Nie było mi to spotkanie do niczego potrzebne, ale nie miałam wyjścia. Umówiłam się i nie zamierzałam sprawiać zawodu mojej przyjaciółce. Nie jestem miłośniczką skrzypek i wiolonczeli, ale koncert muzyki filmowej przy świecach wzbudzał we mnie zaciekawienie. W zasadzie to niechęć do koncertu nie wiązała się z muzyką, a samym wyjściem. Przed kilkoma miesiącami rozstałam się z moim facetem, z którym od dwunastu lat byliśmy w narzeczeństwie. Od rozstania zmuszałam się praktycznie do każdego wyjścia z domu, które nie wiązało się z pracą lub zakupami.
Jurka, mojego byłego, poznałam jeszcze na studiach. Nigdy nie byliśmy bardzo w sobie zakochani, a nasz związek przypominał bardziej układ lub transakcję handlową. Oboje byliśmy po rozstaniach ze swoimi pierwszymi miłościami, a wokół nie było nikogo ciekawszego, zatem trwaliśmy przy sobie. Dni się toczyły, lata mijały, aż któregoś dnia on wrócił do domu i oświadczył, że jego kochanka jest w ciąży i w sumie, jeśli chcę, to możemy nadal być razem, bo on jej nie kocha, tylko ruchali się tak dla sportu.
Tak dla sportu – rozumiecie to? Po dwunastu latach w narzeczeństwie on zaczął ruchać się z inną kobietą tylko dla sportu i zrobił jej dziecko. Kiedy wyszło na jaw, że dla sportu stukali się od dwóch lat, a ta dziewczyna jest o dziesięć lat ode mnie młodsza, ma większe cycki i pracuje z Jurkiem, postanowiłam zafundować swojemu już byłemu narzeczonemu odrobinę sportu. Zaczęłam wyrzucać mu ciuchy z balkonu z drugiego piętra, a on biegał po całym podwórku, próbując złapać co najcenniejsze pamiątki i sprzęty elektroniczne. Widzieć go w tak kompromitującej sytuacji to było piękne uczucie, ale ostatnie piękne, jakie pamiętam. Potem przepłakałam chyba z miesiąc, z każdym dniem czując się mniej atrakcyjna, bardziej beznadziejna i narzekając, że na starość zostaną mi tylko koty do przytulania. W wieku prawie trzydziestu pięciu lat znów znalazłam się na początku drogi, z tym że bagaż doświadczeń nie dawał już szans, żeby wzbić się w niebo.
Moja mam zawsze mówiła, że w wieku czterdziestu lat nadal się ma dwadzieścia, tylko z dwudziestoletnim doświadczeniem. Ja miałam dopiero piętnaście lat doświadczenia w byciu dobrą dupą, co dawało mi przewagę nad wieloma młodszymi dziewczynami. Przede wszystkim wiedziałam, jak się ubrać, żeby zamaskować swoje niedoskonałości i podkreślić atuty. Obcisła sukienka mini obszywana srebrną nitką, czarne rajstopy i szpilki, ładne majtki, bo nigdy nie wiadomo, a na górę lekkie bawełniane bolerko. Całość dopinał lekki makijaż, bo moja szczupła twarz otoczona burzą jasnych loków nie potrzebowała jeszcze mocnego maskowania. Tak ubrana i pełna nadziei na miłe spędzenie letniego wieczoru, ruszyłam w stronę sali koncertowej.
Taksówką podjechałam prawie pod samo wejście. Kiedy wysiadałam z samochodu, nie było czerwonego dywanu, a w tłumie ludzi nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Najgorsze było to, że ja też nie widziałam nigdzie Marty, z którą byłam umówiona. Odeszłam kilka kroków w tył, potem przeszłam na druga stronę budynku, ale nigdzie jej nie zobaczyłam. Wreszcie postanowiłam do niej zatelefonować i wtedy dostrzegłam na wyświetlaczu komórki trzy połączenia nieodebrane i jedną wiadomość tekstową.
