Mężczyzna był po trzydziestce, miał wysportowaną sylwetkę i zadbany ciemny zarost na twarzy. W jego oczach było coś takiego, że chciało się rzucić wszystko i ruszyć z nim na koniec świata w poszukiwaniu przygód. Jednocześnie miało się wrażenie, że w jego silnych ramionach, żadna z tych przygód nie okaże się niebezpieczna. 

 – Mój znajomy przestrzegał mnie, żebym dzisiaj nie wychodził do klubu, bo to niebezpieczne – powiedział, kiedy znalazł się już wystarczająco blisko. – Podobno dzisiaj jest noc aniołów i można natrafić na nie nawet w takim lokalu, jak ten. 

 – Boisz się aniołów? – zapytała Weronika, połykając haczyk.

 – Aniołów się nie boję, tylko tego, że kiedy je spotkam, nie będę w stanie już o nich nigdy zapomnieć. 

Znów nałożył na usta uroczy uśmiech i przedstawił się, wyciągając dłoń najpierw do Weroniki, a potem do mnie. Kiedy mówił:

 – Robert.

… zatrzymał na mnie swój wzrok o kilka sekund za długo, jakby starał się zapisać w głowie pierwszą wspólnie spędzoną chwilę. 

 – Czy anioły lubią drinki? – zapytał.

 – Jasne! – odparła Weronika. – Najchętniej Blue Heaven, ale Sex on the beach też może być. 

Robert uśmiechnął się, a potem poszedł do baru. Zanim wrócił z trzema drinkami i przysiadł się do naszego stolika, Weronika jeszcze raz przypomniała najważniejszą zasadę:

 – Nie musisz wybierać pierwszego, który się tobą zainteresuje. Ważne, żeby miał kasę i ci się podobał.

Robert podobał mi się jak diabli, co w kontekście naszej wcześniejszej wymiany zdań mogło brzmieć śmiesznie. Nigdy nie zwracałam uwagi na starszych mężczyzn, jednak wtedy zrozumiałam, że wiele przez to tracę. Z tego, co mówił, nie narzekał na brak pieniędzy, zatem spełniał kolejny warunek. Nie opowiadał o swojej pracy i zarobkach, jednak napomknął między wierszami o tym, że prowadzi firmę marketingową o ugruntowanej pozycji na rynku. 

Mężczyzna rozmawiał głównie z Weroniką, bo to ona miała dar podtrzymywania rozmowy i bez skrępowania potrafiła rozmawiać o niczym. Robert jednak nie ukrywał zainteresowanie właśnie moją osobą. Co chwilę zerkał na mnie, próbując doszukać się reakcji na to, co wcześniej powiedział. Kilka razy dotknął mnie, niby przypadkiem, pocierając udo, muskając dłoń lub gładząc po plecach. Wreszcie pewnie chwycił mnie za dłoń i zaproponował:

 – Chodź, potańczymy.

Nie pytał o zdanie, żeby nie dać mi możliwości odmowy. Po prostu pociągnął mnie na parkiet, a ja poszłam za nim ufnie jak dziecko. Kiedy złapał mnie w ramiona i zaczął tańczyć, poczułam się pewnie i bezpiecznie. Ruszał się płynnie, przemieszczał po parkiecie wyuczonymi ruchami i prowadził mnie za sobą. Choć grała skoczna muzyka, nasz taniec był powolny, subtelny i w pewnym stopniu bardzo zmysłowy. Pod materiałem czarnej koszuli czułam jego umięśnione ciało, a do nosa wpadał aromat korzennej perfumy. 

Piosenka skończyła się, a kolejna była już dużo bardziej skoczna, więc zeszliśmy z parkietu. Robert odstawił mnie na miejsce i pocałował w dłoń, dziękując za taniec. Potem zamówił jeszcze jedną kolejkę i znów raczył nas ciekawostkami ze swojego życia i anegdotami o otaczającym świecie. Mówił płynnie, ciekawie i potrafił utrzymać uwagę, dlatego słuchało się go dobrze. Po trzeciej kolejce drinków już bezczelnie i bez krępacji wpatrywałam się w niego, śledząc ruchy ust i podziwiając biel zębów. 

W którymś momencie zauważyłam, że Weroniki nie ma już z nami, a kiedy pojawiła się ponownie, towarzyszył jej wysoki tęgi mężczyzna po czterdziestce w doskonale skrojonej marynarce i precyzyjnie uformowanych włosach. Dziewczyna stanęła za nami w taki sposób, że objęła ramieniem jednocześnie mnie i Roberta. 

 – Słuchajcie, gołąbeczki, ja muszę się zbierać, bo mój nowy kolega jest niecierpliwy. 

 – To może my też pójdziemy? – zaproponował Robert i zwrócił się do mnie: – Mogę wezwać ci taksówkę i odwieźć do domu?

 – Robert – przerwała mu Weronika. – Jesteś dużym chłopcem, a Martyna też jest już dużą dziewczynką. Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko temu, żebyś zabrał ją do siebie, prawda.

Skinęłam głową na potwierdzenie, a jednocześnie miałam nadzieję, że makijaż skutecznie zasłania rumieniec wstydu, który oblewał mi twarz. 

 – Tylko takie spotkanie z młodą, ładną i zadbaną dziewczyną nie jest za darmo – szepnęła mu do ucha Weronika.

Mężczyzna słuchał mojej koleżanki, jednak patrzył przenikliwie w moje oczy. 

 – Rozumiem – odpowiedział.

Robert wysunął dłoń i dotknął mojej twarzy. Od policzka przez szyję i kark przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Nagle zapragnęłam, żeby dotykał mnie wszędzie, błądził dłońmi po całym ciele, smakował językiem i penetrował. Miałam ochotę złapać jego dłoń i poprowadzić po swoich najczulszych miejscach. Nie mogłam jednak tego zrobić, bo właśnie trwały negocjacje.

 – Nie pytasz, ile to kosztuje? – zapytała Weronika.

 – Cena nie ma znaczenia – odparł. – Są sprawy, na których nie można oszczędzać. Zapłacę tyle, ile będzie chciała.

O autorze