Nie wszystko w życiu zawsze układa się po naszej myśli. Czasem trzeba wybrać plan B, a innym razem środki zaradcze, które mają naprawić sytuację i przywrócić prawidłowy kurs. Bywa, że posunięci do ostateczności, decydujemy się na rzeczy, o których w normalnych okolicznościach nigdy byśmy nie pomyśleli. Tak było w moim przypadku, tamtego wieczoru, kiedy zdecydowałam się spędzić noc z mężczyzną dla pieniędzy. Od razu zaznaczę, że nie jestem prostytutką i tamta noc była tylko jedną. Po prostu byłam pod ścianą i nie widziałam innego rozwiązania. Okazało się jednak, że ta decyzja miała bardziej długofalowe konsekwencje.
Zacznijmy jednak od początku. Do Warszawy przeniosłam się na studia z małej świętokrzyskiej miejscowości. Zamieszkałam w małym wynajmowanym mieszkaniu wraz z kilkoma współlokatorami. Rodzice co miesiąc przesyłali mi skromne kieszonkowe, które tylko w niewielkim zakresie wystarczało na moje utrzymanie. Pracowałam więc dorywczo na magazynie i przy wynoszeniu towaru w pobliskim sklepie. Po wielu godzinach ciężkiej pracy i nauki odreagowywałam w klubach przy głośnej muzyce i drinkach. W pewnym momencie straciłam nad tym kontrolę i jak tysiące innych dziewcząt przede mną, a pewnie kolejne tysiące po mnie, zachłysnęłam się tym miastem.
Nie pamiętam, kiedy dokładnie zdałam sobie sprawę, że nie mam za co kupić jedzenia, nie wspominając już o opłatach za mieszkanie. To było rano, na kacu po jednym z wypadów do klubu, kiedy moja współlokatorka z pokoju, Weronika, poprosiła mnie o zwrot pieniędzy, które pożyczyłam od niej poprzedniego wieczoru. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że jestem bez grosza, rozpłakałam się histerycznie.
– Nie rycz, młoda – odparła dziewczyna. – Przecież nie utnę ci palca i nie wyślę rodzinie! Zawsze znajdzie się jakiś sposób na zarobienie pieniędzy, zwłaszcza kiedy jesteś ładną młodą dziewczyną.
– Nie rozumiem?
– A ty myślisz, że skąd ja mam to wszystko? – wskazała dłonią na swoją szafę, w której miała dziesiątki markowych i eleganckich ubrań. – Moi starzy też nie śmierdzą groszem, a jednak znalazłam sposób na to, żeby utrzymać się w Warszawie na dobrym poziomie.
Dopiero w tamtej chwili zdałam sobie sprawę, że nigdy nie widziałam, żeby Weronika gdzieś pracowała, a jednak zawsze miała przy sobie pieniądze. Nigdy nie zastanawiałam się, jak to robiła. Nie byłyśmy jakimiś wielkimi kumpelkami, mimo tego, że dzieliłyśmy jeden pokój. Teraz jednak chciałam posiąść wiedzę, którą miała ona.
– Co miałabym robić?
– Umów się z jakimś facetem na noc w zamian za pieniądze – oświadczyła i wzruszyła ramionami, jakby to było bardzo proste i oczywiste.
– Nie jestem prostytutką! – zaoponowałam.
– Ja też nie – odpowiedziała. – Jednak korzystam z sytuacji i z tego, że podobam się facetom. Trochę udawania, kilka pocałunków, kilka sapnięć i już. To bardzo łatwe.
Weronika musiała zobaczyć w mojej twarzy niezrozumienie, bo zaczęła wyjaśniać.
– To w sumie bardzo proste i przyjemne. Sama sobie wybierasz faceta, z którym chcesz spędzić wieczór. Nie bierzesz byle kogo, tylko takiego, który ci się podoba i ma odpowiednio dużo kasy w portfelu. Potem traktujesz to jako randkę, ale z finałem u niego w domu i śniadaniem, jeśli chcesz.
Położyła mi przyjacielsko dłoń na ramieniu i dodała.
– Nie musisz się niczego bać. Jeśli chcesz, to pójdę z tobą.
– Ile można dostać za taki wieczór? – zapytałam.
– Jak się dobrze zakręcisz, to na miesięczne opłaty za mieszkanie powinno ci wystarczyć.
Nie zgodziłam się od razu. Długo się wahałam i zastanawiałam, czy to ma sens. Obawiałam się, czy dam sobie z tym radę, jak to będzie z obcym facetem i czy moralnie powinnam w ogóle rozważać coś takiego. Poza tym obawiałam się kwestii technicznych: jak wybrać mężczyznę, jaką stawkę podać, kiedy mu o tym powiedzieć i jak. Sporo tego było. Jednak kiedy w sobotę wieczorem stanęłam przed lustrem w jednej ze skąpych sukienek Weroniki, uczesana i w pełnym makijażu, wiele wątpliwości zniknęło. Wyglądałam pięknie, może trochę za bardzo wyzywająco, ale na pewno zjawiskowo. A to wszystko dzięki pomocy mojej współlokatorki.
– Wyglądasz tak dobrze, że sama bym cię przeleciała – powiedziała Weronika, kiwając głową z aprobatą. – Nie będziesz mogła się opędzić od facetów.
Wezwałyśmy taksówkę i ruszyłyśmy do jednego z najmodniejszych warszawskich klubów.
– Pamiętaj, że nie musisz decydować się na pierwszego mężczyznę, który zwróci na ciebie uwagę – tłumaczyła mi Weronika jeszcze w taksówce, zupełnie ignorując kierowcę. – Zwróć uwagę na to, jak jest ubrany, czy ma markowe ciuchy i jak się w nich porusza. Patrz na zegarek, dodatki i na to, czy chętnie wydaje pieniądze. Dobrze by było, gdyby jeszcze ci się podobał, bo wtedy będziesz miała z tego więcej przyjemności.
Kiedy już weszłyśmy do klubu, zamówiłyśmy po drinku i usiadłyśmy przy jednym z wolnych stolików, zaczęłam wnikliwie obserwować mężczyzn. Starałam się zapamiętać wszystkie wskazówki, jakie dawała mi Weronika, ale szło to opornie. Nie znałam się na markach eleganckich koszul i butów, nie mówiąc już o zegarkach. Jeśli już któryś facet wydawał mi się wystarczająco majętny, najczęściej okazywał się grubasem, miał arogancki sposób bycia albo mi się po prostu nie podobał. Kilku ciekawych kandydatów przyszło z partnerkami, zatem też odpadali, a dwóch zupełnie nie reagowało na moje zachęcające pozy, a przynajmniej miałam nadzieję, że takie wykonuję.
I wtedy pojawił się on – kandydat idealny. Nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, w uśmiechu wyszczerzył rząd białych zębów i pewnym siebie zwierzęcym krokiem ruszył w kierunku naszego stolika. Dobrze, że siedziałam, bo nogi mi zmiękły na sam jego widok. Jeszcze w tej samej chwili upewniłam się, że to właśnie z nim spędzę dzisiejszą noc.