”Miałam stłuczkę. Nic mi nie jest, ale nie zdążę. Przesłałam ci na maila bilety. Mimo wszystko idź i baw się dobrze”
Próbowałam telefonować do przyjaciółki, ale numer był zajęty. Musiała dzwonić po pomoc drogową lub na policję. Z pewnością miała teraz ważniejsze problemy na głowie niż ja stojąca w tłumie przed salą koncertową. Przez chwile chciałam odwrócić się na pęcie i wrócić do domu, jednak jakiś wewnętrzny głos kazał mi skorzystać z biletu i dobrze się bawić.
Wróciłam do tłumu i stanęłam w kolejce. Kiedy otwarto drzwi i zaczęto wpuszczać ludzi do środka, kolejka zaczęła przypominać jakieś pogo albo mecz rugby. Ludzie ubrani elegancko i z klasą zupełnie zapomnieli o dobrym wychowaniu i zaczęli się przepychać. Stojąc na szpilkach, nie byłam w stanie utrzymać równowagi, a tłum zaczął mnie nieść, to w stronę wejścia, to zupełnie w przeciwnym kierunku. Czułam się jak piłeczka w starych flipperach, która odbija się od elementów ułożonych na jej drodze. Traciłam równowagę i miałam wrażenie, że za chwilę upadnę, kiedy coś mocno ścisnęło mnie w okolicach nadgarstka i z dużą siłą pociągnęło w kierunku wejścia. Poddałam się tej sile, nie mając zupełnie argumentów, żeby z nią walczyć.
– Dobrze, że cię zauważyłem – usłyszałam głos, który wydawał się znajomy.
– Krystian? – zapytałam, a mój wzrok padł na starannie uczesanego mężczyznę w czarnej koszuli.
– Co za spotkanie – powiedział i uśmiechnął się czarująco. – Może pogadamy później, jak tylko usiądziemy w środku?
Rzeczywiście, sytuacja nie była najbardziej dogodna do tego, żeby rozmawiać. Krystian złapał mnie za dłoń i pociągnął za sobą. Minęliśmy kilka osób, przecisnęliśmy się przez rząd zastępujących nam drogę do wejścia i już po chwili stałam za nim przy ochroniarzu, który sprawdzał bilety. Nie puszczałam jego dłoni i dałam mu się poprowadzić po schodach wprost na salę widowiskową. Mężczyzna szedł przodem, przebijał się przez tłum i prowadził mnie za sobą jakbym była jego żoną lub bliską kobietą, a przecież nie widzieliśmy się od ponad piętnastu lat. Nasze relacje zakończyły się praktycznie tamtego wieczoru na imprezie w ostatniej klasie liceum, kiedy ze sobą zerwaliśmy. Tak, Krystian był moim pierwszym poważnym chłopakiem, a gdyby nie kilka niefortunnych decyzji, teraz mogłabym iść z nim na ten koncert jako żona, a nie przypadkowo spotkana koleżanka, którą wyciągnął z tarapatów.
Mój bilet obejmował miejsce na balkonie, a Krystian zaprowadził mnie tam i pokazał dokładnie, który fotel mam zająć.
– Świetnie wyglądasz – powiedział.
– Ty również – oddałam komplement. – To miłe, że mi pomogłeś. Bez ciebie pewnie bym leżała gdzieś na bruku zadeptana. Dziękuję.
– Nie ma sprawy – odparł i znów uśmiechnął się w sposób, który pamiętałam sprzed wieków. – Może kiedyś umówimy się na kawę?
– Z przyjemnością – odpowiedziałam.
Krystian już chciał odwrócić się na pięcie i pójść na swoje miejsce, kiedy zatrzymałam go, kładąc dłoń na ramieniu.
– Jesteś tu sam? – zapytałam.
– Dostałem bilet z firmy – odpowiedział. – Przyszedłem z kilkoma kolegami z działu, za którymi nie przepadam. Taki przykry obowiązek.
