką.
Wyprostowała się bardzo powoli i odwróciła do mnie. Stanęła tak blisko, że poczułem zapach jej perfum zmieszany z winem i ciepłym powietrzem od morza. Ramiączko sukienki zsunęła się po gładkim ramieniu i zatrzymało gdzieś w okolicach łokcia, pozostawiając bez osłony niemal całą prawą pierś dziewczyny. Przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. Potem jej wzrok zsunął się niżej, na moje dłonie, jakby zastanawiała się, czy ją dotknę. Miałem absurdalną ochotę zasłonić ją własnym ciałem, a jednocześnie nie mogłem oderwać wzroku.
Za nami przeszła grupka turystów, głównie mężczyzn. Wszyscy urwali rozmowę w połowie zdania, mijając nas w zupełnym milczeniu. Gośka ani na moment nie spojrzała w ich stronę, stale utrzymując ze mną kontakt wzrokowy, a na twarzy miała wymalowane pożądanie. Napięcie tej całej niecodziennej sytuacji było tak gęste, że można było kroić je nożami i nakładać na talerzyki w jednej z pobliskich kawiarni.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Gośka przesunęła się minimalnie bliżej i dłonie wylądowały dokładnie w miejscu, gdzie ponownie budził się penis. Momentalnie poczułem jej ciepło przez cienki materiał spodni i oboje znieruchomieliśmy. Nagle między nami zrobiło się cicho, jakby całe stare miasto odsunęło się gdzieś daleko.
– Przepraszam – powiedziała, choć w jej głosie nie było ani odrobiny skruchy. – Chciałabym móc powiedzieć, że to było niechcący, ale musiałabym skłamać.
Cofnąłem biodra i członek wysunął się z jej dłoni, a następnie złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą.

