Młoda Julka, moja aktualna dziewczyna, była mistrzowska i niemal idealna. Miała 19 lat, długie włosy w kolorze dojrzałego zboża tuż przed burzą, anielską twarz i boskie ciało. Na co dzień studiowała jakiś kierunek związany z rehabilitacją, a po godzinach trenowała taniec. Miała idealnie płaski brzuch, zgrabne nogi i drobniutkie, ale bardzo jędrne piersi. Mądra, atrakcyjna, wysportowana. Dlaczego uważam ją za prawie idealną, skoro trudno było się do czegokolwiek doczepić? Otóż miała pewien defekt, który akurat mi bardzo przeszkadzał: nie miała zbytniego temperamentu w łóżku. Owszem, sypialiśmy ze sobą i baraszkowanie z tak piękną kobietą można było zakwalifikować jako obcowanie ze sztuką, jednak brakowało w tym czegoś pikantnego. Julka zawsze w czasie seksu chowała się pod kołdrą, kładła na plecach i pozwalała mi robić swoje. Czasem nakłoniłem ją do tego, żeby odwróciła się tyłem i brałem ją na pieska, ale to w zasadzie tyle. Początkowo wiele obiecywałem sobie po tym związku, ale po kilku tygodniach posuwania jej w pozycji na kłodę jej piękne ciało przestało mi wystarczać. Można powiedzieć, że nie wykorzystywaliśmy w pełni jej potencjału. 

Tamtą noc spędziłem u niej w domu. Mieszkała sama z mamą, bo ojciec wyprowadził się do swojej sympatii ze szkoły, a tamtego wieczoru mamy miało nie być. W zasadzie to kobieta nie miała nic przeciwko naszemu związkowi i temu, że zostaję u nich na noc, ale zawsze człowiek czuje się swobodniej, kiedy nikogo ze starszych nie ma w domu. Wobec tego wieczorem wypiliśmy z Julką jakieś horrendalnie drogie czerwone wino, pogadaliśmy o niczym, odbyliśmy powtarzalny cichutki stosunek pod kocykiem, a potem zasnęliśmy na łóżku. 

Obudziłem się w nocy ze straszną suchością w gardle. Wino było niby bardzo drogie, ale kaca miałem po nim jak po najtańszym jabolu z dyskontu. Wyszedłem z jej pokoju i poszedłem do kuchni. Już idąc długim przedpokojem, zauważyłem, że w kuchni świeci się światło. Czyli jednak w mieszkaniu nie byliśmy sami, a mama Julki musiała wrócić wcześniej. Postanowiłem zrobić trochę hałasu, zanim wejdę do kuchni, żeby kobieta się mnie nie przestraszyła. Kiedy stanąłem w progu i grzecznie się przywitałem, odpowiedziała mi skrępowanym uśmiechem. Dopiero widząc jej wzrok co chwilę uciekający w dół po moim ciele, zdałem sobie sprawę, że mam na sobie jedynie bokserki, a mój mały przyjaciel wcale nie jest już taki mały. 

 – Przepraszam – powiedziałem zakłopotany. – Nie wiedziałem, że pani już wróciła, a chciałem się tylko napić wody. 

 – Nie ma problemu – powiedziała, wskazując dłonią na butelkę wina, którą miała ustawioną przed sobą. – Może zamiast wody napijesz się ze mną wina. To jakieś argentyńskie, ale nawet niezłe. 

 – To właśnie po winie mnie tak suszy – wyznałem.

 – To chociaż usiądź na chwilę przy mnie – poprosiła. – Głupio tak siedzieć w samotności.

Nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem naprzeciwko niej przy małym kuchennym stoliku. Mama Julki była kobietą przed czterdziestką i już dawno oceniłem, że to po niej córka odziedziczyła urodę. Kobieta miała podobne rysy twarzy i świetną sylwetkę wykutą w czasie godzin spędzonych na treningach w siłowni. Miała krótsze włosy i trochę mniej sterczące piersi, co mogłem ocenić, spoglądając ukradkiem na jasny T-shirt, który miała na sobie. 

 – Julka śpi? – zapytała.

 – Chyba tak – odparłem.

 – Ja nie mogę zasnąć – oświadczyła. – Naszedł mnie jakiś melancholijny nastrój i nic, tylko się nawalić. 

Osuszyła kolejną lampkę wina, nalała sobie nową porcję i zaczęła ze mną rozmawiać, jakby to nie był środek nocy, tylko normalne wieczorne spotkanie przy winku. Mimo początkowych oporów zacząłem opowiadać jej o swoich studiach, których nie byłem w stanie skończyć już od kilku lat, o pracy w salonie sprzedaży jednej z sieci komórkowych, czy wreszcie o projekcie startupowym, nad którym pracowaliśmy z chłopakami. Słuchała mnie z zainteresowaniem, co kilka chwili zatrzymując wzrok na mojej twarzy lub zsuwając go nieco niżej, na ramiona i klatkę piersiową. 

Wreszcie wstała i podeszła do szafki kuchennej. Do zlewu odłożyła brudną szklankę, a butelkę odstawiła do śmietnika pod zlewem. Musiała się przy tym schylić i wypiąć pośladki, a ja nie byłem w stanie powstrzymać się od spojrzenia w tamtą stronę. Wiedziałem, że to niegrzeczne gapić się na tyłek matki swojej dziewczyny, ale to, co tam zobaczyłem, zrównoważyło wszelkie wyrzuty sumienia, jakie mogłem mieć z powodu tej niedyskrecji. Tyłek kobiety był idealny, gładki, jędrny i przede wszystkim całkiem nagi. Kiedy zdałem sobie sprawę, że nie ma na sobie majtek, zalała mnie fala gorąca, jakby ktoś polał mi głowę wrzątkiem. 

 – Jak ci się podoba moja stara dupa? – zapytała kobieta, nadal stojąc przy zlewie i nie odwracając się w moją stronę. 

 – Nie jest stara – wydukałem. 

Natychmiast skarciłem się w myślach za to wyznanie. Znacznie lepiej byłoby skłamać, że nie wiem, o czym mowa. 

 – Trochę starsza od tej, którą posuwasz na co dzień – powiedziała, tym razem już spoglądając na mnie. 

Podeszła bliżej, a w świetle kuchennej lampy widziałem dokładnie jej piersi falujące pod materiałem koszulki. Bez chwili zawahania i z pewnością siebie charakterystyczną dla pięknych dojrzałych kobiet, usiadła mi na kolanach. Poczułem ciepło jej ud na swojej nodze i zapach wina pomieszany z kwiatowym szamponem do włosów. Jej głos, a w zasadzie szept, docierał do mnie wraz z podmuchami powietrza z ust.

 – Może nie jestem już najmłodsza, ale mogę dać ci takie emocje, jakich ta małolata jeszcze długo nie będzie w stanie ci zaoferować – powiedziała.

Potem przejechała mi językiem po szyi, bardzo powoli sunąc go od obojczyka w górę, a kończąc na płatku ucha. W tej samej chwili jej dłoń zaczęła powoli zsuwać się w dół po klatce piersiowej i brzuchu. 

O autorze