– To może usiądziesz ze mną? – zaproponowałam, nie wierząc, że te słowa same wypadły mi z ust. – Moja przyjaciółka miała stłuczkę po drodze i nie dotrze. Jedno miejsce jest wolne.
– Rozumiem – odpowiedział, a potem dodał z czarującym uśmiechem. – Z przyjemnością posiedzę z tobą.
Zajęliśmy miejsca. Z balkonu doskonale było widać całą scenę i krzesła otoczone świecami, na których po chwili mieli usiąść muzycy. Milczeliśmy oboje, czując jakieś niewytłumaczalne skrępowanie. Teraz byliśmy parą obcych ludzi, a w głębi, jakby zdjąć te kilkanaście lat życia bez siebie, stanowiliśmy dwójkę bliskich osób i świetnych kochanków. O czym mieliśmy rozmawiać, kiedy do koncertu zostało kilka minut? Miałam zapytać, czy ma żonę i dzieci? Jak mu się ułożyło życie beze mnie?
Muzycy wchodzący na scenę przerwali moje rozmyślania. Rozległy się oklaski, potem artyści chwilę stroili instrumenty, aż wreszcie popłynęły pierwsze dźwięki. Nie słuchałam ich, bo moje myśli płynęły w stronę wspomnień.
Krystian był moim pierwszym facetem i jednym z trzech, z którymi się przespałam. Nie licząc przypadkowego seksu na jednej z imprez z chłopakiem, którego imienia już od lat nie pamiętam, w moim życiu był tylko on i Jurek. W takim zestawieniu Krystian jawił mi się niczym bóg seksu. Uwielbiałam się z nim kochać. Pierwszy raz był pierwszym dla nas obu, ale potem to on przejmował inicjatywę i ciągnął mnie za sobą, byśmy poznawali nowe miejsce na mapach naszych ciał. Uwielbiałam, jak brał mnie na moim biurku w pokoju, kiedy rodzice byli za ścianą. On podnosił mnie na ręce, sadzał na blacie, a potem wysuwał swojego członka przez otwór rozporka i wchodził we mnie. Specjalnie dla niego ubierałam sukienki, w których mogłam łatwo zdejmować majtki, pozostając nadal w ubraniu, gdyby rodzice wpadli do pokoju. Pamiętam doskonale, że zapach naszych ciał czułam jeszcze przez wiele dni później, kiedy odrabiałam lekcje i uczyłam się do sprawdzianów przy tym biurku.
Któregoś letniego dnia zabrał mnie nad jezioro. To był środek tygodnia, nasi znajomi jeszcze byli w szkole, a my urwaliśmy się z lekcji i podmiejskim autobusem pojechaliśmy na wycieczkę. Na plaży byliśmy sami, a w promieniu kilkudziesięciu metrów nie było nikogo. Zaczęło się od tego, że położyłam mu dłoń na nagim udzie, a potem wsunęłam ją pod spodenki i zaczęłam pieścić penisa. Czułam, jak sztywnieje mi w dłoni i staje się twardy, jakby był odlany z betonu. Kiedy zdałam sobie sprawę, jak na niego działam, poczułam ogromne podniecenie. To taki rodzaj mieszanki hormonalnej, która może zaspokoić tylko obcowanie z drugim człowiekiem.
Plaża była odsłonięta, lasek wokół rzadki, dlatego nie mieliśmy innego wyjścia, niż pójść do jeziora. Krystian wstał, pociągnął mnie za rękę i poprowadził do jeziora. Po chwili na powierzchni wokół pływały już nasze ubrania, a my kochaliśmy się, raz po raz zachłystując wodą na zmianę z pocałunkami. Podniecało mnie to, że jesteśmy nadzy w wodzie i że ktoś z brzegu może nas zobaczyć. Podniecał mnie Krystian, który tym razem nie był dla mnie czuły, tylko wziął mnie tak, jak potrzebował. To było coś nowego, co nadal kwalifikuję jako najlepszy seks w moim życiu.
