Nie czytałeś poprzednich części? Sprawdź:

Premia kwartalna cz.I,

Premia kwartalna cz. II.

Gruby członek Roberta penetrował mnie łagodnie i powoli. Po tym, jak mnie pieścił, a teraz posuwał, wywnioskowałam, że ogólnie ma duży szacunek do kobiet. Nie chciał mnie skrzywdzić, a jednocześnie starał się dać mi możliwie najwięcej przyjemności. Przez przymrużone powieki widziałam, że nie patrzy w miejsce, gdzie rozgrywała się główna część akcji, tylko na moją twarz. Musiałam się mu podobać, a premia kwartalna niosła dla niego dodatkowe benefity. Robert stopniowo przyspieszał i zaczynał gubić rytm, co oznaczało, że zbliża się do szczytu. Nie było mu dane dojść w środku.

 – Wystarczy Robercik, zmiana – powiedział wysoki Michał. 

Robert posłusznie wysunął się ze mnie i zamienił miejscami z kolegą. Niemal natychmiast poczułam w sobie długiego fiuta Michała. Był węższy od poprzednika, jednak sięgał znacznie głębiej, co dawało mi zupełnie nową rozkosz. Znów zamknęłam oczy i chciałam się dać ponieść przyjemności, ale nie było mi dane. Tomasz ponaglił mnie, a w drugiej dłoni znalazł się gruby członek Roberta, jeszcze mokry i lepki od moich soków. Złapałam go mocno u nasady i wsunęłam sobie do ust. Ciekawym przeżyciem było poczuć smak własnej cipki na penisie kochanka. Postanowiłam odwdzięczyć się Robertowi za chwile przyjemności i wpuściłam go do swoich ust, a dłonią pieściłam uda i pośladki. Oczywiście na tyle, na ile byłam w stanie dosięgnąć ręką. Zaczęły mu drżeć mięśnie nóg i przyspieszył rytm wsuwania się w moje usta. Wiedziałam, że za chwilę się spuści.

 – A niech ma coś od życia – pomyślałam.

Złapałam go jedną dłonią za jądra, drugą trzepałam nasadę i nie wyjmując końcówki z ust, przyjęłam całą porcję spermy do środka. 

 – Coś pięknego! –  krzyknął Prezes zachwycony. – Prawie jak w pornosie. 

Część mazi wypłynęła mi z ust, kiedy zlizywałam resztki z penisa Roberta, ale część połknęłam. Gęsta zawiesina nieprzyjemnie siedziała mi w gardle, ale nie było czasu na przerwę regeneracyjną, bo kolejny mężczyzna wymagał mojej uwagi. Tym razem miałam w sobie Tomasza. Jego członek nie był bardzo gruby ani bardzo długi, za to mężczyzna okazał się wyjątkowo aktywny. Pchał mnie mocno, a dodatkowo masował wagi i okolice szczelinki. Z kolei Michał wszedł na stół, kucnął ponad moją głową i wsunął penisa do ust. Odchyliłam głowę do tyłu, dzięki czemu mógł wsuwać się do gardła, a ja nie czułam tak intensywnych odruchów wymiotnych. Mężczyźni posuwali mnie rytmicznie od dołu i od góry, a ja czułam się, jak kawał baraniny nabity na rożen. 

Po kilku minutach takiej jazdy miałam bardzo obolałą cipkę i stwierdziłam, że muszę dołożyć wszelkich starań, żeby to zakończyć jak najszybciej. Jednego miałam już zaliczonego, ale zostało jeszcze dwóch. Zaczęłam płynnie poruszać biodrami, żeby bardziej pobudzić Tomasza. Postanowiłam też głośniej stękać, oczywiście tylko w chwilach, kiedy Michał wyciągał mi z ust swojego długiego kutasa. Wiedziałam, że większość facetów lubi świntuszenie, dlatego krzyczałam coś w stylu:

 – Dawaj rycerzu, nadziewaj mnie na swoją kopię!

Bliżej końca wydawał się Michał. Wyjęłam jego fiuta z ust, objęłam go dłońmi i zaczęłam trzepać. Nachylił się w taki sposób, że językiem dotykałam mu mięśnia prostaty i krocza. Przez chwilę mocno pieścił mi piersi, naciskając je i tocząc okrągłe ruchy. Wreszcie wyprostował się i eksplodował. Z jego ust z głośnym świśnięciem wydobyło się powietrze, a penis wystrzelił spermą na mój dekolt, piersi i brzuch. Teraz to ja stęknęłam z ulgą i radością, że kolejny etap zadania mam zaliczony. 

Tomasza wyraźnie podniecił widok spermy kolegi na moich cyckach, bo zwiększył intensywność pchnięć. Złapał mnie mocno rękami za biodra i nabijał mnie sobie na fiuta, dzięki czemu wchodził jeszcze głębiej i mocniej. 

 – No postaraj się! – zachęcałam go. – Chcę poczuć w sobie twój soczek. 

Po chwili i kilkunastu mocnych pchnięciach Tomasz napiął wszystkie mięśnie i wystrzelił we mnie porcję swojego życiodajnego płynu. Wysunął się szybko i jakby odetkał korek z butelki, bo lepka maź wypłynęła ze mnie, brudząc uda, pośladki i stół narad. 

Z pomocą mężczyzn podniosłam się ze stołu. Byłam obolała, zmęczona, rozczochrana i cała oblepiona spermą. Musiałam mieć rozmazany makijaż, bo przy takiej intensywności obciągania nie można było tego uniknąć. 

 – Dobre to było! – krzyknął z entuzjazmem Prezes. – Prawie się spuściłem.

Siedział w swoim wygodnym fotelu ze spodniami zsuniętymi i penisem w dłoni.

 – Prawie? – zapytałam. – Przecież tego nie można tak zostawić, bo się szef pochoruje, czy coś.

Na chwiejnych nogach podeszłam do niego i uklęknęłam przed fotelem.

 – Może szef zechce spuścić mi się na twarz? – zaproponowałam.

Przyjął moją propozycję ze zdziwieniem, o czym świadczył szeroko otwarte oczy, ale też z aprobatą, bo natychmiast wstał. Jego wielki fiut porośnięty krótką ciemną szczecinką zawisł nade mną. Złapałam go dłonią za worek, żeby odrobinę mu pomóc. Brudną od śliny i spermy twarz wystawiłam w jego stronę. Prezes szarpnął mocniej swoją fujarę, westchnął raz i drugi, a potem wyrzucił ładunek. Strumienie płynu spadły mi na czoło, policzki i wpadły na wysunięty zapraszająco język. 

Opadłam na tyłek i odetchnęłam z ulgą. Było po wszystkim. Etap po etapie wypełniłam swoje zadanie. Mogłam wracać do normalnej pracy. 

 – Myślę, że taka premia kwartalna może stać się tradycją w naszej firmie – rzucił Prezes. – Co wy na to panowie? 

Odpowiedziały mu krzyki euforii i głośne oklaski pozostałej trójki, a ja zastanawiałam się, czy będę musiała poszerzyć zakres swoich obowiązków już na stałe? W sumie to nie było tak źle, może poza tym, że do końca dnia musiałam zmagać się z lepką od spermy skórą.

O autorze