Transakcje biznesowe od wieków dopinane były przy nieformalnych spotkaniach. Zazwyczaj towarzyszyły temu hazard, alkohol i piękne kobiety. Mijały wieki, zmieniali się ludzie, a biznes nadal korzystał z tych samych sprawdzonych metod. Wiedziałem o tym i prowadząc duże przedsiębiorstwo, godziłem się na niektóre nieformalne rozwiązania, mające na celu dopięcie interesu. Piłem alkohol, spotykałem się w nocnych klubach czy przy ruletce, ale nigdy nie poszedłem do łóżka z żadną kobietą. Nie miało znaczenia, czy była to przedstawicielka strony, pracownica czy wynajęta dziewczyna do towarzystwa. W domu czekała na mnie żona i seks z inną kobietą zawsze oznaczał przekroczenie pewnej granicy, za którą nie chciałem się znaleźć.
Transakcja z Brunem, znanym w mieście biznesmenem o szemranej reputacji, przebiegła dosyć dobrze. Ja miałem sprzęt, którego on potrzebował, dlatego ustalenie ceny i przekazania towaru było tylko formalnością. Spotkaliśmy się w jednym z nocnych klubów, który należał do niego, usiedliśmy w loży tuż przed sceną i dopinając ostatnie szczegóły transakcji, osuszaliśmy markową whiskey. Było już dobrze po północy, kiedy na scenę zaczęły wychodzić dziewczęta. Doskonale pamiętam każdą z nich, bo Bruno musiał dobierać je według jakiegoś klucza różnorodności. Najpierw na niewielkiej scenie pojawiła się bardzo szczupła i nieśmiała brunetka. Wyglądała na nastolatkę, miała niewinny wyraz twarzy i bardzo szczupłe ciało. Ciemna bielizna kontrastowała z bardzo bladą skórą, jednak po kilku chwilach przestała już kontrastować, bo leżała obok. Dziewczyna przez chwilę machała nam przed oczami swoją gładziutką cipeczką, a potem schowała się na zapleczu. W klubie rozległy się brawa nielicznie zgromadzonych mężczyzn.
Kolejna na scenie pojawiła się blondynka. Ta dla odróżnienia miała bardzo pełne ciało i zniewalający uśmiech. Nie była gruba, jednak trudno było zaliczyć ją do modelek, a bardziej do dziewczyny z sąsiedztwa. Z zainteresowaniem przyglądałem się jej wielkim piersiom, które uwolniła ze stanika. Balony skakały miarowo w rytm podskoków dziewczyny. Potem odwróciła się tyłem i zsunęła kremowe stringi, ukazując wielki zgrabny tyłek. Jej też towarzyszyły brawa, kiedy schodziła ze sceny i zniknęła na zapleczu.
Mogłem się spodziewać, że trzecia artystka będzie ruda i tak rzeczywiście się stało. Miała włosy w kolorze miedzianych drutów, proste i długie, spięte w koński ogon. Jej ciało nie było tak szczupłe, jak u brunetki i nie tak pulchne, jak blondynki. Ja takie kobiety nazywam mocno zbudowanymi, a ich sylwetki zazwyczaj są efektem wielu godzin ciężkiej pracy na siłowni i dobrej puli genów. Ruda jako jedyna nie była goła w kroczu, a po zdjęciu majtek zobaczyłem szeroki, ale zadbany trójkącik rudych kędziorków.
Kiedy trzecia dziewczyna zeszła ze sceny, a ja oklaskiwałem ją z wielkim zapałem, Bruno zapytał:
– Która ci się najbardziej podobała?
– Wszystkie były piękne – odparłem zgodnie z prawdą.
– Jeśli chcesz, mogę pogadać z jedną z nich, żeby uprzyjemniła ci dzisiejszą noc.
Uśmiechnąłem się z wdzięcznością i poklepałem go po ramieniu jak starego dobrego kumpla.
– Dziękuje Bruno, ale nie mogę – odparłem. – W domu czeka na mnie żona, a ja nie chciałbym jej zdradzać, nawet z tak pięknymi kobietami.
Bruno spojrzał na mnie, jakbym właśnie wyszedł z pojazdu kosmicznego, którym wylądowałem u niego na podwórku. Potem uniósł ręce w geście uległości i uśmiechnął się szpetnie.
– No cóż. Nie chcesz, to nie – odparł, a ja odniosłem wrażenie, że nie do końca zrozumiał, co do niego powiedziałem.
Noc miałem spędzić w małym hoteliku tuż przy klubie, który też należał do Bruna. Wziąłem ze sobą butelkę piwa i poszedłem się wykąpać. Osuszyłem całą buteleczkę jeszcze w wannie, wspominając występ dziewczyn na scenie nocnego klubu. Powiedziałem Brunowi prawdę: wszystkie trzy kobiety były piękne i jeśli miałbym zdecydować się na jedną, miałbym z tym duży problem. Jak w tej bajce: osiołkowi w żłoby dano…
Wyszedłem z wanny, wytarłem się, ubrałem bokserki i zamierzałem położyć się spać. W drodze do łóżka zatrzymało mnie pukanie do drzwi.
– Kto tam? – zapytałem przez drzwi.
– Obsługa hotelowa – usłyszałem śpiewny kobiecy głos.
– Ja niczego nie zamawiałem – powiedziałem, ale i tak podszedłem do drzwi i je otwarłem.
Silne ręce wepchnęły mnie do środka i omal nie straciłem równowagi. Znacznie trudniej było mi się utrzymać na nogach, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, kto tworzy tę obsługę hotelową. Do pokoju wpakowała się gruba Blondynka, która tańczyła na scenie jako druga, a za nią weszła Ruda i drobniutka Brunetka. Wszystkie miały na sobie tylko stroje artystyczne, w których występowały na scenie, czyli koronkowe komplety bielizny. Zanim zdążyłem zaprotestować, dziewczyny już zamknęły drzwi, zgasiły górne światło i ustawiły się przede mną w rzędzie.
– Pan Bruno kazał przekazać, że skoro nie mógł się pan zdecydować na żadną z nas, dostanie pan wszystkie trzy do przetestowania – oznajmiła Blondynka, dodając od siebie uroczy uśmiech.
– Pan Bruno powiedział jeszcze, że tu nie będzie żadnego seksu – dodała Brunetka cieniutkim dziewczęcym głosikiem.
Na koniec podeszła do mnie Ruda, wwierciła we mnie swoje zielone oczy i dodała:
– Ale przecież lodzik to nie zdrada, prawda?

