Miłość na święta

Miłość na święta

Było cicho jak makiem zasiał. Miłość wisiała w powietrzu.

– No chodź już – powiedziałam.

Leżałam na podłodze, z głową pod choinką. Widziałam twoje nogi i łydki na stoliku do kawy, ale musiałam poprosić cię już dwa razy, żebyś przyszedł i położył się obok mnie na dywanie.

– No hej – powiedział z uśmiechem. – Co za miła niespodzianka, że się tak spotykamy.

Pocałowałeś mnie szybko.

– Jak pięknie. Zobacz na te wszystkie światełka – wymamrotałam. Spojrzałam na lampki, wydawało mi się, że jest ich z milion, małych białych punkcików ukrytych miedzy igłami świerku. Spojrzałam na ciebie. Czułam miłość.

– Ej! Nie patrzysz!

– Przecież patrzę!

– Patrzysz, ale na mnie! – przyznałam.– To się nie liczy! – przewróciłam się na bok, żeby móc na ciebie patrzeć. Moje ramię dotykało najniższych gałęzi drzewka. – Spójrz. To taki piękny widok.

– Oh, zgadzam się – wymamrotałeś, przyciągając mnie do siebie. – Naprawdę piękny. Wybacz mi, nie mam ochoty dostać igłą w oko.

– Okej, marudo – uśmiechnęłam się. – Wyjdźmy więc spod tego groźnego drzewka, zanim nas zaatakuje.

Zalegliśmy na kanapie, całując się leniwie, a ja myślałam tylko o tym, że tak bardzo bym chciała, żeby były już święta. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła ci dać prezenty, które zapakowałam (słabo, ale energicznie) wieki temu. Ciągle pytałam się ciebie, czy może chciałbyś otworzyć chociaż jeden, malutki, ale byłeś uparty i mówiłeś, że nie otworzysz żadnego aż do Wigilii.

– Ale do Wigilii została jeszcze cała wieczność!– marudziłam jak dziecko, trochę się drocząc, a trochę naprawdę. Potem wpadł mi do głowy pomysł.

– Mam jeden prezent, który będziesz chciał otworzyć teraz – zachęcałam.

Usiadłam na stoliku do kawy, żebyś mógł się napatrzeć. Miałam na sobie gorsetowe body, a pod spodem nie miałam stanika, więc łatwo było je zdjąć, ściągając w dół tak, że moje twarde sutki przebijały się przez cienki materiał kiedy grzebałam przy haftkach jedną dłonią. Uszczypnęłam się mocno w prawy sutek przez materiał stroju, a ty jęknąłeś. Światełka zamigotały na mojej skórze, kiedy wyjęłam ręce z rękawów. Potem zdjęłam dżinsy i majtki. Jeszcze nie udało mi się wykombinować, jak zdejmować spodnie w seksowny sposób, więc starałam się odwrócić twoją uwagę wstając i pochylając się, moje usta znalazły się tuż przy twoich dresach, a ja ściągnęłam je ręką i odrzuciłam na bok. Byłam naga, ale cały czas to robiłam. Jest coś w czuciu twojej twardości przez barierę ubrania, jakbyśmy robili coś nielegalnego. Kochałam cię, tak, to naprawdę była miłość.

Oddychałeś ciężko, pochylając się do przodu, by śledzić wzrokiem moje nagie cycki i szyję.

– Ja… Hmmm… Ja… – zająknąłeś się, a ja uśmiechnęłam się do ciebie. Zastanawiałam się o czym teraz myślisz. Czy moja miłość jest odwzajemniona? Jestem pewna. Chyba… – Ja myślałem, że masz dla mnie coś, co będę mógł rozpakować.

Zachichotałam.

– Cóż, nie do końca. Powiedziałam ci, że dostaniesz coś, co ci się spodoba.

I mówiąc to, odwróciłam się i wypięłam tak, że łokciami oparłam się o stolik do kawy, a mój tyłek był wypięty tuż przed twoją twarzą.

Sięgnęłam do tyłu i przejechałam ręką po pośladkach, na wypadek, gdybyś nie zrozumiał mojej aluzji. Nie musiałam się o to martwić, bo zanim miałam okazję dokończyć, poczułam twoje ręce na mojej talii i usta na podstawie kręgosłupa.

Z jakiegoś powodu oczekiwałam, że od razu mi go wsadzisz, ale to nie w twoim stylu. Jęknęłam, moje włosy musnęły stół, a ja poczułam jak delikatnie rozwierasz mnie, żeby mieć lepszy widok. Twoje kciuki na mojej łechtaczce i usta, delikatnie muskające skórę.