Podczas naszych igraszek gdzieś odpłynęła góra od mojego stroju kąpielowego, ale wychodząc na brzeg, zupełnie się tym nie przejmowałam. Nadal czułam mrowienie na całym ciele, które nie przeszło mi jeszcze długo później. Usiedliśmy obok siebie, a ja położyłam Krystianowi dłoń na udzie, pogładziłam je i powiedziałam:
– Byłeś świetny. Kocham cię!
– Co mówisz?
Czy on tak powiedział? Na pewno nie wtedy. Moja dłoń na jego kolanie też nie była tylko wytworem wspomnienia, ale odruchowo położyłam ją na nodze mężczyzny, który od lat nie był już tamtym chłopakiem znad jeziora. Nastąpiła krępująca chwila niepewności, obawy i poczucia, że przekroczyłam jakąś nieprzekraczalną granicę. Nie cofnęłam jednak dłoni i znów pogładziłam nią ciało mężczyzny.
– Świetny koncert – powiedziałam, próbując wyjść jakoś z tej sytuacji.
– Tak – odparł.
Potem uśmiechnął się i położył swoją dłoń na mojej, pozwalając gładzić się po udzie. Wokół panował mrok, a światła skierowane były głównie na artystów, dlatego nie byłam w stanie zobaczyć, jaki efekt wywołuję u niego mój dotyk. Byłam jednak pewna, że męskie ciało nie zapomniało tego, co lubił dziewiętnastoletni chłopak i reaguje podobnie, jak wtedy nad jeziorem. Moje w każdym razie zareagowało podobnie jak wtedy – nieodpartą chęcią poczucia w sobie jego gorącego członka. Chciałam nie tylko jego męskości, ale też jego uwagi, która mogłaby przywrócić mi poczucie własnej wartości i wiarę w siebie.
Koncert zakończył się gromkimi brawami, na które muzycy zareagowali jednym utworem na bis. Później sala pustoszała, a ludzie, jakby wypełnieni kulturą, wychodzili z budynku w harmonii, zachowując standardy cywilizowanego świata, a nawet przepuszczając się w przejściu. Krystian nie musiał mnie już trzymać za rękę, bo nie miało to wpływu na bezpieczeństwo, ale najwyraźniej chciał, bo to zrobił. Zwolnił uchwyt, dopiero kiedy wyszliśmy na zewnątrz.
– Tu niedaleko jest taka mała kawiarnia – powiedział, kiedy stanęliśmy z dala od tłumu. – Może dasz się zaprosić na kawę, jeśli nie przeszkadza ci picie kawy o tej porze? No i jeśli mąż nie będzie się gniewał, że nie wracasz od razu do domu.
– Na jakieś cappuccino dam się zaprosić – powiedziałam. – A męża aktualnie nie mam.
Pokiwał głową, przyjmując tę informację do wiadomości, jednak nie byłam pewna, czy się nią zasmucił, ucieszył, czy po prostu miał to gdzieś. Kawiarnia rzeczywiście była przytulna, a stolik dla dwóch osób, który zajęliśmy, znajdował się w kącie sali. Było dyskretnie i intymnie, czyli idealne warunki do rozmowy.
Krystian był żonaty od dziesięciu lat, jednak kiedy opowiadał o swojej żonie, nie słyszałam w głosie mężczyzny żadnych pozytywnych emocji. Przekazywał podstawowe informacje w reporterskim beznamiętnym tonie, wspominając tylko o tym, że nie mają dzieci, a ostatnio nie spędzają ze sobą wiele czasu. Dowiedziałam się, że skończył prawo i pracował w jakiejś międzynarodowej korporacji zajmującej się obsługa prawną największych firm. Sądząc po jego stroju, dodatkach i sposobie zachowania, musiał zarabiać tam niemało.
