Niespodzianka u swingersów - opowiadanie erotyczne
4
(1)

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakie pragnienia i marzenia seksualne mają wasi partnerzy? Wiele par o tym nie rozmawia, a nawet jeśli zdecydują się na takie rozmowy, zazwyczaj nikt nie jest całkowicie szczery. Nie ukrywam, że jako czterdziestolatka z prawie 20-letnim stażem małżeńskim przerabiałam z moim mężem już wiele eksperymentów, począwszy od seksu w miejscu publicznym, poprzez elementy BDSM, aż po fetysze stóp czy złoty deszcz. Nie wszystko nam się podobało, ale sprawdziliśmy to i wyrzuciliśmy z głowy najuciążliwsze pragnienia. Kilkakrotnie rozmawialiśmy o naszych potrzebach i fantazjach, ale chyba nie do końca byliśmy ze sobą szczerzy. Ja w zasadzie nie miałam nigdy jakiegoś takiego pragnienia, które spędzałoby mi sen z powiek i czułabym niespełnienie z tego powodu. Z kolei Staszek prawdopodobnie nie był szczery. Cóż, wychodzi na to, że nawet przed najbliższą osobą mamy tajemnice i obawiamy się zdradzić im wszystkie swoje pragnienia. 

Dlaczego zaczęłam moją opowieść od marzeń i pragnień? Kilka miesięcy temu przyłapałam mojego męża na przeglądaniu stron pornograficznych. Wyszedł z domu, zostawiając komputer w trybie uśpienia, ja go włączyłam i chciałam zamknąć, ale zwróciłam uwagę na schowane okno przeglądarki. Otwarłam je i z przerażeniem odkryłam kilka kart z filmami pornograficznymi. Początkowo się wściekłam i chciałam zrobić Staszkowi karczemną awanturę, jednak szybko ochłonęłam i podeszłam do sprawy rozsądnie. To była znakomita okazja, żeby sprawdzić, co tak naprawdę interesuje mojego męża. Nie bez pewnego obrzydzenia i obawy zaczęłam otwierać poszczególne karty i pobieżnie przeglądać filmy. Nie przyglądałam się aktorom i tym, co się dzieje, jedynie próbowałam złapać kontekst. Szybko zdałam sobie sprawę z tego, że prawie wszystkie filmy są z kategorii seksu grupowego i swingersów. To był jasny sygnał świadczący o preferencjach mojego męża. 

Dotychczas wydawało mi się, że jestem dosyć otwarta, jeśli chodzi o sprawy łóżkowe, ale nigdy w moich marzeniach nie pojawiło się coś takiego jak seks grupowy. Może czasem miałam ochotę zaprosić do naszej sypialni jeszcze jedną osobę, ale i to pod wieloma warunkami. Seks zawsze był dla mnie relacją między dwojgiem ludzi, a jedynym obiektem westchnień już od pierwszego roku studiów był mój mąż. Dlatego dosyć długo trwało, zanim zdecydowałam się poszukać informacji na temat swingersów i nawiązać kontakt z pewną osobą, którą polecili mi znajomi. W efekcie postanowiłam spróbować tego zakazanego owocu. 

 – Jutro zabieram cię na randkę z niespodzianką – oświadczyłam Staszkowi dzień przed planowanym wyjściem do klubu dla swingersów. 

 – Z niespodzianką? – zdziwił się.

 – Tak – odparłam. – Wyszykuj się, wymyj i wygol, żeby nie było wstydu. 

Roześmiał się, jakbym powiedziała jakiś świetny żart, a ja zawtórowałam mu. Choć oboje obróciliśmy to w żart, ja wiedziałam, że zadba o siebie. Na tyle już go znałam. 

 – Mam się ubrać na sportowo, czy elegancko? – zapytał, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.

 – Elegancko, jakbyś szedł na wystawną kolację ze znajomymi.

Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zbliżył twarz do mojej. Pomimo wielu wspólnych lat nadal jego dotyk i intymność w tej sytuacji sprawiały, że miałam ciarki na plecach. 

 – Powiedz, co to za niespodzianka – poprosił.

 – Jeśli ci zdradzę, to nie będziesz miał żadnego zaskoczenia.

Pocałowałam go w usta i wymknęłam się z uścisku. Następnego wieczoru czekałam na niego w holu, ubrana w lekką sukienkę i szpilki. Samonośne rajstopy wbijały mi się w uda, a elegancki koronkowy stanik był trochę niewygodny, jednak starałam się o tym nie myśleć. Staszek postawił na styl à la młody Kennedy, ubierając na siebie spodnie typu chino i błękitną koszulę z podwiniętymi rękawami. Wyglądał tak dobrze, że sama miałam na niego ochotę. 

Wyszliśmy z domu, a taksówka czekała już na podjeździe. Podałam kierowcy adres i ruszyliśmy. Całą drogę siedzieliśmy w milczeniu, obserwując przez okna samochodu zmieniające się pejzaże wieczornego miasta. Pojazd zjechał z obwodnicy i skierował się na obrzeża. Wjechaliśmy do dzielnicy domków jednorodzinnych i zatrzymaliśmy się przed jednym z nich. Był niewysoki, pokryty jasnym tynkiem i otoczony zadbanym ogrodem. Nie wyróżniał się właściwie niczym spośród sąsiednich budynków i chyba to było w nim najcenniejsze.

– Co to za budynek? – zapytał Staszek, kiedy wysiedliśmy z taksówki.

– Za chwilę wszystko zrozumiesz – odparłam.

Pozwoliłam mężowi zapłacić za kurs, pożegnaliśmy taksówkarza i ruszyliśmy w stronę bramki. Nacisnęłam guzik domofonu, a po chwili rozległ się brzęczyk otwierający furtkę. Brukowaną ścieżką podeszliśmy do drzwi, ale zanim któreś z nas zdążyło zapukać, te się otworzyły. Stanęła w nich około czterdziestoletnia kobieta o figurze nastolatki, ukrytej pod zwiewną sukienką. Uśmiechnęła się na nasz widok i potrząsnęła długimi jasnymi warkoczykami, pokrywającymi całą jej głowę na wzór jamajskich muzyków.

– Ty na pewno jesteś Halina – powiedziała i wyciągnęła rękę w moją stronę. – To z tobą pisałam? Mam na imię Zośka, ale wszyscy wołają na mnie Rita.

Potwierdziłam i przywitałam się z kobietą, a potem przedstawiłam jej swojego męża. Rita podała mu dłoń na powitanie i z uśmiechem nieschodzącym z twarzy zlustrowała Staszka od stóp do głów.

– Jestem pewna, że będziemy się razem świetnie bawić – powiedziała, otwierając drzwi szerzej. – Zapraszam do środka.

Staszek zatrzymał mnie przed wejściem i szepnął:

– Co to za miejsce?

– Tu spełnią się twoje marzenia – odpowiedziałam i ruszyłam za Ritą.

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 4 / 5. Vote count: 1

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze