Praca w korporacji nigdy nie była dla mnie problemem i nawet lubiłam to nieustanne napięcie, gonitwę i presję narzuconą z góry. Nie przeszkadzały mi nadgodziny, bo nie miałam w zasadzie niczego innego w życiu do roboty. Jako dwudziestoparolatka świeżo po studiach i singielka, mogłam skupić się na karierze. Bardzo lubiłam za to spotkania integracyjne, wspólne wypady do klubów i premie, które tak zaangażowanym, jak ja, szefostwo wypłacało bardzo chętnie. Na szefa też nie mogłam narzekać, bo nie tylko traktował mnie z szacunkiem, oczywiście jak na warunki korporacji, ale też był przystojnym dojrzałym mężczyzną. Bardzo mi pochlebiało, jak ukradkiem spoglądał mi w dekolt lub oglądał się na mój tyłek, kiedy wychodziłam od niego z gabinetu. Wiedząc o tym, specjalnie kręciłam mocniej pupą, żeby dać staruszkowie trochę przyjemności z życia. Szef, którego w myślach nazywałam Prezesem, darzył mnie sporym zaufaniem, dawał ambitne zadania, a kiedy ostatnio popełniłam błąd i naraziłam firmę na kilkutysięczne straty, powiedział, że nic takiego się nie stało i da mi okazję, żebym to odpracowała.
Wiosną przyznawaliśmy premie za pierwszy kwartał roku. W tym okresie najlepsze wyniki mieli trzej młodzi pracownicy działu sprzedaży, których szef postanowił uhonorować premią. Nie było to tradycją, że szef osobiście gratulował wyników i informował o premii, jednak tym razem postanowił tak zrobić. Na dodatek zabrał mnie ze sobą, jako swoją prawą rękę.
Mężczyźni czekali w małej salce konferencyjnej. Sądząc po minach, byli niemniej zdziwieni, niż ja. Dobrze ich znałam, bo spotykaliśmy się często w kuchni lub na korytarzach. Najwyższy z nich miała na imię Michał, sympatyczny grubasek nazywał się Robert, a trzeciego, Tomasza, kojarzyłam głównie z nienagannego stroju, doskonale skrojonych garniturów i starannie wypielęgnowanej brody, jakby miała jakieś zniżki u barbera. Żaden z nich nie miała więcej niż trzydzieści lat i Prezes widziała w nich przyszłość naszej firmy.
Prezes przywitał się ze wszystkimi uściskiem dłoni i ogólnie pogratulował wyników za miniony okres. Powiedział kilka okrągłych zdań o tym, że oby tak dalej, to firma będzie się rozwijała, a ich pensje urosną. Zastanawiałam się przez chwilę, dlaczego nie napisał im tego w mailu, ale widocznie taka była wizja Prezesa i trudno z nią polemizować.
– Koniec tego gadania, pora przejść do konkretów – powiedział wreszcie. – Spotkaliśmy się tu w sprawie premii, jednak tym razem sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Powinienem wysłać wam przelewy jako dodatki do pensji, ale mam dla was ciekawsze rozwiązanie. Pani Agatka – wskazał ręką na mnie. – ostatnio miała gorszy okres i zaliczyła małą wpadkę. W efekcie pieniądze, które były przeznaczone na wasze premie przepadły. Oczywiście mógłbym przelać je z innego funduszu, ale pani Agatka zdeklarowała się, że z chęcią je odpracuje.
Spojrzał na mnie, a ja pokiwałam głową, przytakując.
– W związku z tym mam dla was propozycję – ogarnął dłonią całą salę. – Odbierzecie sobie premię od pani Agatki, że tak powiem… w naturze. Oczywiście musicie wszyscy wyrazić na to zgodę.
Na sali zapadła grobowa cisza. Nikt się nie odezwał, jakby wszyscy czekali na jakiś okrzyk Prezesa, że to jest żart i dali się wkręcić. No na pewno ja czekałam na taki okrzyk, bo powoli zaczęło do mnie docierać, jaki zamysł ma mój przełożony. Ten jednak niezrażony pierwszym szokiem kontynuował.
– Zapewniam was, że pani Agatka dołoży wszelkich starań, żebyście na długo zapamiętali tę premię. To sumienna pracownica, dlatego jestem pewien, że nie będziecie zawiedzeni. Zresztą, ja tu wszystkiego przypilnuję i nie pozwolę, żeby którykolwiek z panów wyszedł nieusatysfakcjonowany.
Mężczyźni popatrzyli po sobie porozumiewawczo z niedowierzaniem i pewnymi wątpliwościami, czy to nie jest jakiś podstęp. Po chwili jednak na ich twarzach zaczęły pojawiać się szelmowskie uśmieszki. Elegancki Tomasz popatrzył na mnie z zaciekawieniem i już wiedziałam, że on nie odmówi. Wysoki Michał miał wzrok jak dziki kot, który ma przed sobą bezbronną ofiarę, a grubasek Robert zaczął nagle intensywnie pocierać spodnie w kroczu.
– To jak panowie, jesteśmy dogadani? – zapytał mój przełożony?
– Oczywiście, szefie – powiedział Tomasz i potarł nienagannie przystrzyżoną brodę.
– To świetny pomysł na premię! – przyznali pozostali z entuzjazmem.
– Ależ panie Prezesie – zaprotestowałam nagle, bo odniosłam wrażenie, że nie zauważyli mnie w tej całej sytuacji. – Czy ja mam coś do powiedzenia?
Prezes spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
– Ależ oczywiście, pani Agatko. Tylko myślałem, że chciała pani dostać szansę na to, żeby odpracować swój błąd, i nie ma tu czego więcej omawiać.
– Ale jak pan sobie to wyobraża? – zapytałam.
– Nie będę sobie tego wcale wyobrażał – powiedział z uśmiechem. – Usiądę sobie tutaj z boku i wszystko zobaczę na własne oczy. No dalej, panowie, pani Agatko, do dzieła. Nie ma na co czekać.
Mężczyźni wstali z krzeseł i ruszyli w moim kierunku, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że właśnie stałam się dla nich kwartalną premią. W zasadzie nie miałam nic przeciwko temu, bo dobrą zabawę z przystojnymi mężczyznami lubiłam na równi z imprezowaniem w klubie i zakupami. Zanim poczułam na ciele dotyk pierwszego z nich, próbowałam sobie przypomnieć, jaką bieliznę założyłam dzisiaj i czy nie będzie wstydu, kiedy zaczną mnie rozbierać.
Przeczytaj kolejną część: Premia kwartalna cz.II.