W naszej rozmowie szybko przenieśliśmy się do wspomnień. Przypomnieliśmy sobie nasze pierwsze spotkanie, które miało miejsce na jakichś międzyszkolnych zawodach sportowych. Zaimponował mi wtedy nie tyle swoją sprawnością fizyczną, bo nawet nie pamiętam, czy to była lekkoatletyka, czy piłka ręczna, ile tym, że podszedł do mnie i zapytał o numer telefonu. Nie przejmował się, że wokół mnie stały trzy koleżanki i mierzyły go wzrokiem. Miał cel i chciał go osiągnąć bez względu na wszystko.
Potem przypomnieliśmy sobie nasze pierwsze randki, nieśmiałe, pełne gaf i niedopowiedzeń, ale już wtedy to wszystko przykrywaliśmy dobrym humorem. Okazało się jednak, że we wspomnieniach wszystkie gafy już dawno wyblakły i pozostało tylko to, co dobre. Podczas naszej rozmowy bardzo często nawiązywaliśmy z Krystianem kontakt wzrokowy na dłużej, niż to było konieczne i niż wypadało dwójce praktycznie obcych osób. Kilka razy mężczyzna złapał mnie za dłoń, a raz nawet dotknął policzka, z którego zbierał jakąś wyimaginowaną drobinkę piany z cappuccino. Czułam jego bliskość i miałam jego uwagę. W moje sytuacji, kiedy Jurek zabrał mi tak wiele z pewności siebie i poczucia kobiecości, zainteresowanie takiego mężczyzny, jak Krystian, było czymś szalenie pobudzającym.
Nasza rozmowa długo omijała niebezpieczny grunt, jakim była historia naszego rozstania, ale nie dało się tego robić bez końca. Któreś z nas pierwsze nawiązało do tamtej sytuacji, potem drugie podchwyciło temat, a wreszcie oboje umilknęliśmy zatopieni we własnych myślach.
– Dlaczego wtedy się rozstaliśmy? – zapytałam.
– Już nie pamiętam – przyznał. – Wkurzyłem się o jakiś drobiazg, ty to zaogniłaś, a potem już nie byłem w stanie powstrzymać swoich emocji.
– Chyba upomniałam cię, że za długo gapisz się na tamtą dziewczynę – przypomniałam sobie. – Była taka wymalowana brunetka z twojej szkoły.
– A, Dagmara – Krystian się uśmiechnął. – Teraz sobie przypominam. Tak gapiłem się na nią, bo dopiero na tamtej imprezie zauważyłem, że ma odstające uszy. Ona zawsze miała mocno kręcone włosy, a wtedy coś nie poszło i całkiem jej oklapły. Jak raz zauważyłem te uszy, to już nie mogłem przestać się na nie gapić.
– Gapiłeś się na jej uszy? – zdziwiłam się. – Byłam przekonana, że flirtujecie. To w sumie byłoby zabawne, gdyby nie fakt, że potem się rozstaliśmy.
– Wkurzyłem się, że próbujesz mnie kontrolować, wybuchnąłem gniewem, a potem nie byłem już w stanie tego zatrzymać – powiedział skruszony.
– Ja też nie odpuszczałam – wyznałam. – Przecież mogłam zadzwonić, pójść do ciebie, zrobić cokolwiek.
Krystian przysunął się z krzesłem do mnie tak, że siedział teraz obok, a potem objął mnie ramieniem. Poczułam jego dotyk na odsłoniętym ramieniu, zapach perfumy i ostry dwudniowy zarost na policzku. Moje ciało zareagowało na te bodźce dokładnie tak samo, jak reagowało przed laty. Poczułam dreszcze podniecenia, a jednocześnie błogość i bezpieczeństwo, jakie zawsze dawał mi Krystian. Przypomniałam sobie, jak w podobnej sytuacji, gdzieś na parkowej ławce, pocałowaliśmy się po raz pierwszy. Odwróciłam głowę w jego stronę, musnęłam go ustami po szyi i brodzie pokrytej ostrym zarostem, a potem dotknęłam wargami jego ust. Nie odsunął się, tylko przywarł do mnie, jakby tylko czekał na ten gest. Utonęliśmy w długim namiętnym pocałunku, smakując się, napawając bliskością i z satysfakcją przekraczaliśmy kolejną granicę. Tak było wtedy na parkowej ławce i teraz, przy kawiarnianym stoliku. Niewiele się zmieniło, poza kilkunastoma latami dzielącymi te wydarzenia, w sumie nieistotnymi. Nawet smakował podobnie.
