Nie czytałeś poprzedniej części? Sprawdź: Spotkanie w jacuzzi cz.I
Sztywny z przerażenia podszedłem za Gośką do stolika. Na szybko obmyślałem jakieś wytłumaczenie, dlaczego wieczorem na pływalni flirtowałem z obcą kobietą. W zasadzie do niczego nie doszło, poza dwuznaczną rozmową, ale zdałem sobie sprawę, że tego Gośka nie mogła słyszeć. Nawet jeśli nas widziała, to przecież mogliśmy być dawnymi znajomymi, albo kimś takim.
– Przemek! – wykrzyknęła moja żona. – Nie widziałam cię chyba ze sto lat!
Przemek? To nie chodziło o Katarzynę? Zanim dotarło do mnie, co się dzieje, Gośka już ściskała się z wysokim przystojnym brunetem.
– To jest Przemek, mój kolega z roku – wyjaśniła. – Przecież widzieliście się już na jakiejś imprezie w Krakowie.
Przywitałem się z Przemkiem, którego zupełnie nie pamiętałem, a potem on przedstawił nam swoją żonę, którą za to pamiętałem aż za dobrze. Oboje jednak przyjęliśmy grę pozorów i z perfekcyjnie nic niewyrażającymi minami przedstawiliśmy się sobie jeszcze raz. Z Gośką nałożyliśmy sobie na talerze jakieś śniadaniowe potrawy i przysiedliśmy się do niespodziewanych znajomych. Moja żona i jej kolega ze studiów nie mogli przestać ze sobą szczebiotać. Przegadywali się, wyciągali jakieś wspomnienia i przezabawne sytuacje, których kontekst znali tylko oni. Nie zwracali uwagi na to, że Katarzyna puszcza mi oczko, a ja bezczelnie gapię się jej w dekolt. Mało tego, ona niby przypadkiem pochyliła się do przodu, żebym mógł wejrzeć głębiej i ocenić, jak jej biust prezentuje się spięty czarnym koronkowym stanikiem.
– Gdzie się wybieracie? – Przemek skierował pytanie do mnie.
– Mamy opracowaną taką trasę po okolicznych górkach – odparłem.
– Może pójdziecie z nami? – zaproponowała Gośka.
– To dobry pomysł – podchwyciła Katarzyna. – Miałam ochotę przejść się w góry.
– Nie – Przemek pokręcił przecząco głową. – Może innym razem. Chcieliśmy pojechać do takiego agroturystycznego gospodarstwa i wysondować, czy uda się z nimi nawiązać współpracę. Chciałem rozszerzyć ofertę moich sklepów o regionalne produkty.
Widząc jednak smutne spojrzenie jego żony i Gośki dodał:
– To może wieczorem spotkamy się na basenie? Katarzyna mówiła, że tam jest wyśmienity klimat wieczorem. Byliście już?
– Jeszcze nie – odpowiedziała za nas Gośka. – Dopiero wczoraj przyjechaliśmy i zaraz poszliśmy spać.
Milczałem, rzucając tylko ukradkowe spojrzenie Katarzynie, która uśmiechała się pod nosem. To ciekawe, że chwila na basenie połączyła nas jakąś więzią pozwalającą mi nie być do końca szczerym względem swojej żony.
Po śniadaniu ubraliśmy się i z Gośką poszliśmy na zaplanowaną wycieczkę. Moja żona nadal nie mogła dojść do siebie po spotkaniu kolegi i opowiadała o nim przez prawie całą trasę. Uspokoiła się dopiero pod koniec, kiedy zmęczenie po wielu kilometrach marszu dawało się już we znaki. Po powrocie do hotelu wzięliśmy prysznic, zjedliśmy kolację w restauracji i przebrani w stroje kąpielowe poszliśmy na basen. Katarzynę i Przemka spotkaliśmy na leżakach przy fontannie. Widząc kolegę mojej żony bez koszulki, mogłem całkowicie pozbyć się kompleksów. Nie był gruby, jednak doskonale było widać, że nie ma wiele wspólnego z wysiłkiem fizycznym. Za to Katarzyna w bordowym dwuczęściowym kostiumie kąpielowym i przewiązaną w pasie siatkową narzutą prezentowała się wyśmienicie. Mojej żonie oczywiście też niczego nie brakowało, jednak Katarzyna była klasą samą w sobie.
Za namową Przemka poszliśmy do kawiarni, którą od basenu dzieliła duża przeszklona ściana. Było tu chłodno, a powietrze pachniało kawą i chlorem. Pijąc kawę, można było obserwować ludzi na basenie, co z pewnością wykorzystywali rodzice małych dzieci. Siedziałem obok swojej Gośki, a naprzeciwko mnie Katarzyna z mężem u boku. Układ idealny i bardzo bezpieczny, zwłaszcza że nasi partnerzy zupełnie nie zwracali na nas uwagi, znów wracając wspomnieniami do dawno minionych lat. Czasem wciągali nas do rozmowy, zadając jakieś pytania, ale słuchałem ich rozmowy tylko jednym uchem, a odpowiadałem automatycznie.
Moje zainteresowania płynęły w nieco inną stronę. Co chwilę łapałem jej spojrzenie – krótkie, jakby przypadkowe, ale powtarzało się zbyt często, żeby mogło być przypadkiem. Co kilka chwil odgarniała włosy z szyi i robiła to bardzo powoli jakby niespiesznie, zwilżając przy tym usta końcówką języka. Zauważyłem to dwa, a może trzy razy, a ona ani na moment nie odwracała wzroku. W pewnym momencie dostrzegłem ruch pod stołem, a jej stopa dotknęła mojej. Cofnęła ją natychmiast i przeprosiła. Wiedziałem, że to mogło być przypadkowe i zupełnie nic nie znaczyło, ale chwilę później zrobiła to znowu. Tym razem wolniej i nie odsunęła nogi. Ja też nie cofnąłem swojej. W jednej chwili pod wpływem jej dotyku moje ciało spięło się w ten przyjemny sposób, jakiego nie czułem chyba od czasów szkoły.
– Byliście już w jacuzzi? – zapytała nagle Katarzyna.
Spojrzała na wszystkich, ale miałem wrażenie, że jej wzrok zatrzymał się na mnie odrobinę dłużej. Przemek pokręcił przecząco głową i skrzywił się, jakby już sama myśl o wodzie wywoływała w nim obrzydzenie.
– Ja chętnie, ale najpierw kawa – odparła Gośka. Potem trąciła mnie w ramię i dodała: – Ty chciałeś iść do jacuzzi. Mówiłeś, że potrzebujesz rozluźnić mięśnie po marszu.
– To może później – odparłem.
– Teraz jest mniej ludzi, a jacuzzi zamykają wcześniej – wyjaśniła Katarzyna i zwróciła się do mnie: – Może pójdziesz ze mną?
Uśmiechnęła się, ale nie szeroko, tylko tak, jakbyśmy właśnie nawiązali jakąś niepisaną umowę.
– Jasne, idźcie – zgodził się Przemek, jakby ktokolwiek pytał go o zdanie. – Będziecie nas przecież widzieć przez szybę, jakbyśmy mieli się gdzieś ruszać.