– Och! – powtarzałam raz za razem, zawsze innym tonem, a twój język drażnił się ze mną. Poczułam, jak całujesz wnętrze mojego uda.

– Idziemy do łóżka? – zapytałeś.

Zaśmiałam się, prostując, a ty objąłeś mnie od tyłu.

– Tak, bo krew zaczęła uderzać mi do głowy.

– Mmm, znam to uczucie.– Wyszeptałeś, a ja słyszałam, jak się śmiejesz.

W sypialni pomogłam ci się rozebrać, przez co trwało to dużo dłużej, ale było bardziej zabawnie. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wziąć twojego kutasa w usta, bo był aż za blisko, kiedy siedziałam na brzegu łóżka tuż przed tobą. To chyba naprawdę była miłość.

Chwyciłam cię za dłoń i położyłam ją na swoim karku, cicho prosząc, byś pomógł mi wziąć go głębiej. Kocham uczucie, kiedy czubek twojego penisa uderza w moje gardło, a potem, delikatnie wślizga się, wolno i głęboko. Bardzo przypomina mi to o tym, jakie to uczucie, mieć cię w innym, mokrym miejscu, a to skojarzenie powoduje, że od razu robię się wilgotna. Nadal nie możesz uwierzyć to, że to mój ulubiony rodzaj gry wstępnej. Ale tym razem ty miałeś inne plany.

Było tak, jakbyśmy grali w twistera. Twoja jedna ręka zataczała kółka wokół moich piersi, muska moje sutki, aż byłam zupełnie rozpalona. Druga dłoń jest głęboko we mnie – kilka palców tu, kilka palców tam, delikatnie wiercą się wewnątrz i naciskają na ścianki, delikatnie jak ukwiał. Twoje usta… o boże, twoje usta… Nie będę sobie nawet przypominać, co z nimi wyprawiałeś, bo od razu mi głupio… lizanie, podrażnianie, ssanie… jakby moja cipka i twoje usta stanowiły jedność.

Kiedyś, większość facetów była dumna, kiedy potrafili doprowadzić mnie do orgazmu, ale nie ty. Ty drażnisz mnie i bawisz się ze mną, czujesz, jak spełnienie zbiera się we mnie, ale nie pozwalasz mu wypłynąć na powierzchnię, odmawiasz mi tej przyjemności, aż zaczynam cię błagać. Czasami bez słów, wiercąc się i dysząc, staram się doświadczyć tego wspaniałego dotyku choć o sekundę dłużej. Czasami przeginasz i wtedy tracę całą kontrolę i zaczynam cię bezwstydnie błagać, mówiąc:

– Proszę, pozwól mi dojść… Proszę… Błagam… Błagam!

Zaciskam dłonie w pięści, a moje paznokcie odciskają kształt półksiężyców na skórze dłoni, ale zauważam to dopiero dużo później. To taka miła pamiątka.

To był jeden z tych razy. Kiedy wreszcie pozwoliłeś mi dojść, czułam, jakbym zaraz miała się rozpłakać z ogromną siłą. Drżałam, a moje ciało napięło się i wygięło w żałosnej parodii przysiadu. Czułam rozkosz, ale też ogromną miłość do ciebie.

Gdyby to zależało od ciebie, pewnie pozwoliłbyś mi odpoczywać chwilkę dłużej, ale byłam zbyt podniecona faktem, że byłam taka mokra i świadomością, że ty także byłeś już mokry i nakręcony.

– Choć do mnie – powiedziałam raz jeszcze, głosem, w którym można było usłyszeć ton niecierpliwości. – Przecież wiesz, czego chcę.

Wziąłeś mnie za rękę i pocałowałeś. Czułam swój smak na twoich ustach.

– Powiedz mi – nalegałeś.

Nie byłam pewna, czy nie wiedziałeś, czy po prostu chciałeś usłyszeć, jak to mówię. Pewnie było to połączenie obydwu tych rzeczy, ale nie pytałam, pozwoliłam mojemu pragnieniu zapanować nad ustami.

– Chcę, żebyś pieprzył mnie w tyłek. Chcę cię poczuć w sobie. Jestem taka mokra, wiem, że możesz od razu we mnie wejść. Chcę, żebyś doszedł w moją pupę.

Samo wypowiedzenie tych słów sprawiło, że jeszcze bardziej się nakręciłam. Gdyby nie to, że twoje usta nakryły moje w żarliwym pocałunku, wcale bym nie przestała. Jęczeliśmy i dyszeliśmy jakbyśmy już to robili.

