4.3
(4)

Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Artysta cz.I.

Dzień inauguracji wystawy miał być próbą dla wszystkich. Najcięższy bagaż emocjonalny nosiła oczywiście Teresa, ponieważ to jej działa miały być poddane ocenie. Z drugiej strony krytycy z pewnością zwrócą uwagę na sposób prezentacji prac, a to należało już do moich obowiązków. Wynik tego testu miał też znaczenie dla naszej całej galerii, bo w przypadku klapy nikt znaczący nie zechce czegokolwiek u nas wystawiać. 

Na wernisażu zjawiłem się kilka godzin przed inauguracją, ponieważ chciałem jeszcze raz skontrolować wszystkie elementy. Teresa pojawiła się na dwie godziny przed imprezą. Miała na sobie czarną wieczorową sukienkę, pełną koronkowych prześwitów, która nienachalnie ukazywała symetryczne i zadbane ciało. Wysokie czarne szpilki podkreślały sylwetkę i wizualnie wydłużały i tak już długie nogi. Jasne włosy miała staranie podkręcone i ułożone we fryzurę nadającą im objętości, a jednocześnie podkreślającą ładne rysy twarzy. Wyglądała zjawiskowo i choć gustowałem raczej w młodszych od siebie dziewczynach i już dawno przestałem wzdychać do kobiet w wieku moje matki, to od Teresy nie byłem w stanie oderwać wzroku. W którymś momencie zdałem sobie sprawę, że moje myśli i wzrok krążą w okolicach jej dekoltu z ogromną chęcią odkrycia czekającej tam tajemnicy. 

Teresa wyglądała na zdziwioną, kiedy zobaczyła mnie przy pracy. Podniosła brwi z zaciekawienie i rzuciła:

 – Wiele mogłabym panu zarzucić, ale nie to, że nie przyłożył się pan do tej wystawy. Bez względu na wszystko, już teraz dziękuję.

Z kolei ja wiele mogłem się spodziewać po tej współpracy, ale z pewnością nie podziękowań. Zatkało mnie, jednak Teresa nie dała mi czasu na zebranie myśli i rezolutną odpowiedź, bo szybko się oddaliła. 

Sala powoli zaczęła się zapełniać gośćmi. Teresa witała każdego z uśmiechem i serdecznością, jakich bym się po niej nigdy nie spodziewał. W jednej chwili z posępnej i nieprzyjemnej w obyciu artystki stała się duszą towarzystwa. Kiedy wszyscy się zebrali, nastąpiło krótkie przemówienie pani dyrektor, a potem samej Teresy. Okazało się, że nie tylko świetnie wygląda, ale potrafi też zainteresować publiczność i zachęcić do oglądania swoich prac. Kiedy goście rozeszli się po galerii, bo samemu ocenić talent Teresy, stanąłem z boku i przyglądałem się ich reakcjom. Jeszcze nie można było jednoznacznie określić, czy prace im się podobają, ale malujące się na twarzach wyrazy zaciekawienia brałem za dobrą monetę. 

W którymś momencie podszedł do mnie jeden z miejskich oficjeli, który odpowiadał w urzędzie za sprawy kultury i poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu.

 – Świetnie pan urządził tę wystawę – powiedział mężczyzna. – Muszę przyznać, że wycisnął pan maksimum z tych… – wykonał ręką jakiś trudny do określenia gest. 

 – Niewiele zasług mogę tutaj przypisać sobie – odparłem skromnie. – Większość przygotowań zaplanowała i nadzorowała pani Teresa. 

 – No wiadomo – powiedział. – Jednak bez takiego męskiego oka i pana talentu, to by się nie udało.

Nie podobał mi się ten facet, a jego pretensjonalny ton działał mi na nerwy. Zachowałem jednak emocje na wodzy i odparłem z największą nonszalancją, na jaką byłem w stanie się zdobyć.

 – Sztuka, to domena kobiet. Mężczyznom pozostaje jedynie rzemiosło – powiedziałem. – A jak pan wie, nawet najlepsze rzemiosło nigdy nie będzie sztuką. 

Przeprosiłem i oddaliłem się od niego, udając, że w oddali spotkałem znajomego. Dopiero później zauważyłem, że tuż obok miejsca, w którym rozmawiałem z oficjelem, w grupce znajomych stała Teresa. W pewnej chwili przeprosiła towarzyszów i zgrabnym truchtem, na jaki pozwalały szpilki, skierowała się w moją stronę. 

 – Tomek – zawołała i zdałem sobie sprawę, że pierwszy raz mówi do mnie po imieniu. 

Zatrzymałem się, a ona niemal w biegu wzięła mnie pod pachę i pociągnęła za sobą na zaplecze galerii. Jej uchwyt był mocny i stanowczy, ale jednocześnie delikatny. 

 – Słyszałam twoją wymianę zdań z tym grubasem z urzędu – oświadczyła. – Wiem, nie powinnam podsłuchiwać, ale ten facet podobno od dawna blokował moją wystawę. Dziękuję, że stanąłeś po mojej stronie. Jestem Twoją dłużniczką.

Powiedziawszy to, objęła mnie ramieniem i pocałowała w policzek, jakbym był jej uczniem – niesfornym, ale takim, którego w głębi serca lubi się najbardziej. Nie było w tym niczego erotycznego, kobieta nie dała mi nawet cienia wątpliwości, że jej relacja jest całkowicie zawodowa, jednak w głębi mojego jestestwa coś przeskoczyło. Zdobyłem się na odwagę i złapałem za ramię, kiedy chciała wracać na salę. 

 – Teresa – powiedziałem i znów na chwilę zapomniałem języka w ustach.

 – Tak?

 – Twoje prace chyba się ludziom podobają – powiedziałem. – Wystawa ma szansę stać się sukcesem.

 – Zobaczymy – odparła. – Jeszcze za wcześniej, żeby to ocenić.

 – Tak wiem – dukałem. – Ale mimo wszystko chciałbym… jakoś uczcić nasz sukces. 

Podniosła powieki z zaciekawieniem i obróciła na bok głowę, jakby chciała popatrzeć na mnie z innej perspektywy. Nic nie odpowiedziała, pozwalając mi dalej się męczyć. 

 – Pomyślałem, że jak już wszyscy pójdą, możemy wstąpić gdzieś na kawę i chwilę porozmawiać.

 Po twarzy kobiety przebiegł uśmiech, ale nie mający cech szyderstwa, a raczej z nutką satysfakcji.

 – Wieczorami nie pijam kawy – powiedziała i zrobiła długą pauzę, budując napięcie. Po chwili dodała: – Mimo tego dla ciebie mogę zrobić wyjątek. Może w tej kawiarni przy galerii?

 – Jasne, z wielką przyjemnością.

 – Po imprezie muszę jeszcze pomówić z kierowniczką galerii i nie wiem, ile czasu to zajmie. Jak zdążę, to przyjdę, ale jak będzie się to przeciągało, nie czekaj na mnie. 

Uraczyła mnie jeszcze jednym czarującym uśmiechem i uciekła do swoich gości.

Przeczytaj kolejną część: Artystka cz. III.

Jak podobało Ci się nasze opowiadanie?

Oceń je!

Średnia ocena 4.3 / 5. Vote count: 4

Na razie nie ma żadnych ocen! Bądź pierwszym, który oceni!

O autorze