Publiczne podglądanie na spacerze - opowiadanie erotyczne
0
(0)

Mówi się, że z biegiem lat płomień namiętności w związku gaśnie i zastępuje go rutyna lub znudzenie. Zupełnie nie wiem, o co chodzi z tą rutyną. Jesteśmy z Gośką ze sobą już prawie dziesięć lat, a ja nadal, widząc ją nago lub w seksownej bieliźnie, nie mogę przejść obok, nie zwracając uwagi. Owszem, to wymaga pracy i zaangażowania ze strony obojga partnerów, ale zapewniam, że przynosi to znakomite efekty. Jak to robimy?

W ubiegłym roku wybraliśmy się na urlop na Chorwację do jednego z nadmorskich miast, którego zabytki podziwialiśmy w serialu Gra o tron. Byliśmy zachwyceni nie tylko plażą i znakomitymi warunkami do odpoczynku, ale też średniowieczną architekturą starego miasta. Któregoś wieczoru, korzystając z pięknej pogody, postanowiliśmy wybrać się do centrum na kolację. Gośka bardzo długo przygotowywała się do spaceru, ale kiedy ukazała się w drzwiach łazienki, przez chwilę naprawdę nie potrafiłem nic powiedzieć. Nie wyglądała ostentacyjnie czy przesadnie elegancko, za to było w niej coś miękkiego, spokojnego i przez to znacznie bardziej niebezpiecznego. Sukienka świetnie podkreślała krągłości piersi i pośladków, za to dobrze maskowała nieco tyczkowatą sylwetkę wysokiej dziewczyny. 

Wybrała sukienkę w kolorze ciepłego brązu wpadającego w bursztyn, jakby zatrzymała w sobie resztki zachodzącego słońca. Materiał układał się na jej ciele lekko i płynnie, reagując na każdy ruch z niemal hipnotyzującą swobodą. Głębszy dekolt i wysokie rozcięcie nie sprawiały wrażenia prowokacji, a raczej obietnicy, że wystarczy jeden nieostrożny krok albo podmuch wiatru, żeby odsłoniła trochę więcej, niż powinna. Najbardziej na mnie działało jednak to, jak się w niej poruszała. Sprawiała wrażenie całkowicie świadomej każdego spojrzenia, które mogła przyciągnąć, ale jednocześnie udawała, że zupełnie jej to nie obchodzi. Szliśmy wśród dawnej kamiennej zabudowy, a ja trzymałem ją za rękę i w duchu cieszyłem się ukradkowymi spojrzeniami mijanych mężczyzn. Byłem dumny, że ta zjawiskowa kobieta wybrała właśnie mnie na swojego życiowego partnera. 

Wybraliśmy niewielką knajpkę w pobliżu starego miasta z widokiem na morze i zamówiliśmy jakieś dania z ryb. Już podczas składania zamówienia zauważyłem, że kelner trochę zbyt długo przygląda się mojej kobiecie, ale zignorowałem to. Podobna sytuacja miała miejsce podczas nalewania nam wina. Profesjonalizm mężczyzny zupełnie gdzieś się zapodział, bo nalewając szkarłatny płyn do szklanki, na moment się rozkojarzył i wylał część trunku na obrus. Dopiero po chwili zauważyłem, że zapatrzyły się na dekolt Gośki, gdzie patrząc z góry, można było dostrzec znacznie więcej, niż tylko ponętny przedziałek między kształtnymi piersiami. Efekt był jeszcze większy, ponieważ Gośka zdecydowała się nie włożyć pod sukienkę stanika, o czym informowały dwie drobne kuleczki przebijające się przez sukienkę na szczycie piersi. 

Kiedy wyszliśmy z restauracji, uderzyło mnie ciepło. Nie to ciężkie, dzienne, które męczyło i przyklejało koszulę do pleców, ale miękkie, wieczorne nasycone zapachem morza i rozgrzanego kamienia. Przez chwilę staliśmy pod restauracją bez słowa. Kelner, ten sam, który z rozkojarzenia rozlał wino na obrus, teraz wnosił do środka ostatnie talerze, jakby uznał to za dobry sposób, żeby jeszcze przez chwilę znaleźć się w pobliżu Gośki.  Spojrzałem na nią i pomyślałem, że tego dnia wygląda inaczej niż zwykle. Nie była  bardziej elegancka czy prowokująca, ale w jakiś sposób lżejsza. Nie chodziło nawet o sam wygląd, ale raczej o pewność siebie i ten rodzaj kobiecości, który nie potrzebuje niczego udowadniać, bo doskonale wie, jakie robi wrażenie.

Wieczorne światło podkreślało delikatny połysk jej skóry na ramionach i obojczykach. Ciemne włosy rozpuściła i teraz opadały jej swobodnie na plecy, lekko poruszane ciepłym powietrzem od morza. Sukienka z cienkiego materiału reagowała na każdy podmuch powietrza, raz po raz odsłaniając małe fragmenty sylwetki, które z założenia miały pozostać zakryte. Gośka nie wyglądała jak ktoś, kto chce zwracać na siebie uwagę, a raczej jak kobieta, przy której mężczyźni po prostu nie potrafią patrzeć gdzie indziej.

– Chodźmy gdzieś dalej – powiedziała, robiąc krok w stronę wąskiej uliczki prowadzącej pod górę.

– Myślałem, że jesteś zmęczona?

Uśmiechnęła się lekko i trochę tajemniczo. 

– Jeszcze nie.

Ruszyliśmy powoli, mijając grupki rozbawionych turystów i miejscowych oferujący różne atrakcje. Kobieta puściła moją rękę i szła przede mną, muskając dłonią kamienne ściany kamienic, jakby znała to miejsce od lat. Materiał sukienki przesuwał się wokół jej nóg miękko i leniwie, raz odsłaniając gładką linię uda, po chwili znowu chowając ją pod warstwą cienkiej tkaniny. Czasem wiatr od morza przyklejał materiał do jej ciała na sekundę tylko po to, żeby po chwili znów odpuścić, a Gośka wyglądała, jakby zupełnie jej to nie obchodziło. 

– Gorąco tutaj nawet w nocy – rzuciła przez ramię.

– Cóż, takie są uroki letnich wakacji na wybrzeżu. 

Im bardziej oddalaliśmy się od głównego deptaka, tym ciaśniejsze robiły się uliczki, a turystów było jakby trochę mniej. W pewnej chwili trafiliśmy na kamienne schody, które prowadziły wyżej między starymi murami, a ozdobiono je doniczkami z kwiatami i rozwieszonymi lampkami. Gośka zwolniła przy pierwszych stopniach i spojrzała na swoje leciutkie sandałki. 

 – Te buty nie były najlepszym wyborem na taki spacer – mruknęła. 

 – Trzeba było ubrać coś wygodniejszego – powiedziałem. 

 – Ale wtedy nie założyłabym tej sukienki.

Odwróciła się do mnie tylko na sekundę, zupełnie jakby chciała sprawdzić, czy zrozumiem coś więcej ukrytego pod tymi słowami, a potem zaczęła wchodzić po schodach.

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 0 / 5. Vote count: 0

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze