Ten weekend miał być wyjątkowy i rzeczywiście takim był, jednak z trochę innych powodów, niż przypuszczałem. Planowaliśmy go od dawna, a to dlatego, że oboje z moją partnerką mieliśmy mieć wolne. Gośka skończyła pracę przy jakimś bardzo ważnym projekcie dla niezwykle prestiżowego klienta i postanowiła wreszcie odpocząć. Ja z kolei zamierzałem spędzić z nią trochę więcej czasu. Przez ostatnie tygodnie tylko łapaliśmy krótkie chwile ze sobą, zawsze w pośpiechu, zmęczeni i mający w głowie setkę kolejnych spraw do załatwienia. W ten weekend zamierzaliśmy nie myśleć o niczym, tylko odpoczywać.
Wynajęliśmy pokój w pięciogwiazdkowym hotelu w górach, połączonym z ogromnym basenem i SPA. Nie żałowaliśmy na to pieniędzy, bo Gośka dostała solidną premię w pracy za ten projekt i zamierzała w całości przeznaczyć ją na przyjemności. W piątek po południu wyjechaliśmy z Krakowa i wieczorem byliśmy już na miejscu. Hotel prezentował się wspaniale, przyjęto nas bardzo grzecznie i z klasą, a pokój hotelowy okazał się wielkości małego apartamentu. Zjedliśmy romantyczną kolację w hotelowej restauracji, a potem poszliśmy do pokoju. Miałem nadzieję, że zwieńczymy ten dzień jakimś udanym seksem, jednak Gośka okazała się tak zmęczona, że niemal natychmiast zasnęła.
Ja nie mogłem spać, a że godzina nie była jeszcze wcale taka późna, postanowiłem skorzystać z dostępnych atrakcji i popływać w basenie. Przebrałem się w spodenki kąpielowe, wrzuciłem na siebie szlafrok i poszedłem na dół do strefy SPA. Okazało się, że nie mam do czynienia z basenem, ale mini aquaparkiem. Poza czterema torami do pływania na miejscu znajdowały się jeszcze zjeżdżalnie, fontanny, boisko do waterpolo, ścianka do wspinania i jacuzzi, a na uboczu także sauna i mała kawiarnia. Basen był prawie pusty, nie licząc kilku gości hotelowych, a częściowo zgaszone światła nadawały mu wyjątkowego klimatu. Postanowiłem skorzystać z tego przywileju i spokojnie popływać. Wybrałem jeden pusty tor, wskoczyłem do basenu na główkę i przepłynąłem dziesięć długości różnymi stylami pływackimi.
Kiedy wyszedłem z wody, zauważyłem, że tuż przy basenie na plastikowym leżaku siedzi kobieta i bezczelnie mi się przygląda. Widziałem ją już kątem oka przed wejściem do basenu, bo była jedyną osobą w tej strefie poza mną, ale wtedy byłem tak szczęśliwy z pustego toru, że nawet nie zawracałem sobie nią głowy. Po pływaniu postanowiłem poświęcić jej trochę więcej uwagi. Zatrzymałem się przy nabrzeżu i powoli wycierałem ciało ręcznikiem. Nie miałem się czego wstydzić, bo regularne treningi na siłowni dawały doskonały efekt, a napuchnięte od wysiłku mięśnie prezentowały się jeszcze bardziej okazale. Tymczasem kobieta zupełnie nie krępowała się tym, że mnie obserwuje. Wręcz przeciwnie, rozparła się wygodnie na leżaku i swobodnie zaczęła sączyć jakiegoś drinka, który miała ustawiony obok leżaka.
– Dobrze pan pływa – odezwała się wreszcie.
Uśmiechnąłem się i podziękowałem za komplement.
– Ma pan takie oszczędne ruchy, jakby się pan zupełnie nie bał, że pójdzie pod wodę.
– Bo się nie boję.
Teraz to ona się uśmiechnęła.
– A obcych kobiet też się pan nie boi? – zapytała.
– Jeśli w pobliżu jest moja żona, to się boję i to bardzo – odparłem.
Kobieta się rozejrzała wokół.
– Nie widzę tu nikogo poza panem – powiedziała rezolutnie. – Czy to oznacza, że może pan bez strachu podejść do mnie i chociaż zdradzić swoje imię?
Podszedłem do niej i się przedstawiłem. Miała na imię Katarzyna. Uścisnęliśmy sobie dłonie, a ja usiadłem na sąsiednim leżaku. Dopiero z bliska mogłem lepiej się jej przyjrzeć. Z drugiego końca basenu widziałem tylko jej smukłą sylwetkę i skórę o odcieniu ciepłego brązu, który przyciągał wzrok dłużej, niż wypadało. Teraz dostrzegłem także ładne symetryczne rysy twarzy i okrągłe naturalne piersi. Mogła być w moim wieku, może odrobinę młodsza, jednak jej trzydziestoletnie ciało prezentowało się naprawdę dobrze. Opowiedziała mi, że przyjechała tu na weekend z mężem, ale on wolał pójść do baru i, jak sama to określiła, podrywać kelnerki, zamiast spędzać czas z nią. Ja też opowiedziałem jej o swojej żonie i o tym, że zmęczona pracą poszła spać, chociaż miałem ochotę na upojny wieczór.
– Czyli w sumie nasi partnerzy nas wystawili – powiedziała. – Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy ze sobą poflirtowali. A może nawet pozwolili, żeby wydarzyło się coś więcej?
Ostatnie słowa rzuciła w moją stronę pewnie, z nonszalancją, jakby miały być dla mnie wyzwaniem. Potem jeszcze długo na mnie patrzyła, zdecydowanie za długo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zupełnie się nie znaliśmy. Zdawałem sobie sprawę, że ślizga się wzrokiem po moim ciele i ocenia nie tylko sylwetkę, ale też reakcję na jej słowa. Nie odwróciłem wzroku. Postanowiłem pobawić się w jej grę.
– Czy wobec tego zamierzamy flirtować? – zapytałem.
Uśmiechnęła się i spojrzała na nadgarstek, gdzie błyszczała złota bransoleta smartwatcha.
– Może jutro – odparła. – Za pięć minut zamykają, a ja muszę jeszcze dopić drinka.
Odprowadziłem ją do baru, a potem poszedłem do swojego pokoju. Gośka nadal spała jak zabita i nie budząc jej, wsunąłem się do łóżka. Rano postanowiliśmy skorzystać z pięknej pogody i pójść na spacer w góry. Zeszliśmy na śniadanie do restauracji. Jeszcze nie zdążyliśmy podejść do stołu i wybrać sobie potraw, kiedy Gośka krzyknęła:
– Zobacz, kto tam siedzi!
Wskazała dłonią na stolik w kącie sali, przy którym siedziała… Katarzyna z jakimś mężczyzną. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Czyżby Goska wiedziała o moim wieczornym spotkaniu z kobietą? Może mnie podglądała albo, co gorsza, podsłuchiwała naszą rozmowę?
– No nie poznajesz? – dopytywała Gośka. – Przecież wy się znacie! Chodź, przywitamy się.