Krystian oderwał się ode mnie pierwszy, wstał i znów pociągnął mnie za rękę. Wyszliśmy z kawiarni i bez słowa ruszyliśmy na parking przed salą koncertową do jego samochodu. Wieczór był ciepły, niebo bezchmurne i pełne gwiazd, a my jechaliśmy jego terenowym autem gdzieś w mrok. Nie bałam się. Doskonale wiedziałam, dokąd jedziemy. I po co.
Część 4
Przez całą drogę praktycznie nie rozmawialiśmy, no bo o czym było gadać? Krystian prowadził pewnie, choć jechał szybko. Był skupiony na trasie, a jedyne, na co sobie pozwolił, to moja dłoń na jego udzie. Sam ją sobie tam położył, a ja posłusznie jej nie zdejmowałam, czując mięśnie napinające się pod spodniami za każdym razem, kiedy dociskał pedał gazu.
Pół godziny później dojechaliśmy na miejsce. Plaża nad jeziorem, na której przeżyłam swój najlepszy seks w życiu, przez ostatnie piętnaście lat zmieniła się podobnie jak my. Była starsza, mocniej wyeksploatowana i na pewno mogła opowiedzieć wiele ciekawych historii z ostatniego czasu. Nadal jednak była tym samym miejscem, z którym wiązało się wiele naszych wspomnień.
Nie wiem, jak w szpilkach i niemal zupełnie po ciemku doszłam na plażę, ani skąd Krystian wziął koc, na którym usiedliśmy i ten drugi, którym później się przykryliśmy. Chwilę siedzieliśmy obok siebie, trzymając się za ręce i patrząc w lekko falującą taflę jeziora, jakby rozważając, czy to dobry pomysł. Pamiętałam, że on ma żonę, ale był też dorosłym mężczyzną i wiedział, co robi. Ja nie miałam niczego do stracenia, bo byłam na tyle dojrzałą dziewczyną, żeby nie robić sobie nadziei na długie i cudowne życie po jednym przypadkowym seksie na plaży.
Nawet nie pamiętam, które z nas zdecydowało się na ten pierwszy nieodwracalny gest, po którym wypadki potoczyły się błyskawicznie. Jego dotyk na mojej szyi, moja dłoń na jego udzie, potem męskie usta na karku i odwrócenie się, pocałunek i przechył. Opadłam na Krystiana, a jego nabrzmiała i gotowa męskość wbijała mi się w brzuch. Nasze twarze otoczyły moje jasne loki, jakby odcinając nas od świata zewnętrznego. Wkrótce potem leżeliśmy nadzy na kocu, a ja starałam się skompletować w głowie swoją garderobę. Bolerko zostało w aucie, rajstopy sama zdjęłam i gdzieś rzuciłam, sukienka leżała poskładana w kostkę obok na kamieniu, a majtki… Gdzie one był? W sumie któż by tam przejmował się majtkami w takiej sytuacji!
Byłam zupełnie naga, a on oparł się na rękach i zawiesił nade mną swoje ciało. Miał mocne ramiona i umięśnioną klatkę piersiową delikatnie porośniętą szpakowatymi włoskami. Wiedziałam, że moje ciało nie jest idealne, nieco mniej sprężyste i pokryte odrobina zbędnej tkanki tłuszczowej, ale nie wstydziłam się go. Nie chodziło nawet o to, że było ciemno, bo w blasku księżyca świecącego niemal w pełni Krystian musiał widzieć większość niedociągnięć. Właśnie jego wzrok upewnił mnie, że wszystko jest w porządku, a ja nadal mogę czuć się atrakcyjną kobietą. Ślizgał się oczami po moim ciele, jakby je lizał, a wyraz zachwytu nie znikał mi z twarzy.
