Nie czytałeś poprzednich części? Sprawdź:
Na czas przygotowań do wystawy Teresa wynajmowała pokój w hotelu niedaleko galerii i właśnie tam poszliśmy. Nie rozmawialiśmy już ze sobą, mając świadomość, że z każdym krokiem oddalamy się od rozsądku, a postępujemy w stronę nieodwracalnego. Weszliśmy do hotelu i sprawnie ominęliśmy recepcję, chowając się przed personelem niczym para nastolatków. Teresa złapała mnie za rękę i poprowadziła korytarzami w stronę swojego pokoju. Przesunęła kartę przez czytnik, popchnęła drzwi i oboje znaleźliśmy się wewnątrz. Stojąc oparty plecami o drzwi i pełen niewypowiedzianej obawy, obserwowałem, jak zrzuca z siebie ciemny płaszcz i szal, a następnie machnięciami nogi rozrzuca wokół czarne szpilki. Przeciągnęła się, wzięła głęboki oddech i odwróciła się w moją stronę.
Zbliżała się pewnie, spokojnie, jakby wszystko miała pod pełną kontrolą, a każdy krok był dokładną realizacją jej planu. Bez szpilek okazała się ode mnie niższa o głowę, ale nie przeszkadzało jej to wspiąć się na palce i sięgnąć ustami moich ust. Pachniała kwiatami i smakowała winem, ale to nadawało jej realnych i namacalnych kształtów. Już nie była niedostępną i zmanierowaną artystką, tylko kobietą i obiektem mojego pożądania.
Pewnym ruchem zsunęła ze mnie marynarkę, a następnie spokojnie i metodycznie zaczęła rozpinać guziki koszuli. Stale utrzymywała ze mną kontakt wzrokowy i obserwowała moją reakcję na jej działanie. Kiedy ostatni guzik wyskoczył z przyporządkowanej dla siebie dziurki, rozsunęła poły koszuli i przesunęła dłońmi po nagim torsie. Natychmiast krew napłynęła mi do krocza. Kobieta chwilę mi się przyglądała, a następnie, patrząc mi w oczy, zbliżyła usta do wygolonej piersi i koniuszkiem języka polizała jeden z sutków. Po chwili przeniosła usta na drugą stronę. Po kolejnych kilku sekundach, pełnych erotycznego napięcia, lizała mnie i całowała już w tylko sobie znanym rytmie. Byłem zaskoczony jej bezpośredniością i niemal mnie zamurowało. Ona też to zauważyła.
– Jesteś dużo spokojniejszy niż większość mężczyzn w twoim wieku – powiedziała i uśmiechnęła się tajemniczo.
Zabrzmiało to lekko prowokacyjnie, ale zadziałało. Objąłem ją, a dłońmi na plecach wymacałem zamek sukienki. Zsunąłem go w dół tak nisko, jak tylko byłem w stanie, a następnie przesunąłem dłońmi po ramionach, zabierając palcami koronkową tkaninę sukienki. Po chwili Teresa stała w samej bieliźnie, również czarnej, jak sukienka, i pełnej koronkowych prześwitów, które rozpalały moją wyobraźnię. Nie wyglądała na skrępowaną i stała wyprostowana w wyzywającej pozie, pozwalając mi głaskać ją wzrokiem i opuszkami palców.
Dała mi chwilę, a potem znów przejęła inicjatywę, jakby każdy nasz ruch był częścią jakiegoś precyzyjnego planu. Sprawnie rozpięła pasek w spodniach, potem pojedynczy guzik i suwak, pozwalając tkaninie zjechać w dół i zatrzymać się tuż przy kostkach. Niespiesznie, ale pewnie, wsunęła mi dłoń do bokserek, najpierw gładząc podbrzusze i pocierając palcami nasadę, by po chwili wziąć w dłoń nabrzmiałego członka. Westchnęła, gdy zdała sobie sprawę, jak był sztywny i naprężony. Poruszyła dłonią i obserwowała moje zachowanie. Przytuliła się i poczułem szorstki materiał stanika na piersi, a w okolicach szyi ciepły powiew oddechu.
– Potrzebujesz jeszcze jakiejś zachęty? – zapytała i liznęła moje ucho.
Nie wiem, co było dla mnie mocniejszym impetem do działania – drżenie powietrza wywołane przez jej szept, czy sens wypowiedzianych słów. Patrzyła na mnie tak, jakby skupiła się we mnie cała radość i przyjemność, jakiej ona pożądała. Sprawnie zsunąłem spodnie na podłogę, chwyciłem kobietę mocnym uściskiem i uniosłem w górę. Oplotła mnie nogami w pasie i ani jednym grymasem twarzy nie zdradziła, że się boi. Poniosłem ją do pokoju i posadziłem na komodzie. Okazała się idealna na wysokość. Teresa stęknęła, kiedy dłonią dotarłem między jej nogi i palcami zacząłem pieścić delikatną skórę. Jej krocze emanowało ciepłem i wilgocią, a zapach kobiecego ciała wdychałem jak najpiękniejszą perfumę.
– Nie baw się, tylko wsadź go wreszcie – sapnęła.
Wykonałem jej polecenie. Była wilgotna i nadspodziewanie ciasna, a może to mój członek okazał się tak nabrzmiały. Zamknęła oczy i sapnęła, a jej mina mówiła, że właśnie tego oczekiwała. Początkowo starałem się ruszać biodrami powoli i delikatnie, ale Teresa przyspieszyła i wymusiła na mnie mocniejsze, szybsze i bardziej zdecydowane ruchy. Objąłem ją i wtuliłem twarz w szyję, dotykałem ustami obojczyków i całowałem ramiona. Miała gładką skórę i pachniała kwiatową perfumą pomieszaną z wilgocią kobiecego ciała. Początkowo też się do mnie przytulała, ale z biegiem czasu odchyliła ciało w tył i oparła się o ścianę. Zamknęła oczy, twarz skierowała w górę i czerpała przyjemność z każdego pchnięcia. Kiedy tego potrzebowała, łapała mnie za pośladki i zmuszała, bym wszedł głębiej. Wreszcie zacząłem sam pchać się głęboko, nieponaglany przez jej dłonie, tylko przez jakiś wewnętrzny instynkt. Poczuła to. Przytuliła się i szepnęła mi do ucha.
– Skończ we mnie.
Puściłem wodze wszystkim swoim rządom i skupiłem się tylko na przyjemności. Kierowany pierwotnym instynktem podzieliłem się własnym materiałem genetycznym z kobietą, którą sobie wybrałem. Spełnienie przyszło szybko i gwałtownie, niemal zwalając mnie z nóg. Napięte mięśnie nóg dopiero po wszystkim odmówiły posłuszeństwa, zmuszając mnie do położenia się na hotelowym łóżku. Teresa położyła się obok. Uspakajała oddech. Znów dotknęła mojej piersi i szepnęła:
– Jeśli ktoś zapyta, to powiem, że to była część procesu twórczego.
Śmialiśmy się oboje, jak dzieciaki, które właśnie wywinęły jakiś niesamowity numer.