Kiedy przestałeś mnie całować, nic nie powiedziałam, ale pchnęłam do przodu, tak, że zamieniliśmy się miejscami. Nie chciałam, żebyś się martwił, że zrobisz mi krzywdę. Położyłam dłoń na twoim policzku i spojrzałam ci głęboko w oczy.

– Teraz? – zapytałam.

Nawet nie byłeś w stanie odpowiedzieć, tylko skinąłeś głową i wypuściłeś zduszony oddech.

Sięgnęłam w dół, by rozprowadzić dłonią soki z cipki do tyłka, ale to naprawdę było zbędne. Resztę rozprowadziłam na twoim fiucie, który już i tak był śliski. Przez chwilę próbowałam naprowadzić cię w właściwe miejsce, a kiedy już się tam znalazłeś wślizgnąłeś się we mnie jak kula bilardowa, a ja czułam taką samą satysfakcję, jakbym właśnie wygrała grę.

Przypomniałam sobie, żeby się zrelaksować i oddychać głęboko, kiedy wchodziłeś we mnie, rozciągając. Ale kiedy już byłeś w środku zaczęłam zaciskać mięśnie na twoim kutasie. Pochyliłam się do przodu i zataczałam biodrami powolne ósemki, całując cię w szyję, smakując ciepłą, słoną skórę.

– To ciekawa wariacja na temat siadania na kolanach świętego Mikołaja, prawda? Ale tego właśnie najbardziej pragną niegrzeczne dziewczynki. No, chcą też taką miłość – zaśmiałam się, a potem westchnęłam, kiedy twoje biodra uderzyły w moje, przyciągając mnie bliżej do siebie i zagłębiając twojego kutasa jeszcze głębiej we mnie.

– Oho, właśnie czuję jak bardzo tego chcesz, niegrzeczna dziewczynko. Jesteś TAKA mokra… – wymamrotałeś.

Moja ręka zacisnęła się na twoim ramieniu.

– Och! Och! Boże!– zatrzymałam się by złapać oddech.– Wiesz, że nie jestem w stanie myśleć, kiedy mówisz do mnie w ten sposób.

– Och, czyli to moje gadanie tak na ciebie działa? A… myślałem… że… to… rżnięcie…– powiedziałeś chytrze, na wydechu, ponownie przyciągając mnie do siebie. Krzyknęłam.

Pochyliłam się do przodu, wykonując kilka płytkich ruchów, rozkoszując się główką twojego kutasika napierającego na moje wejście, ale moje samolubstwo nie pozwoliło na to, żeby trwało to długo. Znów zaczęłam wykonywać długie, głębokie ruchy, wyginając się w ten sposób, by moja łechtaczka ocierała się o ciebie, powodując małe wstrząsy przyjemności. Skomlałam i zaciskałam mięśnie na twoim członku. Nie mogłam mówić, nie mogłam myśleć, zaczynałam ruszać się szybciej i szybciej, a nasze biodra uderzały o siebie. Zacisnąłeś dłonie na moich włosach, szepcząc mi do ucha i prosząc, bym nie przerywała.

Mój głos brzmiał dla mnie obco, po skórze przebiegały mi dreszcze przyjemności. Czułam zbliżający się orgazm, ale nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Za to ty wiedziałeś, co się szykuje i wsunąłeś rękę pomiędzy nasze gorące, spocone ciała, żeby mnie dotknąć.

To była prawie ulga, poczuć jak zbliżam się do krawędzi. To było dokładnie takie uczucie, jakbym traciła grunt pod stopami. Złapałam się ciebie kurczliwie, wykonując minimalne ruchy, tak silne, że prawie bolesne. Doszedłeś kilka sekund później. Nie jestem pewna, czy czekałeś na mnie jak dżentelmen, czy to mój własny orgazm spowodował, że wystrzeliłeś. Nie byłam w stanie skupić się na tobie bardziej niż na zabawce, byłam tak pochłonięta sobą.

Kiedy udało mi się złapać oddech spojrzałam na ciebie nieśmiało, jakbym chciała ci wynagrodzić to, że byłam taka skupiona na sobie. Ruszyłeś się we mnie, a ja drgnęłam, nagle nadwrażliwa na bodźce. Położyłam głowę na twojej klatce piersiowej, tylko na chwilkę, wyginając grzbiet jak kot i wsłuchując się w twoje przyśpieszone bicie serca.

Zapowiadało się na to, że święta będą bardzo wesołe. W końcu miałam najwspanialszy dar, jaki mogłam sobie wyobrazić – twoją miłość.