– Jesteś śliczna – powiedział jakby na potwierdzenie moich domysłów.
Pocałował mnie, a ja oddałam pocałunek. Oparty na jednej ręce drugą pieścił najpierw moje piersi i biodra, a potem przesunął się do środka. Rozchyliłam nieco szczupłe uda, zapraszając go do siebie. Opuszki mocnych męskich palców krążyły początkowo wokół wejścia do szczelinki, a kiedy rozgrzał już moje zmysły i wypuściłam na zewnątrz kobiece soki, zapragnęłam poczuć jego palce w sobie. Sama chwyciłam go za nadgarstek i nakierowałam w odpowiednie miejsce. Stęknęłam głośno, zupełnie nie przejmując się tym, że byliśmy w miejscu publicznym i ktoś mógłby nas usłyszeć.
Wszedł we mnie powoli i spokojnie, choć byłam już tak wilgotna, że mógłby to zrobić brutalnie, a ja i tak czułabym rozkosz. Był nade mną i we mnie jednocześnie, miarowymi ruchami wywołując fale, które zalewały mnie rozkoszą. Czułam się bezpiecznie w jego mocnych ramionach i całkowicie zanurzyłam się w jego ciele. W pewnej chwili objął mnie i odwrócił w taki sposób, że znalazłam się na nim w pozycji jeźdźca. Stopami i kolanami wbiłam się w chłodny piasek, a biodrami zaczęłam wykonywać ruchy do przodu i w tył na zmianę. Krystian pozwolił mi narzucić tempo. Wypchnął tylko biodra nieco w górę, dzięki czemu czułam go jeszcze głębiej w sobie przy każdym ruchu. Leżąc na plecach, lepiej wykorzystywał dłonie do pobudzania mojego ciała: szczypał mi sutki, ściskał pośladki i uda, a nawet łapał mnie za kark i szyję, na krótką chwilę ograniczając dopływ tlenu. Doskonale wiedział, co robić, jakby czytał jakąś prastarą mapę, na której sam wyrysował wszystkie tajemne ścieżki prowadzące mnie do rozkoszy. Poczuł też, że ta rozkosz się zbliża i wtedy zablokował mi pośladki i mocno pchał mnie od spodu, docierając jeszcze głębiej, niż dotychczas. Doszłam przed nim, ale jego orgazm i fala gorącej spermy w środku wydłużyły moje uniesienie do długich, niemal nieznośnych sekund. Opadłam na niego zmęczona, wilgotna od potu i gorąca z wysiłku, a Krystian objął mnie, a po chwili narzucił mi na plecy koc. Leżeliśmy tak jeszcze długo, zmęczeni, szczęśliwi i niedbający o wysuwającego się ze mnie więdnącego członka.
Krystian odwiózł mnie do domu, przez całą drogę nie odzywając się nawet słowem. Może naszły go wyrzuty sumienia, że zdradził żonę, a może nie wiedział, co ma powiedzieć w takiej sytuacji. Nie przeszkadzało mi to. Byłam szczęśliwa. Cały czas stawiałam sobie przed oczami wyobraźni obraz Krystiana lustrującego moje ciało z niepohamowanym zachwytem. Tak, było mi tego potrzeba, takiego męskiego uznania i dowartościowania, które pozwalało mi myśleć, że przecież nadal jestem atrakcyjną kobietą.
Po kilku dniach kurier przyniósł ogromny bukiet czerwonych róż z bilecikiem, na którym odręcznie napisano:
– Dziękuję! Będę miał co wspominać na starość.
Tak, życie jest po to, żeby kolekcjonować wspomnienia. Młody Krystian zawsze to powtarzał.

