Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź:

Odpowiednio szorstki cham cz.I

Odpowiednio szorstki cham cz.II

W przypadkowym seksie z nowo poznanymi mężczyznami najbardziej lubiłam element niepewności. W życiu nie byłam hazardzistką, ale w seksie lubiłam postawić na czarnego konia. Niespodzianka tkwiła nie tylko w spodniach potencjalnego kochanka, bo wbrew temu, co się mówi, rozmiar też ma znaczenie dla uzyskania pełnej satysfakcji. Znacznie ciekawsze było to, jak mężczyzna odbierze moje niedwuznaczne propozycje, jak podejdzie do wspólnego seksu i wreszcie, czy zainteresuje się też moją przyjemnością. Ja na dodatek prowokowałam los i chciałam ostrego rżnięcia. Kryła się za tym jeszcze jedna niewiadoma i ryzyko, którego stawką było moje zdrowie, a nawet życie. Nie mogłam mieć pewności, że facet nie uderzy mnie zbyt mocno, nie przegnie z przyduszaniem, albo nie odkryje w sobie sadystycznych zdolności. Mogło wydarzyć się wiele, a ja liczyłam się takim ryzykiem. Co więcej, nawet go pragnęłam. 

Kiedy Roman rzucił mnie na łóżko w swojej sypialni i odwrócił na brzuch, byłam już całkiem mokra. Poczułam odrobinę niepokoju, kiedy pewnie zsunął ze mnie spódnicę, nawet nie rozpinając bocznego zamka. Był w tym zdecydowany, brutalny, ale nie sprawił mi zbyt wiele bólu. Nie jestem pewna, czy samonośne pończochy, które przezornie założyłam, podnieciły go mocniej, a może nie było to wcale potrzebne. Przesunął pasek stringów na bok i wsunął dwa grube paluchy do szparki. Przy pierwszym pchnięciu moje ciało zareagowało bólem, jednak z każdym kolejnym ruchem szala przechylała się na stronę przyjemności. Oparta na dłoniach w pozycji pieska wypięłam tyłek w jego stronę, jakbym prosiła się o kolejne i jeszcze głębsze pchnięcia. 

Wyjął palce ze szczelinki i podsunął mi pod usta, żebym je polizała. Opierałam się chwilę, ale on nie zamierzał negocjować i wsunął mi je brutalnie w usta. Poczułam swój smak na jego grubych paluchach, co okazał się dosyć ciekawym doznaniem. Wlazł na łóżko i ustawił się za mną. Wypłacił mi solidnego klapsa w tyłek, wyzwalając we mnie ostry, ale i podniecający ból. Wreszcie przesunął palcami po powierzchni cipki, ale tylko po to, żeby naprowadzić na nią sztywnego wielkiego kutasa. Wsunął się szybko, mocno i głęboko już za pierwszym pchnięciem. Wrzasnęłam jednocześnie z bólu i podniecenia, nie mając pewności, którego uczucia bardziej oczekiwałam. 

Szukanie mocnych wrażeń z szorstkimi w obyciu mężczyznami wynikało z potrzeby uległości. W życiu to ja dominowałam nad mężczyznami i kobietami, w ten sposób dbając o swoją pozycję zawodową i materialną. W seksie chciałam odwrócenia ról i Roman zdawał się to rozumieć. Już po kilku pierwszych pchnięciach przejął nade mną pełną kontrolę. Kiedy brał mnie od tyłu, chwycił mój kark i zmusił do położenia górnej części ciała na poduszce. Początkowo z trudem łapałam powietrze, ale po chwili pozwolił mi obrócić głowę na bok i swobodnie łapać oddechy. Nie przestawał mnie przy tym bardzo mocno pchać, co kilka chwil wypłacając mi mocnego klapsa w tyłek. Po którymś razie ból stał się nie do zniesienia, jednak chwile ulgi pomiędzy uderzeniami i niepewność siły następnego ciosu tylko potęgowały podniecenie. 

Roman poszedł o krok dalej. Wyszedł ze mnie na moment tylko po to, żeby pociągnąć mi nogi w tył i ułożyć na leżąco na łóżku. Wszedł we mnie ponownie i położył się, dociskając mnie całym swoim ciałem do miękkiego materaca. Jego wielkie cielsko wprasowało mnie w łóżko niczym ogromny walec, unieruchomiło i ograniczyło swobodne oddychanie. Mogłam złapać oddech tylko w ciągu sekundy, kiedy wycofywał się ze mnie i zanim zdążył znów wepchnąć głęboko swojego wielkiego członka. Musiałam się z nim zsynchronizować. Próbowałam się podnieść na rękach i chociaż odrobinę unieść w górę klatkę piersiową, ale Roman złapał mi ręce i unieruchomił z tyłu za plecami. Teraz już nie mogłam zrobić zupełnie niczego. Nie byłam w stanie nawet zaprotestować, gdyby nagle zaczął sprawiać mi zbyt duży ból. Zdałam się tylko na niego, zamknęłam oczy i zaczęłam odpływać. Dyskomfort spowodowany brakiem powietrza, przygnieceniem i wygiętymi w tył ramionami był niczym w porównaniu z rozkoszą, jaką wtedy odczuwałam. Zapomniałam o bólu, zanurzyłam się w przyjemności i wpłynęłam na wody orgazmów. Najpierw jednego, potem drugiego, a potem całej serii. A przynajmniej tak mi się wydawało. 

Kiedy się ocknęłam, leżałam już na plecach. Roman obrócił mnie jak szmacianą lalkę, zdarł ze mnie bluzkę i jasny stanik, a ręce wyciągnięte ponad głowę spiął w żelaznym uścisku. Zarzucił sobie moje nogi na ramiona i znów wsunął się do środka. W tej pozycji czułam go jeszcze mocniej i jeszcze głębiej, chociaż przed chwilą wydawało mi się, że to niemożliwe. Walił mnie tak silno, że aż rozbolały mnie plecy. Zaczęłam krzyczeć z niewygody i rozkoszy, ale on zatkał mi usta drugą wolną dłonią, nie puszczając przy tym skrępowanych rąk. Nadal krzyczałam, jednak taka przegroda zatrzymywała większość dźwięków w ustach i nie pozwalała wydostawać się im na zewnątrz. Tymczasem on przyspieszył. Walił mnie już bez opamiętania i traktował jedynie jak dziurkę, która miała sprawić mu przyjemność. Wiedziałam, że wytrzymam jeszcze tych kilka chwil, a jednocześnie miałam nadzieję, że każde pchnięcie nie okaże się tym ostatnim i Roman da mi kolejne sekundy rozkoszy. 

Doskonale wiedziałam, kiedy doszedł. Nawet nie chodziło o to, że pchał mnie mocniej i wchodził głębiej, bo tego moje obolałe ciało już nawet nie odczuwało. Po prostu w jednej chwili wnętrze cipki stało się niesamowicie wilgotne, ruchy Romana zwolniły i mężczyzna opadł całym ciężarem na mnie. Wytężyłam wszystkie siły, żeby go zepchnąć na bok i wreszcie odetchnęłam pełną piersią. Stopniowo, jak schodziło ze mnie podniecenie, zaczęłam odczuwać ból. Miałam stłuczone pośladki, obolałe barki i nadgarstki, a na dodatek bolały mnie piersi i żebra. Zastanawiałam się też, czy nie będę miała siniaków na karku i w innych miejscach, które na co dzień pozostawały widoczne. 

Tak, byłam usatysfakcjonowana. Roman to był odpowiednio szorstki cham, a odwiedziny w melinie okazały się jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. 

Tagi:

O autorze